Poseł Dietrich Karl uczył się w szkole powszechnej w Uboczu, poniżej krótka notka biograficzna.

 Parlamentarier in den deutschen Reich- und Landtagen 1867 bis 1933

 

Angaben zur Person:

 

 

 

 

Ausbildung: 

1880 - 1888 Volksschule in Kreibau
1880 - 1888 Volksschule in Schosdorf
1880 - 1888 Volksschule in Martinwaldau
1880 - 1888 Volksschule in Alt-Wartha
1880 - 1888 Volksschule in Alt-Oelz
1888 - 1892 Lehre in Greiffenberg

Name:

 

Dietrich

 

Vorname:

 

Karl

 

sex:

 

m

 

Konfession:

 

diss.

 

 

 

 

 

Geburtsort:

 

Schlesisch-Haugsdorf

 

Geburtsdatum:

 

10.12.1873

 

 

Sterbeort:

 

Bad Elster

 

Werdegang:

 bis 1903 Tischlergeselle. 1893-1903 Vorstandsmitglied der Filiale und des Gaues Breslau des Holzarbeiterverbands; Jan. 1903-Mai 1920 hauptamtlicher Gauleiter des Holzarbeiterverbands für Schlesien mit Sitz in Breslau; 1910-1914 Vorsitzender der gewerkschaftlichen Zentralkommission für Schlesien; 1914-1918 Vertrauensmann der Gewerkschaften im Bereich des 6.Armeekorps; Nov. 1918-1919 Mitglied des zentralen Volksrats für die Provinz Schlesien und Volksbeauftragter beim Regierungspräsidenten in Breslau; Juni 1920-Juli 1925 Landrat des Kreises Sprottau, zugleich Mitglied des Preußischen Staatsrats und des Niederschlesischen Provinziallandtags; Juli 1925-Juli 1932 Polizeipräsident in Kiel, dann einstweiliger Ruhestand.

Sterbedatum:

 

13.10.1953

 

 

 

 

 

Bildung:

 

Volksschule

 

Erlernter Beruf:

 

Tischler, Schreiner

 

 

 

gelernte Arbeiter (unselbständig)

 

Vaterberuf:

 

Ungelernte Arbeiter

 

 Reichstagsmandate1919 - 1920 Wahlkreis 11 (Reg.-Bez. Liegnitz)

 

 

ungelernte Arbeiter (unselbständig)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Liegnitz 6 (Goldberg - Haynau - Liegnitz)
L.Per. 15: 01/1912 Liegnitz 6 (Goldberg - Haynau - Liegnitz)
L.Per. 17: 06/1920 SPD-RV ()

 

 

 

 

 

 


                  Ciekawym wydarzeniem 2006 roku była książka Güntera Grassa (Przy obieraniu cebuli), opowiadająca o wcześniej skrywanym epizodzie służby w Dywizji Pancernej SS "Frundsberg".  Okazuje się, że jeden z niemieckich krytyków twórczości Grassa wspomina Ubocze...

Obdzieranie Grassa
Aleksandra Pawlicka   


 fot. Wojtek Jakubowski/KFP

Grass jest jednym z trojga pisarzy, obok Mickiewicza i Konopnickiej, którym Gdańsk ufundował pomnik. To ławeczka Oskara Matzeratha, bohatera „Blaszanego bębenka”

Czy Czarna Kucharka, której obawiali się bohaterowie różnych powieści Güntera Grassa, to prześladujące go poczucie winy? Wiele wątków pokazuje, jak pisarz zmagał się z nienagłaśnianym epizodem swojego życiorysu.


Przypomina się dziś wywiad z Günterem Grassem sprzed trzech lat, tuż po wydaniu leksykonu germanistów, w którym wielu szanowanym naukowcom wytknięto ukrywaną wojenną przeszłość. Grassa zapytano, jak zareagowałby, gdyby okazało się, że i on należał do NSDAP. Odparł wówczas tylko: – Na to trzeba było mieć 18 lat – wspomina Piotr Buras, politolog specjalizujący się w problematyce niemieckiej.
Czy Grass, udzielając tego wywiadu, myślał o swojej skrywanej przynależności do Waffen SS w wieku lat 17? Czy może jeszcze trzy lata temu tamten epizod wydawał mu się bez znaczenia? Dziś jedno jest pewne – czytelnicy, sięgając po jego książki, będą je czytać przez lupę zaskakującego i spóźnionego o 60 lat przyznania się do służby w Waffen SS, organizacji, którą trybunał norymberski uznał za zbrodniczą.

