Historia gospody
 „Gasthof zum goldnen Stern”
oraz świetlicy wiejskiej
"Pod Lotnikiem"
Niniejsze opracowanie zawiera historię budynku gospody i świetlicy z lat 1910 - 2014.








Fotografia pochodzi z roku 1912 i przedstawia Annę i Reinholda Geisler na tle gospody.



             
                                                            

„Gospoda pod Złotą Gwiazdą”


     Dzisiejsza świetlica „Pod Lotnikiem” do roku 1945 nosiła nazwę „Gasthof zum goldnen Stern” – „Gospoda pod Złotą Gwiazdą”. Trudno jest obecnie wyjaśnić co leżało u podstaw tej nazwy. Może była ona odzwierciedleniem zdobień sufitu na sali ( stalowa rozeta i gwiazdy ), a może inspiracją były zupełnie inne zdarzenia? Nie wiadomo. Wiadomym natomiast jest fakt, iż gospoda dziś oznaczona numerem 82, przed wojną nosiła numer 150.




     Fotografie umieszczone na starej pocztówce z 1929 r.( str. 2)  przedstawiają karczmę Gasthof zum Goldenen Stern. W dużym budynku znajdowała się masarnia rzeźnika Stammnitz z zakładem produkcyjnym. Na wyposażenie masarni składały się między innymi: 1 maszyna do przepuszczania ciasta, 2 wały, 1 maszyna do mieszania mięsa, 1 wilk. Obok, w budynku rzeźni znajdowała się również wędzarnia wraz z kotłem do parzenia mięsa i wyrobów wędliniarskich oraz maszynownia ( silniki napędzające maszyny masarskie ). Sklep mięsny był doskonale zabezpieczony przed wilgocią. Na ścianach bardzo starannie ułożono kafelki zawierające zdobienia w postaci niezwykłych wizerunków byka i krowy. Kafelki gwarantowały również łatwość utrzymania czystości i sterylności. Jedno z pomieszczeń w budynku głównym stanowiło chłodnię na poćwiartowane mięso.


  Kompozycja z płytek ceramicznych na ścianie w sklepie mięsnym

     W pomieszczeniach od strony północnej budynku trzymano zwierzęta przeznaczone na rzeź. Było to głównie bydło oraz trzoda chlewna. Właściciel gospody hodował także niewielkie ilości tych gatunków zwierząt oraz drobiu. Ponad to posiadał grunty orne, do obróbki których wykorzystywał dwa własne konie.  W budynku znajdował się również zakład fryzjerstwa męskiego.

     Górna fotografia widokówki przedstawia niezwykły widok na piękną salę taneczną ze sceną, gdzie organizowano wiele świąt. Rozmiary sali wynosiły 13,20m x 14,10m = 186 m2 bez sceny, a wraz ze sceną 200m2. Podłoga w sali była wyłożona pięknym, bardzo solidnym parkietem dębowym. Scena częściowo osłonięta była ruchomą kurtyną w kolorze bordowym lub brązowym, wykonaną z grubego, ciężkiego materiału przypominającego plusz. Trzy okna znajdujące się na scenie były zasłaniane na czas występów podobnymi kotarami. Do „czoła” sceny dostawiano budkę suflera wykonaną z drewna. Budka miała kształt dużej oceanicznej muszli. Z sali istniało bezpośrednie przejście do pomieszczenia, w którym obecnie znajduje się kuchnia. Ściany bufetu oklejone były tapetą w kolorze brązowym z jasnym motywem kwiatów. W dolnym oknie pocztówki znajduje się budynek główny oraz stojący przed nim ludzie. Na pierwszym planie stoi właściciel gospody Paul Walter z żoną Erną, z lewej strony rzeźnik Willi Stammnitz z córką Lenchen i synem Herbertem ( Herbert zmarł w czasie  II wojny światowej we Włoszech ). W tle stoi mistrz kowalski Alfred Müller, uczeń oraz sztukmistrz. Kuźnia Alfreda Müllera znajdowała się vis a’ vis gospody.
 
                                                                                               
 

Rok 1929
                      
     Dnia 9 czerwca 1910 roku Reinhold i Anna Geisler kupują restaurację  od Alexandra Kühna z Ubocza za 49.000,00 marek. Całość płatna w trzech ratach: pierwsza 28.500-hipoteka, druga 12.000 oraz trzecia 8.500 marek niemieckich. Umowę notarialną spisano w Gryfowie Śląskim w obecności królewskiego, pruskiego notariusza Waltera Reichhelm, który za tę usługę zainkasował 750,40 marek. Dokument opatrzono stemplami państwowymi oraz znaczkiem skarbowym za 3 marki. Państwo Geisler pochodzili z Legnicy ul. Hedwigstraße 22. Mieli jedną córkę Ernę liczącą w roku zakupu gospody 11 lat.

