szaber 1. grabież rzeczy opuszczonych, pozbawionych opieki z powodu katastrof żywiołowych, przewrotów społecznych, wojny itp.

 

                            Trudno jednoznacznie opisać szaber, gdyż było to zjawisko bardzo złożone. Inaczej należy oceniać osadników, którzy przybywali na Dolny Śląsk nie mając dosłownie nic, często prosto z łagrów i obozów. Zajmowali oni opuszczone mieszkania i domy, urządzając swoje gospodarstwa przedmiotami, które udało im się znaleźć. Inny natomiast był szaber żołnierzy Armii Czerwonej i zorganizowanych grup głównie z Centralnej Polski, wywożących w głąb kraju opuszczone mienie. Oficjalnie władza państwowa przeciwstawiała się szabrownictwu, choć nie osiągała na tym polu większych sukcesów. W świetle ówczesnego ustawodawstwa państwo polskie było jedynym prawnym właścicielem poniemieckiego majątku. Osoby przywłaszczające sobie to mienie były więc w rozumieniu prawa złodziejami. a handel szabrowanymi przedmiotami był paserstwem. Szabrownicy pozostawili po sobie wiele zła: ogołocone gospodarstwa, domy bez drzwi i okien, pieców i wielu innych przedmiotów. Zabierano co się tylko dało wynieść i wywieźć w przekonaniu, że czyn stanowi rekompensatę za krzywdy doznane w czasie okupacji.

                             Proceder szabru w Uboczu można podzielić na trzy okresy. Pierwszy od grudnia 1944 do 7 maja 1945 roku, kiedy to szabrownikami byli niemieccy mieszkańcy Ubocza. Ich łupem padał dobytek pozostawiony przez uciekających właścicieli domów i fabryk. Pozostawiają oni swoje domostwa, co cenniejsze przedmioty są wywożone lub starannie ukryte, jednak mimo dozoru rozpoczyna się szaber sąsiedzki. W styczniu i lutym 1945 roku nie ma już wyjazdów, są ucieczki, front stanął pod Wolbromowem, z każdym dniem przybywa domostw opuszczonych. Oprócz mebli i sprzętów kuchennych, nasiliły się kradzieże narzędzi gospodarskich (inwentarz żywy przed ucieczką został spieniężony), maszyn z małych zakładów wytwórczych. Ucieczki mieszkańców Ubocza zostały zastopowane w drugiej połowie lutego 1945 roku przez władze niemieckie - zwłaszcza wojskowe( były karane śmiercią). Ubocze zaroiło się wojskiem i sprzętem artyleryjskim. Niemieccy mieszkańcy wsi zostali natchnieni nadzieją - front się ustabilizował na prawie 3 miesiące. 

                      Drugi, od 8 maja 1945 do 24 czerwca a właściwie do końca I dekady lipca cechowała bezmyślność połączona z grabieżą. Szabrownikami są głównie żołnierze  dwojga armii.  Administracja polska  dopiero była w stadium organizacji, Wojsko Polskie nie było w stanie "postawić" posterunku w każdej wsi - od czasu do czasu pojawiały się patrole z jednostek stacjonujących w pobliżu. Po wkroczeniu Rosjan i przejściu liniowych oddziałów, łupem ich padły jedynie butelki alkoholu. Nie mieli ani czasu, ani ochoty (Ubocza nie zdobywano, nie obowiązywała zasada 24 godzin dla zwycięzców). W tym okresie niszczono dla zabawy ( najczęściej w stanie upojenia alkoholowego) mieszkania i wyposażenie. Niedługo potem Rosjanie utworzyli dwa gospodarstwa kwatermistrzowskie: w Uboczu Średnim i Dolnym a za siedziby wybrano sobie pałace właścicieli majątków. Były to nieduże oddziały Armii Czerwonej (po 1 plutonie) mające za zadanie gospodarzenie i zakupywanie żywności. Siłę roboczą stanowili mieszkańcy wsi a handlowano z rdzenną ludnością i przybywającymi Polakami. Oni byli fachowcami od mienia zdobycznego, to oni w pierwszej kolejności przeprowadzali inwentaryzację tego, co można było wywieźć, sprzedać, przehandlować i przepić. Ukryte dzieła sztuki,, papierośnice, biżuteria, naczynia srebrne - jednym słowem to co można było schować w kieszeni lub głęboko ukryć w plecaku. Złą sławą we wsi cieszył się Uboczański Las, jako miejsce napadów lub ucieczek czerwonoarmistów. Grabieży dokonywały też specjalne jednostki Armii Czerwonej, korzystając z wprowadzonego przez siebie prawa wojennego, dopuszczającego nieograniczone korzystanie ("o ile to uzasadniały względy wojenne") z zasobów strefy przyfrontowej. Wywieźli do Związku Radzieckiego urządzenia z byłej tkalni ( ostatnio fabryki zbrojeniowej MotorenWerke "Argus"), podobnie drugi tor i trakcję elektryczną z linii kolejowej Lubań - Gryfów Śląski. 