Najnowsza książka Grassa ma ukazać się we wrześniu. Nosi tytuł „Przy obieraniu cebuli”. – Czy też, jak chce część germanistów, „obdzieraniu cebuli” – mówi Sławomir Błaut, tłumacz niemal wszystkich powieści Grassa na język polski. Uchyla rąbka tajemnicy: – To pierwsza książka, w której Grass bezpośrednio opowiada o własnych wspomnieniach i związkach kolejnych powieści z tym, co wydarzało się w jego życiu. Sam jest głównym bohaterem.
– Pokonałem wewnętrzny opór przed pisaniem o sobie w sposób w pełni autobiograficzny i w ten sposób pojawił się także temat moich lat młodzieńczych. Chodzi o okres między 12. a 30. rokiem mojego życia. I właśnie w tym szerszym kontekście mogłem napisać o swojej przynależności do Waffen SS – tłumaczył w ostatnich dniach sam Grass w niemieckiej telewizji ARD.
Dzięki temu w najnowszej powieści nie ucieka już do tak ulubionych przez siebie masek zwierzęcych. W dorobku Grassa znalazły się przecież: „Kot i mysz”, „Psie lata”, „Wróżby kumaka” (to jest żaby), „Szczurzyca”, „Turbot” (czyli ryba), „Z dziennika ślimaka” i „Pełzanie rakiem”. Jednym słowem, cała menażeria. – Zwierzęce motywy pomagały Grassowi precyzyjniej obrazować temat. Przykładowe szczury to zwierzęta, które choć niezabrane na arkę Noego przetrwały – tłumaczy Błaut.
Pisarza zna jak niewielu, bo Günter Grass już w latach 70. zapewnił sobie w wydawnictwie, że każda nowa książka oznacza zaproszenie wszystkich stałych tłumaczy na tygodniową sesję, by autor strona po stronie mógł im wyjaśniać niuanse nowo wydanego dzieła.
Nie tylko jednak zrzucenie maski i wystąpienie w roli głównej jest nowe w książce „Przy obieraniu cebuli”. Akcja zaczyna się 1 września 1939 roku, czyli – jak twierdzi autor – „w chwili gdy zakończyło się jego dzieciństwo”. Wcześniej, w „Psich latach”, udowadniał, że dla ludzi jego pokolenia te psie lata skończyły się dopiero po wojnie, gdy młodzież niemiecka zaczadzona faszyzmem zrozumiała swój błąd i zaczęła wypowiadać posłuszeństwo dotychczasowemu panu.
– Ta przynależność pokoleniowa kształtowała jego świadomość. „Winni” w jego rozumieniu byli tylko starsi, bo wybierali świadomie nazizm. A tacy jak on zostali uwiedzeni i nieświadomie naznaczeni winą. Ale tak jak starsi, także pokolenie „wspomagających oręż” ma ogromny dług do spłacenia – tłumaczy profesor Hubert Orłowski, germanista z Uniwersytetu imienia Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Przyznanie się do służby w Waffen SS, wyłożenie na stół najbardziej haniebnej karty własnej historii – jak przyznaje dziś Grass – przesunęło granicę jego niewinności o sześć lat. Z końca wojny na jej początek. To istotna zmiana, bo dotychczas Grass był postrzegany głównie jako autor rozrachunkowy Niemców próbujących zatrzeć ślady wojny po 1945 roku. Powieść „Psie lata”, wydana w 1963 roku, powstała właśnie jako bunt przeciwko adenauerowskim Niemcom, które próbują zapominać o odpowiedzialności za zbrodnie nazizmu. Jej bohater Walter Matern to hitlerowiec z przymusu odsiadujący wojnę głównie w kampaniach karnych. Po wojnie rusza w podróż po Niemczech w poszukiwaniu winnych. Grass wykreował tę postać, jak określiła to kiedyś Maria Żmigrodzka, na „antyfaszystę ostatniej godziny”, bo sam pewnie w duchu chciał być tak postrzegany. Czy dziś Matern nie przypomina trochę Grassa, który zapewnia, że służbę w Waffen SS przechorował głównie na żółtaczkę?