 
 Około roku 1903, Geislerowie z córką

     Reinhold Geisler zelektryfikował salę, bufet oraz kuchnię 13 lipca 1911 roku za kwotę 230 marek niemieckich. Połowa kwoty płatna była gotówką, druga połowa płatna po trzech miesiącach. W sali tanecznej zainstalowano cztery lampy sodowe o mocy 100 NK każda, w bufecie 50NK – 1 szt., na scenie 50 NK – 1 szt. i na rampie muzycznej 50 NK - 2 szt. W tym też okresie nad drzwiami wejściowymi do gospody, na zewnątrz budynku zamontowano ozdobną czterościenną lampę o konstrukcji stalowo – szklanej. Jednak ten punkt oświetleniowy z niewiadomych przyczyn został po kilku latach zlikwidowany. Przed wojną Ubocze pod względem nadzoru energetycznego należało pod Drezno.   


 
     Reinhold Geisler organizował również wycinkę drzew w okolicznych lasach. Brało w nich udział wielu ludzi zaopatrzonych w odpowiedni sprzęt. Nie brakowało tam także wina w beczkach, butelkowanego piwa oraz wędlin wyrabianych we własnej masarni. Nie wykluczone, że piwo pochodziło z rodzimego browaru, który istniał w Uboczu do 1920 roku. Ostatnim jego właścicielem w latach 1916-1920 był R. Köhler. Reinhold Geisler niestety umarł przedwcześnie w 1914 roku pozostawiając żonę jako właścicielkę gospody.


  Wyrąb lasu

     Dnia 10 marca 1921 z córką Erną Geisler ożenił się syn państwa Berty i Gustava Walter - Paul, który pochodził z gospodarstwa  w Uboczu No.204 (pod Olszyną), był też właścicielem karczmy. Paul Walter miał troje rodzeństwa: Hermann, Fritz oraz siostra Martha, która wyszła za mąż za karczmarza z Rząsin Alfreda Holdgrün. „Złota Gwiazda” była prowadzona przez Ernę i Paula Walter aż do końca II Wojny Światowej. Od dnia ślubu życie państwa Walter upływało w tej pięknej restauracji, z dużą salą taneczną, klubem, balami maskowymi, drewnianą werandą do tańca ( 2,9 m wysokość, 8,0 m długość, 3,60 m szerokość), ucztami w czasie których serwowano dania z wieprzowiny, pyszne wędliny własnej roboty, organizowano również dożynki jesienią.


                                       
Weranda, która znajdowała się na                                  Paul Walter
                                                                                            południowo-wschodnim rogu gospody    
                                                                                       
                  
     W dniu 28 sierpnia 1938 r. obchodzono z udziałem kapeli ochotniczej straży pożarnej z Ubocza 50-te urodziny Paula Waltera - właściciela „Złotej Gwiazdy”. Na czele orkiestry stał z buławą ogniomistrz Alfred Müller. Była to bardzo huczna i suto zakrapiana uroczystość. Mieszkańcy Ubocza wspominali ją przez długie lata. Oglądający fotografię umieszczoną poniżej, z pewnością będą ciekawi kim są osoby na niej uwiecznione. Patrząc od góry, od strony lewej do prawej stoją: dyrygent kapeli Henkel Alfred, Craemer Arnold, Schwerdtner Hermann, Wilhelm Klose, Kretschmer Herbert (listonosz), Klose Fritz, Richter Fritz, Baumert, Prenzel Willi, nie rozpoznany, Hollover, ktoś z  Gryfowa, oraz siedzący od lewej strony, Alfred Müller, Walter Paul (właściciel gospody ), Jackel Bruno, i na ziemi po lewej stronie Prenzel Oswald, po prawej Hertrampf Paul. W tle widoczna jest część werandy, która znajdowała się na południowo-wschodnim rogu gospody.
 

  28 sierpnia 1938 roku, przed gospodą


               Taka istniała w Uboczu orkiestra ochotniczej straży pożarnej, przy której muzyce spędzono wiele godzin. Trzech muzyków z tej orkiestry Kretschmer Herbert, Kraemer Arnold, Hoffmann Herbert przygrywało również do tańca kilka razy w tygodniu w pobliskim zajeździe Klary i Kurta Lindner „Pod Lipą” (dom Państwa Cybulskich na Kolonii ). W dniu 15 stycznia 1930 roku Państwu Walter urodził się syn Heinz. Został ochrzczony w tutejszym kościele ewangelickim 20 marca 1930. Czternaście lat później 19 marca 1944 roku Heinz Walter jest Konfirmowany przez pastora Dorna ( odpowiednik jednocześnie Pierwszej Komunii Świętej oraz Bierzmowania w kościele katolickim, akt ten nie posiada jednak statusu sakramentu).

                                    
                                                                                                                                                             Heinz Walter           
 

    Pod koniec roku ( 20 listopada 1934 ) Paul Walter wykupił w Dolnośląskim Wojewódzkim Towarzystwie Ubezpieczeniowym ubezpieczenie „na życie” dla siebie oraz swojego syna Heinza na kwotę 2.000,00 marek niemieckich. Polisa ubezpieczeniowa nr 569009 zaczynała się od 01.01.1935 roku i kończyła się 01.01.1951. Składka ubezpieczenia wynosiła 27,66 marek kwartalnie lub 107,38 marek przy płatności raz w roku. Dokument został sygnowany przez Carla Weidnera – agenta ubezpieczeniowego. Kilka miesięcy wcześniej, w towarzystwie ubezpieczeniowym „THURINGIA” założonym w 1853 roku w Erfurcie, Paul Walter 02 czerwca 1933 roku ubezpieczył wszystkie zabudowania wchodzące w skład gospody na kwotę 60.000,00 marek niemieckich. Ubezpieczenie nr 172621 rozpoczynało się od 01 czerwca 1933 ( poniedziałek godzina 12.00) i obejmowało 10 lat do 01 czerwca 1943 również do poniedziałkowego południa. Zabudowania w polisie wyszczególniono jako:

      1. Mieszkanie i karczma z masarnią , solidne, dach z łupka - 56.000 marek
      2. Rzeźnia mechaniczna z maszynownią o zadaszeniu masywnym z dachówek - 2.500 marek
      3. Szopy drewniane pokryte płytkami dachowymi - 1.200 marek
      4. Drewniana weranda pokryta papą – 300 marek

Ponad to właściciel ubezpieczył jeszcze w tym samym dniu (także w „THURINGII”) na dziesięć lat:

1.    Gospodarstwo domowe zawierające pokój gościnny. Całość – 9.000 marek
2.    Naczynia z utworzonego spisu, restauracja i salon, jeden pokój klubowy, a także naczynia ze szkła, bilard, gramofon,
        fortepian i dystrybutor piwa – 7.000 marek

3.    Scena z wyposażeniem – 2000 marek
4.    Wynajmujący od 1/4 wartości  samoubezpieczenia – 500 marek
5.    Towar w gospodzie – 1.200 marek
6.    Centralne ogrzewanie i sieć elektryczna – 3.800 marek
Zabudowania zostały ubezpieczone na stronie bazowego certyfikatu ubezpieczeniowego - numer 172620. Główny budynek z gospodą miał długość 32,60m, szerokość 14,40m oraz wysokość do szczytu dachu 13,50m. Całość opiewała na 469,44 m2 powierzchni użytkowej.
Ponieważ w odległości 15 metrów od gospody znajdował się młyn wodny (dom Pana Jana Zajączkowskiego ) zapisano także dodatkowe postanowienia dotyczące poboru wody podczas ewentualnego pożaru. Niestety nie ma żadnych dokumentów, które mówiłyby o zaopatrzeniu budynku w wodę. Biorąc jednak pod uwagę fakt istnienia restauracji, w której serwowano „lane” piwo, należy przypuszczać, iż bieżąca woda potrzebna do utrzymywania czystości, doprowadzana była z pobliskiej studni. Tezę tą wydają się potwierdzać pozostałości instalacji wodnej w budynku, jak również ołowiana rura o średnicy około 250 mm umieszczona w studni, prowadząca w kierunku budynku. Z bieżącą wodą łączy się nierozerwalnie potrzeba istnienia odpływu. W północno-zachodniej części budynku, na parterze znajdowała się toaleta dla gospodarzy, natomiast dla gości przy szczytowej ścianie zachodniej wybudowano toaletę o rozmiarach 2,5m szer. x 2,5m dług. x 1,7m wys., zawierającą trzy kabiny.

     Nowatorskim rozwiązaniem było w owych czasach ogrzewanie wielu pomieszczeń za pomocą jednego pieca. Zastosowanie centralnego ogrzewania doskonale sprawdzało się w budynku z kilkoma pomieszczeniami użyteczności publicznej. Ciężkie, żeliwne grzejniki żeberkowe po wygaśnięciu ognia w piecu długo jeszcze emitowały przyjemne ciepło w chłodne dni. Plac przed gospodą był zabezpieczony przed zsuwającym się śniegiem z dachu za pomocą odpowiednich kratownic umieszczonych około 50 cm od brzegu dachu. Zabezpieczenie to było konieczne, gdyż goście przybywający konno do gospody, przywiązywali swoje wierzchowce do parkanu znajdującego się przy południowej ścianie budynku. W celu odprowadzenia wody z połaci dachowej, zamontowano rynny wraz z rurami spustowymi. Cała konstrukcja więźby dachowej została wykonana bardzo solidnie i pomimo upływu lat nie wymaga do dziś żadnych poprawek. Wiele elementów konstrukcyjnych budynku pozwala wnioskować, iż był on budowany w części z materiałów odzyskiwanych z innych budowli. Pomieszczenia znajdujące się wewnątrz zabudowania jednoznacznie wskazują na wielokrotne ich przebudowy. Dach pokryto bardzo popularnym w tym czasie lekkim łupkiem, który znalazł zastosowanie w wielu domach w Uboczu. Budynek był doskonale jak na owe czasy zabezpieczony przed wilgocią. U ujścia wody z rynien znajdowały się studzienki. Również w piwnicznej podłodze zlokalizowano jedną studzienkę ze stalową rurą drenarską odprowadzającą wodę na zewnątrz budynku.

     W 1937 roku Paul Walter zamieścił w powiatowej księdze adresowej ze Lwówka Śląskiego anons reklamowy. Polecał w nim salę balową, pokój gościnny oraz jadło i napitki w przystępnych cenach.
 


     W pierwszych dniach stycznia 1945 roku umiera Anna Geisler. Jej wnuk Heinz otrzymuje pod koniec miesiąca list kondolencyjny od ciotki Gustel mieszkającej w Olszynie. List ten zawiera również życzenia urodzinowe dla Heinza.