                      Trzeci, od połowy lipca 1945  można nazwać właściwym okresem szabru. Były to przedmioty na użytek domowy - meble, dywany i chodniki, firanki i zasłony, urządzenia domowe (maszynki do mięsa i owoców, żelazka, magle), narzędzia ręczne i konne gospodarskie (widły, grabie, kosy, wialnie, młynki, młocarnie, pługi, brony, kultywatory, płużki, kosiarki, żniwiarki). Osobną grupę stanowiły narzędzia i maszyny stolarskie (dłuta, ośniki, heble, wiertła i wiertarki ręczne, siekiery, młoty, kliny), ślusarskie i skóra (uprząż konna i dla wołów, pasy skórzane transmisyjne). Nie gardzono też naczyniami kuchennymi, od wazy począwszy, na widelcu skończywszy. W kwietniu następnego roku  proceder wyraźnie zastopowany, dzięki napływowi repatriantów, przesiedleńców i osadników  wojskowych.

                      Rok 1946 nie zamknął zjawiska szabru w Uboczu, istniał w dalszym ciągu na mniejszą skalę. Pałace w Uboczu Dolnym i Średnim podniszczone przez czerwonoarmistów stały w stanie gotowym na przyjęcie lokatora Więcej szczęścia od pałacu z Ubocza Średniego, Górnego i Kolonii  miał pałac za torami. Zamieszkali w nim ludzie i na kilkanaście lat uchronili go od ruiny. Te trzy pierwsze zawiadywane przez samorząd gminny, zostały rozszabrowane przez mieszkańców Ubocza nie zdających sobie sprawy z ich piękna architektonicznego. Pomógł im samorząd, wydając zgodę na rozbiórkę i wywózkę cegieł do Warszawy i Krakowa. 

                       Osobnym zagadnieniem był szaber wyposażenia z kościołów ubockich, odbywający się za cichym przyzwoleniem proboszcza parafii gryfowskiej (w owym czasie kościół ubocki należał administracyjnie do parafii gryfowskiej). Z kościoła ewangelickiego na przełomie lat 40/50 zostały wywiezione dzwony i organy - najstarsi mieszkańcy wspominają o kierunku krakowskim. Inny los spotkał zabytkowe i piękne żyrandole (pająki) z tegoż kościoła - prawdopodobnie zostały zamontowane w kościele p.w. św. Jadwigi w Gryfowie Śląskim (tak twierdzą najstarsi mieszkańcy Ubocza). Miały wisieć do siedemdziesiątych, po czym zostały zdjęte i ślad po nich zaginął. Fakt ten potwierdza ks. prałat  Stanisław Szupieńko. Podobnie, nieznany jest los organów z kościółka staroluterańskiego, wywiezione zostały w latach czterdziestych w kierunku Wrocławia. W latach późniejszych były szabrowane elementy nagrobków i ogrodzeń z cmentarza poniemieckiego.

                      Od końca lat pięćdziesiątych znikł szaber. Zabrakło mienia opuszczonego, każdy dom, ruina miała swojego właściciela. Dziś mamy wandalizm i pospolitą kradzież - jakże inaczej można nazwać obecny stan przystanku kolejowego, grobowca w lasku przy majątku, czy pałacu za torami!