Powieść „Przy obieraniu cebuli” jest domknięciem cyklu twórczego Grassa. W bezpośredni sposób odwołuje się do „Blaszanego bębenka” i opisanej w nim „Piwnicy pod Cebulą”: „Nasz wiek zostanie kiedyś nazwany wiekiem bez łez, choć tyle wszędzie cierpień – i właśnie z powodu tej niezdolności do płaczu ludzie, którzy mogli sobie na to pozwolić, szli do »Piwnicy pod Cebulą«, brali od knajpiarza deszczułkę – w kształcie świni lub ryby – i kuchenny nóż za osiemdziesiąt fenigów oraz pospolitą polno-ogrodowo-kuchenną cebulę za dwanaście marek, krajali ją coraz drobniej, póki sok nie wywołał, czego nie wywołał? Póki nie wywołał tego, czego nie wywołał świat i jego cierpienia: okrągłych ludzkich łez. Tam się płakało” – pisał Grass w „Blaszanym bębenku”.
W najnowszej książce cebulę obiera sam Günter Grass. „Jest w niej wszystko, co mogłem powiedzieć” – zapewnia w jednym z wywiadów udzielonych w ostatnich dniach. Stary znajomy Grassa, nieśmiertelny bohater z „Blaszanego bębenka” Oskar Matzerath, mógłby tylko dodać: „Póki człowiek ma nadzieję, będzie wciąż zaczynał od nowa pełne nadziei kończenie”. Grass właśnie rozpoczął kończenie swojej historii.
Problem polega jednak na tym, że o ile przynależność do Waffen SS większość ekspertów i czytelników jest w stanie Grassowi wybaczyć, o tyle nie rozumieją zwlekania przez ponad pół wieku z ujawnieniem tego faktu.
– Ta historia jest dość zastanawiająca. Grass wielokrotnie mówił o swojej młodzieńczej fascynacji nazizmem. Używał tego argumentu, by uwiarygodnić siebie w rozliczeniach z narodowym socjalizmem. Zmuszał Niemców do tłumaczenia się z nazizmu, a w swojej sprawie milczał. Oczywiście nie odbiera to słuszności jego literackich rozliczeń i kunsztu literackiego, ale jego samego to milczenie we własnej sprawie obciąża – uważa Buras.
I może właśnie dlatego z tej niemożności wyduszenia z siebie przez lata wstydliwych łez w najnowszej powieści pisarz sam sobie przepisuje kurację cebulową. A tym samym odbiera przydzielony sobie pół wieku temu przywilej niepamięci i niedojrzałości. Ten sam, którym obdarzył bohatera „Blaszanego bębenka” Oskara Matzeratha. Pozwalając mu przestać rosnąć w wieku trzech lat, czyli wtedy, gdy zrozumiał, że nie chce być taki jak otaczający go świat dorosłych.

Hubert Orłowski jest szczególnie związany z Grassem, bo to z jego inicjatywy poznański uniwersytet przyznał pisarzowi w 1990 roku doktorat honoris causa. Profesor zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt obecnej „spowiedzi” Grassa: – Jestem przekonany, że przyznanie się do służby w Waffen SS to coś więcej niż promocja nowej książki, jak niektórzy próbują sugerować. Grass powiedział to dzień po otwarciu wystawy Eriki Steinbach budzącej polsko-niemieckie demony historii – mówi Orłowski.
Cztery lata temu, gdy ukazała się powieść Grassa „Pełzanie rakiem” o tragedii statku „Wilhelm Gustloff”, Orłowski krytykował tę książkę. – Scena zatopienia „Gustloffa” w 1945 roku jest znakomita. Te torpedy uderzające w pokład, na którym stłoczone są bezbronne kobiety z dziećmi. Jeden wielki krzyk. Ale zabrakło pytania, gdzie w tym czasie, gdy tonęły niemieckie kobiety i dzieci, byli ich ojcowie, mężowie i bracia? Czyż nie walczyli na przykład w Ardenach? Swojej recenzji dałem wówczas tytuł „Gdzie są chłopcy z tamtych lat?” – wspomina Orłowski.
Uważa, że odpowiedź na to pytanie dostał dopiero teraz. – Wyznanie Grassa nazajutrz po otwarciu wystawy Steinbach to jakby ustawienie się pisarza w roli żołnierza, obok tych wypędzanych kobiet i dzieci. Nie jako ofiara, tylko jako przedstawiciel bojowej jednostki nazistowskich Niemiec – tłumaczy. Dla Grassa to zupełnie nowa rola. Dotychczas, przyznając się do członkostwa w Hitlerjugend i Wehrmachcie, kreował się na ofiarę faszyzmu. Teraz przyznaniem się do służby w Waffen SS stawia się w jednym szeregu ze sprawcami tragedii. Przestaje być tylko karłem Oskarem Matzerathem z „Blaszanego bębenka”, który nie godząc się na otaczającą rzeczywistość, komunikował się ze światem wyłącznie krzykiem rozbijającym szkło i bębnieniem w werbel. Nie jest już tylko Joachimem Mahlkem z „Kota i myszy”, chłopcem z potężną grdyką, którą nosił i której wstydził się przez całe życie. Życiową pasją Joachima było nurkowanie i wydobywanie z wraków widm przeszłości, podobnie jak czyni to w swej twórczości Grass. Na końcu Joachim postanowił się utopić wraz ze swoim piętnem – grdyką.
Grass w wieku 78 lat zdecydował się jednak wydobyć na światło dzienne swoje piętno: służbę w Waffen SS. Jeśli w ten sposób śledzić losy jego bohaterów napiętnowanych lękami pisarza, wspomnieć trzeba i o Eddim Amselu z „Psich lat”, wynalazcy okularów pozwalających poznać przeszłość człowieka. Dziś Grass nie jest już tym żydowskim chłopcem rozliczającym jedynie życiorysy innych. Nie ma prawa ich rozliczać, bo sam nie rozliczył przez lata siebie.