             
  Anna Geisler (babcia), Erna Walter (córka), Heinz Walter (wnuk), czerwiec 1942

     Dnia 15 marca 1945 roku Paul Walter zostaje zwerbowany do Volkssturmu. Otrzymuje przydział do pierwszej kompanii sto jedenastego batalionu stacjonującego w Gryfowie. 21 marca otrzymuje jednodniową  przepustkę do domu.   

             


Erna Walter pisze dnia 23 kwietnia 1945 roku prośbę o czternastodniowy urlop dla męża.
Mój mąż Paul Walter z Ubocza od dnia 15 marca 1945 jest zmobilizowany w 111 batalionie Volkssturmu, 1 Kompania. Mam karczmę oraz gospodarstwo (9 akrów) i próbowałam uprawy wiosną, starając się ją wykonać nawet przy pomocy stacjonujących konwojów wojskowych, ale ponieważ żołnierze są obecni przy recyklingu podstawowych towarów - zostali całkowicie zajęci, więc musiałam uprawy te pominąć. Ponieważ kolejność upraw polowych ma duże znaczenie, dlatego proszę o urlop dla mojego męża na okres 14 dni.
Zdaję sobie sprawę, że to moja karczma i gospodarstwo, ale jestem sama, a pracownicy nie są dostępni.
                                                                                                        


Paul Walter jest już jednak przeniesiony do drugiej kompanii sto osiemdziesiątego drugiego batalionu. Pani Walter pozostała sama w gospodzie i w gospodarstwie rolnym ( 9 akrów ) jakie nabyła wraz z mężem przed wojną.
                  
     Sala taneczna była jeszcze wykorzystywana w czasie II Wojny Światowej przez Greiffwerke (Gryfex). Fabryka wynajęła salę dwukrotnie: 27 sierpnia 1943 roku na spotkanie oraz od 10 września 1943 do końca roku magazynując w sali tanecznej swoje materiały. Było to zalecenie NSDAP w celu zabezpieczenia towarów przed bombardowaniami fabryk. Na początku 1944 roku towary zostały wywiezione w głąb Niemiec. Za wynajem sali zakład zapłacił 200 marek w formie zaliczki. Należy wspomnieć, iż w czasie wojny urzędy, fabryki oraz wszelkie formy prywatnej działalności gospodarczej w Niemczech musiały stosować się do zaleceń i rozkazów NSDAP. Region Dolnego Śląska znajdował się pod jurysdykcją Wrocławską. Dnia 23 sierpnia 1943 roku Paul Walter otrzymuje pismo od szefa lokalnej komórki NSDAP działającej w Uboczu:
Na chwilę obecną. O każdym przypadku składowania towarów w Pańskiej sali proszę mnie niezwłocznie powiadomić. Bez zgody ministra rzeszy przechowywanie uzbrojenia i amunicji jest zabronione. O każdym takim przypadku, proszę o poinformowanie mnie natychmiast.


     
                                          
     Jesienią 1945 roku, Polacy weszli w posiadanie karczmy wraz  z salą balową. Rodzinie Walterów odebrano ich własność. Ostatni niemieccy właściciele gospody nie byli w stanie udźwignąć ciężaru negatywnych myśli i uczuć, opuścili ukochane Ubocze. Walterowie znaleźli nowy dom po wydaleniu w Peckelsheim, powiat Warburg w Westfalii. Paul Walter zmarł  l listopada 1974 mając 86 lat, jego żona Erna Walter zmarła po mężu 10 lutego 1978 w wieku 79 lat. Oboje znaleźli miejsce ostatniego spoczynku na cmentarzu protestanckim w Peckelsheim.


Grób Erny i Paula Walter, Peckelsheim - Westfalia

Śmierć już nie pozwoliła państwu Walter (jako turystom) odwiedzić ukochanego domu  w Uboczu. Na cmentarzu w Peckelsheim pochowano wielu znajomych ich „Uboczańskiego domu”, którzy tu znaleźli ostateczne miejsce spoczynku. Można oddać szacunek ich pamięci podając w uzupełnieniu kilka osób: Müller Fleischer, Meissner Willi, Prenzel Paul, Jackel Bruno i jego żona Berta, Friebe Wilhelm, Pratzer Gustav, Kaufmann Rincke z żoną, Thamm Robert, Walter Hermann i jego żona Selma ( brat Paula Waltera ), Pan i Pani Stubner i Crause August.



ze wspomnień Waltera Krause
    
Przejściu „ do wieczności” zawsze towarzyszy podróż w przeszłość. Wspominając Ubocze, warto wrócić ponownie do pocztówki z salą taneczną. Niemcom długo po wojnie widok ten przypominał o czasie karnawału w Uboczu. Jednak w takim uroczym krajobrazie, gdzie znajdował się dom Państwa Walter, karnawał nie był obchodzony tak hucznie, jak w karnawał w Shochburgen nad Renem, czy karnawały uliczne. Maska i strój w tradycji Ubocza były bardzo ważne, szczególnie że każdy, kto udał się w przebraniu na bal maskowy, musiał nosić maskę do końca balu. W tym czasie bale były organizowane głównie w marcu, a najpopularniejszymi strojami były: strój indyjski, strój żeglarza lub kostium wykonany własnoręcznie . Przygotowanie kostiumu w domu otoczone było tajemnicą. Tu babcia wielkiej rodziny odgrywała wśród występujących postaci szczególną rolę.  Babcia była świadkiem wszystkiego. Przygotowywanie kostiumu odbywało się pod zamknięciem, w tajemnicy. Ani partner, ani syn i córka czy inny członek rodziny nigdy nie widzieli masek i strojów przed balem. To pozwalało na domysły, ciekawość i doskonałą zabawę w rozpoznawaniu osób na balu. Zamaskowani uczestnicy balu gromadzili się  około godziny dwudziestej przed jego rozpoczęciem w salonie lub w innej sali w restauracji. Czekali cierpliwie na pierwsze takty orkiestry i dopiero na umówiony sygnał parami, krokiem tanecznym wchodzili do sali, raz lub dwa razy okrążając ją w celu autoprezentacji wszystkim zgromadzonym gościom. Dopiero po tym zaczynała się zabawa i plotkowanie – kto też pod którą maską się znajduje. Nastrój robił się coraz weselszy. Po około dwóch godzinach robiono koło z uczestników balu, w środku stawiano 2 krzesła, na których  siadały kolejno pary w strojach kostiumowych z maskami na twarzy. Para miała prawo wybrać spośród uczestników balu osoby, które miały odgadnąć kogo osłania maska – wszystko to się działo przy coraz żywszych taktach orkiestry. Każdy chciał zobaczyć kogo przykrywa maska, niektórzy nawet wchodzili na krzesła  (niektórym ta czynność sprawiała sporą trudność). Przy rozwiązywaniu tej maskarady było dużo śmiechu i radości, a nawet zdziwienia – nieraz pod maską zamiast panienki była babcia we własnej osobie! Nastrój stawał się z każdą minutą coraz weselszy, tańczono i bawiono się do rana. Ostatnim gościom w drodze do domu piały koguty, a następnego dnia ból głowy był niemały. Jednak nie to było ważne. Najistotniejszym był fakt, że ciężar dnia codziennego uległ rozładowaniu, a bal dawał okazję do wielu wspaniałych wspomnień.


Świetlica „Pod Lotnikiem”

             Maj 1945 roku przyniósł wsi nadmiar szczęścia. Sześć restauracji z wyposażeniem, z pięcioma salami tanecznymi sporych rozmiarów. Zanim jednak doszło do ich zagospodarowania, zostały pozbawione co cenniejszych detali wyposażenia. Dopiero przejęcie wsi przez administrację państwową spowodowało ograniczenie szabru – nie bez znaczenia było także zajęcie budynków przez przybyłych z Centralnej Polski przesiedleńców, zwykłych poszukiwaczy przygód i pilnowanie porządku przez grupę osadnictwa wojskowego z Władysławem Butwiłowskim na czele. Jedni zostawali na dłużej, innym wystarczył miesiąc czy dwa, jeszcze innym dzień wydawał się męką. Wszak musieli mieszkać w jednym domu z Niemcami, znosić siebie w codziennych kontaktach, leczyć rany i uprzedzenia mrocznej okupacji.

         Po wysiedleniu (lipiec 1946) rodziny niemieckiego restauratora zmienił się sposób użytkowania części mieszkalnej – byłe mieszkanie Walterów na poddaszu pozostało niewykorzystane, kolejni lokatorzy zajmowali pokoje w tzw, części hotelowej – w zachodnim szczycie budynku. Gospoda dziwnym zrządzeniem losu, do listopada 1946 roku nie została przejęta przez samorząd gminny – w pierwszej kolejności obejmowano budynki byłej niemieckiej gminy samorządowej. Sytuacja uległa zmianie w końcu lat czterdziestych. Decyzją wójta a w zasadzie Gminnej Rady Narodowej w Uboczu z/s w Gryfowie Śląskim (1948) przejęto budynek i odtąd świetlica była jako świetlica wiejska (wieś wówczas nazywano gromadą). Po reorganizacji samorządu w 1954 roku i utworzeniu gromadzkich rad narodowych, świetlica z dnia na dzień stała się gromadzką a po 1973 roku ponownie wiejską i tak zostało do dziś. Budynkowi przydzielono po wojnie numer 150, następnie 96, obecnie posiada 82.

          Świetlica na owe czasy była nowoczesna, zbudowana z kamienia i cegły, elewacja skromnie wykonana – do dziś zachowały się dekoracyjne nadokienniki, profilowane gzymsy. Sala taneczna i restauracja na parterze z zapleczem posiadała parową instalację centralnego ogrzewania i kanalizację, nigdy też inspektorzy nadzoru budowlanego nie kwestionowali możliwości zgromadzenia w sali tanecznej 250 osób. Ogrzewanie po wyjeździe Walterów uległo zniszczeniu z powodu nieumiejętnego obchodzenia się z piecem (dzisiejsza kotłownia znajduje się w tym samym miejscu). Przez lata funkcjonowało ogrzewanie piecowe – opałem było drewno i węgiel, wykorzystywano też pospolity i modny w latach osiemdziesiątych trociniak. W dalszym ciągu swą powinność pełniła dobudowana weranda od szczytu wschodniego (dziś po niej nie ma śladu). Instalacja elektryczna natynkowa (przewody aluminiowe w rurkach) została w części na początku lat sześćdziesiątych zastąpiona instalacją podtynkową, podłogą był parkiet dębowy. O stanie świetlicy i wyposażeniu sali na piętrze świadczy protokół przejęcia świetlicy przez Koło Gospodyń Wiejskich (1966).