Przyznanie się Güntera Grassa będzie mieć inne reperkusje w Polsce, inne w Niemczech – uważa Piotr Buras. Po tej stronie Odry pozostanie osobą o niezwykłych zasługach dla polsko-niemieckiego pojednania. U Grassa bowiem zawsze, jak we „Wróżbach kumaka”, wypędzeni ze wschodu Niemcy idą w parze z wypędzonymi ze wschodu Polakami i wspólnie zakładają Polsko-Niemieckie Towarzystwo Cmentarne (choć świat współczesny ich nie rozumie i robi z tej intencji karykaturę, bo szlachetna idea przywrócenia wypędzonym prawa pochówku w miejscu ich urodzenia szybko zostaje zaprzepaszczona w gąszczu interesów i kłótni).
W Polsce Grass pozostanie tym, który jako pierwszy powiedział Niemcom w „Blaszanym bębenku” prawdę o wymordowaniu obrońców Poczty Gdańskiej przy jednoczesnym ich odbrązowieniu. Bo nie herosi u Grassa bronili poczty, lecz zwykli gdańszczanie, grający w karty i nie do końca rozumiejący sens swojej śmierci.
Grass wielokrotnie stawał po stronie Polaków. – Uznania, jakim się wśród nas cieszy, nie zagłuszą nawet krzyki posła Jacka Kurskiego z PiS, który postuluje odebranie Grassowi honorowego obywatelstwa Gdańska – mówi Buras.
W Niemczech opinia społeczna jest bardziej podzielona. Grass zraził sobie wielu rodaków sprzeciwem wobec zjednoczenia Niemiec i twierdzeniem, że podział kraju to kara za Auschwitz. Naraził się także po zamachach 11 września w USA, bo winą obarczył cywilizację zachodnią i postulował gest pokojowy wobec muzułmanów przez oddanie kościoła w Lubece na meczet. Wypomina mu się też napaść na kanclerza Kurta Kiesingera, którego wybór uznawał za ponowne przyzwolenie Niemców na narodowe socjalizmy, bo Kiesinger w 1933 był w NSDAP. – Dla przeciwników Grassa to spóźnione ujawnienie prawdy o Waffen SS jest teraz koronnym argumentem za wykluczeniem go z grona autorytetów – dodaje Buras.
Jedni mówią, że Grass napisał „Przy obieraniu cebuli”, bo zaczęto grzebać w jego dokumentach i pisarz chciał to uprzedzić. Inni, jak austriacki pisarz Robert Schindel, że w artystycznym świecie przynależność Grassa do elitarnej frakcji SS nie była tajemnicą. On sam miał o tym słyszeć z ust Grassa już na przełomie lat 80. i 90. podczas spotkań pisarzy Grupy 47, czyli walczących z niemieckim narodowym socjalizmem.
Jeszcze inni całe zamieszanie próbują obrócić w marketingowy żart. W Niemczech krąży dowcip: „Co powie Grass przy promocji kolejnej książki? Przyzna się, że był agentem Stasi”.
Czarna Kucharka to ucieleśnienie lęku w powieściach Grassa („Turbot”, „Blaszany bębenek”). „Czarna szła zawsze za mną Kucharka. Teraz przede mną wyrasta, czarna” – pisał. Albo: „Czy jest tu Czarna Kucharka? jest-jest-jest! Tyś jest winien, tyś winien, a najwięcej ty”. Po latach Kucharka wskazała samego Grassa. – W najnowszej powieści Kucharki już nie ma – zapewnia Sławomir Błaut przygotowujący polskie tłumaczenie.


Aleksandra Pawlicka


Jan Lucjan Wyciślak

"Dziwna wojna" Güntera Grassa

"Zgłosiłem się na ochotnika, ale nie do Waffen SS, lecz do służby na łodzi podwodnej". Zatem wstąpił ochotniczo, ale nie udało mu się zostać bohaterem wojny podwodnej Doenitza, bo "to Waffen SS brała w ostatnich miesiącach II wojny światowej wszystkich, których tylko mogła dostać. Wówczas nazwa Waffen SS wcale nie odstraszała, lecz uważana była za jednostkę elitarną, która walczyła wszędzie tam, gdzie było niebezpiecznie" - wspomina laureat Nagrody Nobla, niemiecki pisarz Gűnter Grass. Dodaje, że w formacji tej "nawet sobie nie postrzelał", gdyż albo "symulował chorobę, albo szkolił się na starym sprzęcie".

10. Dywizji Pancernej SS "Frundsberg", w której służył Grass, nie udowodniono żadnych zbrodni. Uważa się, że jej żołnierze z szacunkiem traktowali wziętych do niewoli pod Arnhem brytyjskich spadochroniarzy. Takie zdania podawane przez ocalałych z operacji Market Garden anglosaskich żołnierzy zdziwionych, że nie rozstrzelano ich po wzięciu do niewoli, figurują w opracowaniach na temat działalności bojowej 10 DP SS.