taborety - 47 w tym 1 częściowo zniszczony
krzesła gięte - 12
stoliki okrągłe - 7
stoliki kwadratowe - 8
stoły stare - 13
ławki zwykłe - 20
piec żelazny - 1
biurko stare - 1
plansze dekoracyjne - 9
godło Państwa oraz 3 portrety dostojników państwowych
punkty oświetleniowe - 5
grzejnik c.o. - 2
kłódka - 1
zamek wewnętrzny - 1
zasłona do bufetu - 1
kurtyna do sceny - 1
karnisze ze sztorami – 9

           Remonty cząstkowe były wymuszane przez lokalnych działaczy partii politycznych i organizacji młodzieżowych, szefów organizacji społecznych (KGW, KR, OSP, Komitet Rodzicielski), radnych, sołtysów, mieszkańców na zebraniach wiejskich a nawet lwówecki sanepid. Kolejni wójtowie, przewodniczący rad narodowych, naczelnicy, burmistrzowie naprawiali remontowali, unowocześniali, modernizowali. Trzykrotnie był remontowany dach (Antoni Kołyszko, Piotr Chudziak, Olgierd Poniżnik), pierwsza zmiana instalacji elektrycznej z natynkowej na podtynkową i przenosiny biblioteki z piętra na parter (Tadeusz Horak), pierwsze powojenne centralne ogrzewanie parteru (Andrzej Szuniewicz 1968), gruntowny remont piętra i parteru (Piotr Chudziak), sanitariaty wewnątrz budynku (Antoni Lewkowicz), poszerzenie biblioteki i remont byłego zaplecza restauracji (Jan Kowalski 1993), kompleksowy remont piętra i parteru (Olgierd Poniżnik 2009). Wspomnieć też należy o bardzo ważnym wyposażeniu biblioteki od lat siedemdziesiątych – telefonie stacjonarnym, który w momencie instalacji był szóstym we wsi. Swój udział w remontach i wyposażeniu świetlicy mają prezesi i przewodniczący rad nadzorczych Gminnej Spółdzielni Samopomoc Chłopska i Banku Spółdzielczego (Piotr Chudziak, Ireneusz Głośnicki, Włodzimierz Jura, Bronisław Jakubowski, Tadeusz Matusewicz,  dyrektorzy Gminnego i Miejsko – Gminnego Ośrodka Kultury (Olgierd Poniźnik, Jerzy Karnauch, Anna Domino), przewodniczący Powiatowej Rady Narodowej Bernard Wawrzyniak, poseł ziemi lwóweckiej Józef Kot i wielu, wielu innych, których nie sposób wymienić z imienia i nazwiska a których wkład w dzieło istnienia świetlicy jest nieoceniony. Zauważyć też należy, że wszelkie remonty i modernizacje oddaliły możliwość prywatyzacji po 1990 roku, oddaliły możliwość popadnięcia w ruinę (gdzie koszt remontu przewyższałby nakłady budowy nowej świetlicy) i zachowały budynek w stanie pozwalającym na gruntowny remont w 2009 roku.    

   

        Remont świetlicy w 2009 roku przystosował ją do wymogów współczesności z zachowaniem wielu detali i szczegółów architektonicznych. Co prawda, salę pozbawiono podestów po bokach, przepierzeń i kotary na scenie, stałego wejścia na balkon a nowoczesna żaluzja antywłamaniowa sztucznie odgrodziła bufet od sali, to jednak nowy parkiet, instalacja elektryczna, okna, wygładzone ściany, stolarka (przy zachowaniu jej pierwotnego kształtu i funkcji), nagrzewnice ciepła itp.  świadczą o ogromie prac. Na części budynku będącego własnością samorządu położono nowe pokrycie dachu z równoczesnym remontem poszycia. Sporą część wydatków pochłonęło wyposażenie. 


Zostały zakupione nowoczesne stoły kuchenne, kuchenki gazowe, lodówki, zamrażarki, meble do biblioteki, dodatkowo filię biblioteki wyposażono w dwa nowe stanowiska komputerowe, telewizor LCD HD, kino domowe oraz zestaw stereo. Remont i wyposażenie świetlicy pozwalają obecnie na organizację i przeprowadzanie imprez typowo komercyjnych. Koszt modernizacji (0,6 mln PLN) był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej - Europejski Fundusz Rolny na Rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich - „Europa inwestująca w obszary wiejskie”, przy wsparciu budżetu gminnego a remont przeprowadziła firma Piotra, Mieczysława i Jana Baszaków (Stolbrat) z Ubocza.




Budynek czeka jeszcze remont elewacji, plac wymaga utwardzenia i aż się prosi o wytyczenie parkingu w najbliższym otoczeniu świetlicy.  

Cennik wynajmu świetlicy wiejskiej w Uboczu zatwierdzony przez Burmistrza Gminy i Miasta na podstawie regulaminu świetlic wiejskich uchwalonego przez Radę Miasta i Gminy w 2009 roku. Opłatę za wynajem pobiera się na podstawie poniższego cennika w cenach netto. Organizatorzy wynajmujący świetlicę ponoszą dodatkowe opłaty za zużytą energie elektryczną i wodę wg wskazań pomierników oraz koszty ogrzewania.