Dywizja "Frundsberg" została utworzona w Berlinie w czerwcu 1943 r. Sformowano ją głównie z 18-letnich żołnierzy ochotników. Latem 1943 r. otrzymała nazwę "Karl der Grosse" (Karol Wielki). Początkowo była dywizją grenadierów pancernych, ale 3 października 1943 r. przekształcono ją w dywizję pancerną i zmieniono jej nazwę na "Frundsberg". Było to nazwisko dowódcy wojskowego, uważanego w Niemczech za symbol wierności. Georg von Frundsberg zmarł w 1528 r. na atak serca nie mogąc znieść wiadomości, że organizowane przez niego pierwsze oddziały regularnej piechoty niemieckiej podniosły bunt przeciw swojemu cesarzowi Karolowi V. Hitler uważał, że taki właśnie ideał winien przyświecać w boju młodym niemieckim ochotnikom SS.

Jak na wojenne warunki dywizja "Frundsberg" była wyjątkowo długo szkolona i jak każda jednostka Waffen SS zanim ruszyła do walki, została zaopatrzona w najlepszą broń i sprzęt bojowy. Początkiem 1944 r. jednostkę liczącą ponad 19 tys. żołnierzy w składzie pododdziałów: SS Panzer Aufklärung Abteilung 10 (pułk), SS Panzer Regiment 10 (dwa bataliony), SS Panzergrenadier Regiment 21 (trzy bataliony), SS Panzergrenadier Regiment 22 (trzy bataliony), SS Panzer Artillerie Regiment 10 (cztery dywizjony), SS Flak Abteilung 10 (pułk), SS Sturmgeschütz Abteilung 10 (pułk), SS Panzerjäger Abteilung 10 (pułk), SS Nachrichten Abteilung 10 (pułk) i SS Pioniere Batallion 10 (batalion) wysłano w rejon Małopolski Wschodniej. Jednym z dowódców dywizji "Frundsberg" był w tym czasie osławiony Karl Fischer von Treuenfeld, kierujący mordami na Czechach po zamachu na Reinharda Heydricha w 1942 r.

W składzie 2 Korpusu Pancernego, 10 DP SS dyslokowana została na wschód od Lwowa i przygotowywała się do odblokowania znajdujących się w okrążeniu nieopodal Kamieńca Podolskiego oddziałów niemieckiej grupy pancernej: 1 Armii Pancernej wraz z 3, 24, 46 i 59 Korpusami Pancernymi.

Sformowana na tych terenach 14 Dywizja Grenadierów Waffen SS "Galizien", składająca się głównie z Ukraińców, nie cieszyła się zaufaniem Hitlera i nie była zbyt dobrze uzbrajana i zaopatrywana. Na terenach, na których dyslokowano 10 DP SS coraz śmielej zaczynała działać zarówno partyzantka radziecka jak i formacje AK; te ostatnie rozpoczynały w tym czasie akcję "Burza". Tymczasem powstająca za zgodą Niemiec od lipca 1942 r. Ukraińska Powstańcza Armia walczyła z wszelką partyzantką i dlatego Niemcy uważając, że "nikt nie może stać na boku" dostarczali tej formacji broni, sprzętu i umundurowania. Dzięki dobrze dozbrojonym i zaopatrzonym nowym formacjom (takim jak 10 DP SS), które służyły pomocą, na południowych terenach obecnego obwodu równieńskiego rozpoczęto organizowanie UPA - Południe (UPA - Piwdeń), nazywanej w literaturze także UPA - Wschód (UPA - Schid). W jej skład weszła większość oddziałów dotychczasowego WO (Grupy) Bohun z UPA - Północ oraz oddziały z rejonu Kamieńca Podolskiego i Winnicy. Po 1944 r. UPA - Południe przestała istnieć jako odrębna struktura. Pobliski rejon Karpat miał być dla tych formacji doskonałą bazą wypadową. Z chwilą otrzymania niemieckiej pomocy organizacyjnej UPA szczególnie nasiliła na tych terenach swoje mordy i eksterminacje. W miejscowości Tarnoszyn 18 marca 1944 r. zamordowano 82 osoby (mężczyzn, kobiet i dzieci), spalono 60 gospodarstw, kościół i folwark; 23 marca 1944 r. w miejscowości Wasylów z 57 polskich rodzin wymordowano całkowicie 12. Ogółem zamordowano 94 osoby. 17 marca 1944 r. w Osaczowie w Domu Ludowym zastrzelono 12 osób, we wsi 4 osoby, a w powtórnym napadzie Ukraińcy zabili 7 osób; w nocy 14/15 marca 1944 r. w Gozdowie dokonano napadu na parowozownię, mordując 32 Polaków, w tym 23 kolejarzy. 18 kwietnia 1944 r. we wsi Rudka czota UPA dowodzona przez "Żeleźniaka" zamordowała 75 mieszkańców wsi, a samą wieś spaliła. 30 kwietnia 1944 r. w Borowicy umundurowani Ukraińcy i cywile dokonali rabunku, a następnie spalili 47 gospodarstw zabijając 4 osoby.