Uroczystość weselna

Przyjęcia urodzinow, imieninowe,
imprezy o charakterze rodzinnym
(chrzest, komunia, stypa)

Zebrania, szkolenia

kursy / za godzinę/

Zabawy i dyskoteki, na

które wstęp jest odpłatny

Imprezy

firmowe

550

150

20

160

350

Każdorazowo   przy   wynajmie   pobierana   jest   kaucja.   Powinna   być   ona   uiszczona przelewem z 1-tygodniowym wyprzedzeniem na konto Wynajmującego określone w umowie wynajmu. Nie ma możliwości dokonywania wpłat kaucji w formie gotówkowej. Kwota kaucji dla świetlicy w Uboczu wynosi 300 zł i jest  zwracana  niezwłocznie   w   siedzibie   M-GOK, po przedstawieniu Wynajmującemu protokołu odbioru świetlicy z adnotacją opiekuna świetlicy   o   braku zastrzeżeń oraz zatwierdzeniem protokołu przez Sołtysa.

po dwóch latach został zmieniony cennik - treść zarządzenia

           Budynek świetlicy „Pod Lotnikiem” w części mieszkalnej od 1946 roku miał już dwóch użytkowników: rzeźnika Antoniego Heruda i restauratora Ryszarda Szyszkę. I jeszcze trzeci Paul Walter z rodziną. Ryszard Szyszko, ojciec Krystyny (ur.1940) i Zbigniewa (ur.1938), restaurator z zawodu potrafił zatroszczyć się o zaopatrzenie – korzystał też często z porad odsuniętego na bok dotychczasowego właściciela. W 1946 roku wyjechał z Ubocza (po śmierci żony Heleny – pochowana na  starym cmentarzu) a restaurację przejął po nim na krótko Adam Szczur - po kilku miesiącach on także wyjechał. Swoich sił próbował Adam Hormański – osadnik wojskowy, późniejszy pracownik GZPO „Gryfex”, inwalida wojenny. Nie sprostał i w 1947 roku zrezygnował, podobnie jak jego następca Władysław Pleszkun, który z gryfowianinem Lisińskim zarządzali knajpą przez pięć miesięcy (później prowadzili ją w budynku poczty). Od 1947 roku restauracja z wyszynkiem alkoholowym i piwem nie była już czynna. Po rodzinach Szyszki, Herud i Szczur w budynku zamieszkała Jadwiga Kowalewska z matką Antoniną, siostrą Rozalią i bratem Antonim. Jadwiga wówczas pracowała w Gminnej Radzie Narodowej w Uboczu z/s w Gryfowie Śląskim, krótko była też przewodniczącą Zarządu Gminnego ZMP i radną. Po wyjeździe rodziny Kowalewskich, w skrzydle zachodnim zamieszkała rodzina Stanisława Jaszewskiego, następnie Marii Zajączkowskiej (obecnie Zygmunta Postrzecha z prawem własności od 1965 r.) i na krótko Stanisława Zwierzańskiego.

     Rzeźnik Antoni Herud objął w posiadanie nowoczesną na owe czasy rzeźnię w wyposażeniem – ślady sklepu do dziś są widoczne w dzisiejszym garażu właściciela części budynku. Rzeźnia w 1945 roku była bardzo dobrze wyposażona w narzędzia i maszyny. Do produkcji służyły pomieszczenia wolnostojącego budyneczku na zapleczu świetlicy i jedna izba na parterze budynku. Rzemieślnicza produkcja ustała w 1949 roku. Małżeństwo Herudów z córką Danutą (ur.1939) zatrzymało się na dłużej, jeszcze w 1950 roku mieszkali w budynku acz nie prowadzili już rzeźni. W 1950 roku po ich wyjeździe sprzęt masarniczy uległ zniszczeniu, sklep od frontu świetlicy służył za magazyn mniej i więcej potrzebnych szpargałów. W 1963 po eksmisji dzierżawcy sklep rzeźni przystosowano do skupu mleka (1963 – Tarkota Stefania i Józef). W 1972 roku zlikwidowano punkt skupu w byłym sklepie rzeźniczym a pomieszczenie oddano prawowitym właścicielom.

       Najważniejszą częścią świetlicy była i jest sala taneczna, przez wielu też nazywana widowiskową z racji wyposażenia i układu przestrzennego. Podwyższona scena i niewielki balkon z osobnym wejściem w stanie dobrym spełniały swoją rolę przez dziesiątki lat. Scena posiadała także w pełni funkcjonalne dwie wydzielone i osłonięte garderoby, sprawną kotarę, od czasu do czasu używano rozstrojonego fortepianu. Organizowano w niej potańcówki, zabawy taneczne, zebrania wiejskie, choinki. Odbywały się też akademie z okazji 1 maja, Święta Ludowego, 22 lipca, rewolucji październikowej, rocznic LZS „Zryw”, Spółki Wodnej i wiele innych.