W 1944 r. na terenach Małopolski Wschodniej śmierć poniosło od 35 do 40 tys. Polaków. Do wspólnych rzezi ludności polskiej dochodziło również we współpracy z 14 Dywizją Grenadierów Waffen SS "Galizien". Działo się to wszystko także na oczach i za przyzwoleniem dyslokowanej na tych terenach 10 DP SS. Oczywiście jej tych zbrodni nikt nie przypisał.

Dywizję Pancerną "Frundsberg" po rozbiciu 6 marca 1944 r. radzieckiego kotła pod Kamieńcem Podolskim i ponownym zdobyciu Buczacza przesunięto się na północ do działań w rejonie Lwowa . 8 marca rozkaz OKH zamienił miasta Kowel, Tarnopol, Brody i Winnicę w twierdze. 18 marca 47 Armia gen. Polenowa i 70 Armia gen. Nikołajewa szybkim atakiem przebiły się w rejon Kowla, zamykając niemieckie oddziały w kolejnym kotle. Był to jednak zbyt ważny węzeł komunikacyjny, by go utracić. Przerzucona pod to miasto wraz z całym 2 Korpusem SS 10 Dywizja 17 kwietnia 1944 r. odbiła Kowel, tracąc w walkach na Ukrainie około 6 tys. żołnierzy. Z końcem tego miesiąca dywizję przeniesiono na odpoczynek do Generalnego Gubernatorstwa.

W czasie pobytu dywizji pancernej SS "Frundsberg" w okolicach Lwowa (marzec/kwiecień 1944 r.) i przy jej cichym poparciu UPA szczególnie krwawo rozprawiła się z ludnością polską w miejscowościach: Majdan k Kopyczyniec, Gozdów, Ostrów, Plaucza Wielka i Plaucza Mała, Słobódka Bolszowiecka i Pawłów, Stare Sioło, Zapust Lwowski, Pawlikowy, Huculno i Podkamień, Rudka i Chodaków Wielki, Lodacz, Cieszanów, Żołnierz 10 DP "Frundsberg" Günter Grass winien zapewne coś o tych zbrodniach wiedzieć, nawet jeśli osobiście nie dane mu było ich widzieć. W nazistowskiej dywizji o tych krwawych wydarzeniach zapewne długo rozmawiano.

Lądowanie aliantów w Normandii i przebijanie się armii gen. Georga Pattona na południe Francji skłoniło Niemców do przerzucenia w rejom Caen całego 2 Korpusu Pancernego SS. 10 Dywizja Pancerna SS "Frundsberg" właśnie zmierzała w kierunku Normandzkich Wzgórz pod Fler i Avranchez, by odciąć wymykającą się spod plaży "Omaha" 3 Armię amerykańską, gdy 7 sierpnia 1944 r. oddziały 1 Dywizji Pancernej (w ramach operacji Totalise i Tractable) i ich dobrze przeprowadzony atak z rejonu Caen w kierunku Falaize zmusił siły niemieckie do natychmiastowego odwrotu, częściowo zamykając je w słynnym kotle. Tutaj również "sobie nie postrzelano", bo wojska niemieckie jak najszybciej starały się opuszczać zamykany kocioł. Z operacji tej 10 DP SS ocaliła jedynie 4 bataliony tj. około 3,5 tys. żołnierzy, tracąc całkowicie sprzęt pancerny i dywizyjną artylerię.

Dywizję przerzucono do Holandii, gdzie uzupełniono ją do 15 tys. nowych ochotników. Tam znów natrafiła ona na polską Dywizję Spadochronową gen. Sosabowskiego, lądującą na jej głowy pod Arnhem. W całej operacji wzięły udział po stronie aliantów:

brytyjska 1 Dywizja Powietrznodesantowa i XXX Korpus ,

amerykańska 82 i 101 Dywizja Powietrznodesantowa

polska 1 Samodzielna Brygada Spadochronowa

,

jednostki kanadyjskie i holenderskie

Po stronie niemieckiej walczyły:

II Korpus Pancerny SS w składzie:

9 Dywizja Pancerna SS "Hohenstaufen",

10 Dywizja Pancerna SS "Frundsberg"

Oprócz tego:

15 Armia von Zangena

1 Armia Spadochronowa. Tym razem siły niemieckie już sobie "trochę postrzelały", choćby do lądujących alianckich spadochroniarzy.

10 Dywizja Pancerna SS "Frundsberg" ryglowała wtedy skutecznie drogi przed nadciągającą dla desantu pomocą, na swoich tyłach likwidując stopniowo oczekujące wsparcia oddziały spadochronowe. W ciągu dziewięciu dni Market Garden łączne straty sojuszniczych wojsk powietrznodesantowych i lądowych - w zabitych, rannych i zaginionych przekroczyły 17 tysięcy. Straty Niemców w tym rejonie nie są dokładnie znane, szacuje się je na 3,3 tys. żołnierzy, w tym 1,3 tys. zabitych.

Po Arnhem przytrafiły się 10 DP SS jeszcze Ardeny i słynne oblężenie amerykanów w Bostogne. Ona sama próbowała w tym czasie bezskutecznie zdobyć Strassburg. Z Ardenów przerzucono dywizję "Frundsberg" w rejon Pomorza Zachodniego i Szczecina, włączając ją do Grupy Armijnej Wisła ("Weichsel"), dowodzonej przez Himmlera.

Żołnierze Waffen SS, wprowadzając taktykę spalonej ziemi usuwali przymusem autochtonów przed nadciągającą tam Armią Czerwoną, opornych nieraz zabijano. Działania 10 DP SS zamieniały rejon Szczecina w twierdzę, co wywołało sprzeciw dowództwa obrony miasta i przebywającej tam ludności cywilnej. Na terenie Pomorza Gűnter Grass, jak sam podaje, chodził na patrole "z których dwóch omal nie przepłacił życiem"; został ranny. Trzeba dodać, że na patrole na ogół nie wypuszcza się symulantów, ale żołnierzy walecznych - z dużym doświadczeniem bojowym, do czego jednak noblista się nie przyznaje.

Gdy na Wał Pomorski natarła 1 Armia lWP, mając na skrzydłach związki Armii Czerwonej: 1 AP, 2 AP, 1AP Gwardii oraz Armie 47 i 61 po pierwszych starciach, zanim jeszcze walec armijny przetoczył się przez "Festung Stettin", zdołano wycofać stamtąd 10 Dywizję Pancerną SS "Frundsberg". W ostatnich minutach dosłownie udało się ją przetransportować wzdłuż całej linii odrzańskiego frontu i ulokować jako odwód Grupy Armijnej feldmarszałka Ferdinanda Schörnera w rejonie Lubania i Zgorzelca. Miała tutaj zagrodzić drogę 2 Armii lWP i 1 KP gen. świerczewskiego, oczyszczając przy okazji tereny z miejscowej ludności. Zagradzała skutecznie, polska 9 "sudecka" Dywizja Piechoty składająca się z przymusowo wcielonych: wileńskich, lwowskich i rzeszowskich żołnierzy AK nieomal po tym ataku nie została skreślona ze stanu, tracąc blisko 70% zabitych i zaginionych. Po rozbiciu grupy armijnej Schörnera 10 DP SS wycofywała się w rejon austriackiego Bad Schőnau, gdy jej tylne związki pod czeskim Marienbadem (Mariańskie Łaźnie) zostały rozbite przez 3 Armię amerykańską gen. Pattona.

To tutaj dywizyjnego ładowniczego - strzelca 10. Dywizji Pancernej "Frundsberg" Grassa spotkało dużo szczęścia. Trafił jako jeniec do amerykańskiej kuchni, gdzie jeszcze wypłacano mu dolarowy ekwiwalent. Tymczasem pozostali dywizyjni koledzy Grassa z 10 DP SS zostali pod Schőnau ogarnięci przez związki Armii Czerwonej, gdzie wielu z nich zostało zabitych - często po wzięciu do niewoli.

Parafrazując noblistę można rzecz, że z przebiegu działań 10 DP SS wynika, że trochę się jednak w niej strzelało. Na liście 39 związków Waffen SS predysponowanych za swoje osiągnięcia do najwyższego nazistowskiego odznaczenia bojowego - Krzyża Rycerskiego Krzyża Żelaznego 10 Dywizja Pancerna "Frundsberg" z otrzymanymi 13 tej klasy odznaczeniami zajmuje 10 miejsce. Fakt, że daleko jej do koleżanki z 2 Korpusu Pancernego - Dywizji Waffen SS "Das Reich", która zajmuje pierwsze miejsce z 73 najwyższymi odznaczeniami bojowymi, ale 13 związków z listy 39 nie otrzymało podczas wojny żadnego z nich.

Günter Grass zakończył wojnę mając najpewniej wiele cennych wspomnień dotyczących losów Polaków, na których odbił swoje piętno pośredni lub bezpośredni kontakt z 10 DP SS "Frundsebrg". Być może dobrze by się stało, gdyby na fali rozliczeń z przeszłością podzielił się i nimi.


Die Autobiographie von Günter Grass (revidierter Titel: "Ich war dabei") wurde von vielen als literarisch und historiographisch völlig wertlos kritisiert; vom Standpunkt der Peter-Hacks-Forschung kann dem nicht uneingeschränkt zugestimmt werden. Das Bekenntnis des Schnauzbart- und Nobelpreisträgers zu seiner Mitgliedschaft in der 10. SS-Panzerdivision "Frundsberg" hat einige Rechercheure deren Geschichte genauer untersuchen lassen und uns so Ergebnisse zugänglich gemacht, die verblüffende Hilfereichungen für die Rekonstruktion von Hacks' frühen Jahren sind.

Peter Hacks hatte mit einer Gruppe von Freunden in den letzten Kriegstagen ein etwas schlaubergerisches System entwickelt, wie vor der drohenden Einberufung man sich drücken könne. Er und einige andere lose Subjekte aus Breslau und Umgebung hatten eine Band gegründet, worin Hacks das Saxophon und sein Freund Micha das Schlagzeug spielte, man lies sich die Haare wachsen, trug Trenchcoat und Schlapphut. Keinem fiel das Herumreisen der vermeintlichen Musiker groß auf. War Musterung in Breslau, gab man an, sich gerade im nahen Hirschberg gemeldet zu haben, kamen Fragen aus Hirschberg, so war man natürlich gerade in Breslau vorstellig. Nachdem Breslau im Februar 1945 Festung wurde, reiste die Gruppe in Schlesien von Mittelstadt zu Mittelstadt.

Im März 1945 drohte die Sache endgültig aufzufliegen, und die sechzehn- und siebzehnjährigen Swingbubis beschlossen, die Konsequenzen nicht abzuwarten, sondern sich in das auf der Anhöhe zwischen Schosdorf und Welkersdorf gelegene Schloss Kessel zurückzuziehen und die Nazis ihre Blutsuppe selbst auslöffeln zu lassen. Leider hatte die wenig kriegsbegeisterte Truppe ein Koffergrammophon dabei, und Hacks, kaum dass das Abteil des Zuges erklommen ward, warf das Musikteil gleich an. Wir dürfen vermuten, dass da kein Nazigerummse ertönte, denn die Klänge provozierten prompt die anwesende Heimatfront, die umgehend zwei Feldjäger hinzurief.

Es fällt nicht schwer, sich vorzustellen, wie die Ertappten ihre verbalen Künste spielen ließen, aber das scheint die Kettenhunde nicht überzeugt zu haben, außer vom Gegenteil.

An der nächsten Station, in Greiffenberg, waren die Gendarmen der Sache endgültig überdrüssig, und die Breslauer Musikanten wurden der anwesenden SS übergeben. Es ist nicht belegt, welcher Abteilung diese Sturmmänner angehörten, aber die einzige größere geschlossene Einheit der Waffen-SS, die nach bisherigem Erkenntnisstand zu dieser Zeit in dieser Region ihrem Mordgeschäft nachging, war eben die 10. SS-Panzerdivision "Frundsberg" mit Günter Grass in ihren Reihen.

Dabei hatten unsere Musiker kein geringes Glück; hätten die Kettenhunde getan, was sie normalerweise in solchen Fällen taten, dann wäre eine kleine Hoffnung für den deutschen Swing, aber eine große Chance für die klassiche Kunst am nächsten Telegraphenmast aufgehängt worden. Auch war der SS-Offizier, der die Halbstarken in Empfang nahm, kein solcher Unmensch, ihm war der Umstand, mit diesem Grüppchen von Zivilistenknaben durch Greiffenberg zu spazieren, eher ausgesprochen unangenehm. Die Anspannung der Bandmitglieder scheint das nicht gemildert zu haben. Etliche Jahre später schrieb Hacks an seinen Freund Micha: "Weißt Du noch, wie wir bei der SS festsaßen und dachten, unser letztes Stündlein habe geschlagen?"

Natürlich lügen sie auch unter SS-Bewachung, dass sich die Balken biegen. Aber die Festung Breslau verschlingt jeden Mann, und auch sie müssen nun ran und werden in die Wehrmacht eingegliedert. Die Gruppe wird getrennt, Hacks schafft es, mit einem Entlassungsschein des Reichsarbeitsdienstes, wie sie eigentlich seit Herbst 1944 nicht mehr ausgestellt wurden, wiederum ein Täuschungsmanöver durchzuziehen und sich unbeschadet nach Westen abzusetzen.

Der SS-Ladeschütze Günter Grass wird am 20. April bei Spremberg verwundet. Wenige Tage später kapituliert das Gros von "Frundsberg" in dem kleinen Ort Schönau, der ein paar Kilometer von Schosdorf und Greiffenberg entfernt liegt.

Es ist nicht bekannt, ob SS-Günni damals den verhafteten Peter Hacks bewacht oder sonst getroffen hat.  Berührt haben sich aber in jedem Fall ihre Lebenskreise, und zwar in einer Weise, die schon 1945 zeigte, aus wie sehr verschiedenen Lagern heraus sie an die Wirklichkeit herantraten, der nazibegeisterte Frundskerl und der Sohn aus sozialistischem Haus.

Welch' ein Treffen, fern von Telgte.

Informationen und Idee von Dr. Oehme, Berlin. "Micha" und verschiedene andere Quellen. Die Aussagen einiger Quellen sind widersprüchlich; GG selbst sagt, er habe zu dem Teil von "Frundsberg" gehört, der nach Spremberg ging. Kollegialer Dank an Wiglaf Droste für das Überlassen der Vorfahrt. Hat tip Heike Friauf. Der Titel und der Schlußsatz spielen an auf ein Buch von Günter Grass, "Das Treffen in Telgte".