 

           Sala gościła teatr amatorski (nauczyciele z Ubocza i Rząsin) i cyrkowców z Wrocławia (pomoc Biblioteki Powiatowej w Lwówku Śląskim – lata 60-te). W tej sali  wielu uboczan płakało w czasie i po projekcji Krzyżaków, wielu odkrywało magię kina. Niejedno dziecko po raz pierwszy w życiu zjadło w tej sali prawdziwego loda z beczki, niejedno wystąpiło na prawdziwej scenie podczas imprezy szkolnej. W tej sali przeprowadzano konkursy i quizy, występy dzieci szkolnych z dwójki i jedynki z okazji świąt państwowych.  Sala to także zabawy taneczne, z nieodłącznymi wiórkami świeczek na parkiecie i kanapką z ogórkiem w bufecie.

Wielu żyjących pamięta zabawy choinkowe, św. Mikołaja i paczki przygotowywane przez Komitet Rodzicielski. Na przełomie lat 70/80 pełniła rolę boiska do kometki – kilka razy w tygodniu amatorzy badmintona toczyli boje w zimnej sali. W sali przez wiele lat trenowali pinpogiści, na jej parkiecie rozgrywano zawody szczebla powiatowego w ramach ligi międzygminnej, przez dwa miesiące dzieci uczono podstaw gry w popularnego pinponga. Piłkarze „Zryw”-u przez kilka zim przygotowywali się do rundy wiosennej, pełniła też rolę komercyjną, wiele uroczystości weselnych trwało do białego rana. Raz przeniesiono do niej lokal wyborczy (1958).

          Niewielkie pomieszczenie znajdujące się przy sali w 1962 roku wyremontowano i w trosce o bazę kulturalną wsi przystosowano do zadań Gromadzkiej Biblioteki Publicznej (Adolf Buca - 1962).

prot.5/62 z 16.7.1962 z posiedzenia komisji kult-oswiat GRN w Uboczu: w świetlicy pomalowano 2 pokoje, korytarz, drzwi zakupiono firanki, karnisze,, 50 taboretów,7 stołów, w trakcie instalacji telewizor

        W lokalu oprócz wypożyczalni książek a zwłaszcza lektur udostępnione zostały gry świetlicowe, dzieci mogły posłuchać bajek z magnetofonu szpulowego „Melodia” i obejrzeć przeźrocza.  Lokal pełnił też często rolę karciarni i klubu szachowego a boje Jana Wydrzyńskiego z amatorami królewskiej gry trwały do późna w nocy przy licznie zgromadzonych kibicach. Po niecałych dwóch latach (1963) zadecydowano o przenosinach biblioteki - czynnikiem który pozwolił na remont i przeprowadzkę była troska o dzieci podczas zgromadzeń i zabaw w sali na piętrze. Zwolnione pomieszczenie wykorzystywano na wypożyczalnię naczyń, od lat osiemdziesiątych poczęło pełnić rolę kuchni. Drugie, niewielkie pomieszczenie będące częścią sali pełniło rolę bufetu - zmieniał się tylko wystrój, wyposażenie przez długie lata pozostawało niezmienne.

             Parter świetlicy zawsze był dzielony  na część restauracyjną i bezpośrednie zaplecze, w pierwszych dwóch powojennych latach nie nastąpiły żadne zmiany. W dawnym zapleczu restauracji mieszczą się dziś biblioteka i pomieszczenia dla harcerzy. Wcześniej pomieszczenia dzisiejszej biblioteki i sąsiednich lokali były graciarnią, krótko w jednym z nich funkcjonował magiel. Po utworzeniu Związku Samopomocy Chłopskiej w Uboczu, dwa pomieszczenia na parterze wykorzystywano na magazyny, od 1963 roku przechowywano w nich pasze treściwe (Spółdzielnia Mleczarska Lubań i następnie SM Płakowice. Wspomnieć też należy, że krótko funkcjonował w niej punkt wypożyczalni Koła Gospodyń Wiejskich – naczynia, narzędzia mechaniczne, prowadzono też w nim różnego rodzaju kursy. Władze samorządowe z przewodniczącym GRN Tadeuszem Horakiem na czele doprowadziły do wypowiedzenia umowy najmu GS SCh w Gryfowie Śląskim i przeprowadzenia (1963) biblioteki  z piętra  do obecnej lokalizacji (bibliotekarze - Adolf Buca, Teresa Makowska, Lucyna Pawluczyk, Joanna Czerwiec). Część restauracyjna z chwilą utworzenia (1950) LZS-u, pełniła rolę magazynu sprzętu sportowego. Ćwiczyli w nim sztangiści (w tym pomieszczeniu Zygmunt Bleszcz przygotowywał się do Mistrzostw Polski LZS w podnoszeniu ciężarów – VIII miejsce), bokserzy i znawcy muzyki poważnej z racji  usytuowania fortepianu (został przeniesiony z sali ranecznej). Toczono też zacięte boje na poniemieckim, wytrzymałym stole bilardowym. Pomieszczenie w latach 1957 – 62 przeznaczono na sklep spożywczy (Anna Kaczanowska, Maria Wiernicka, Kazimiera Postrzech, Daniela Juszkiewicz) a po jego likwidacji umieszczono w nim klubo - kawiarnię (Anna Dubaniewicz, Janina Harewska, Halina Wydrzyńska, Janina Ostroga, Krystyna Pupin, Jolanta Kasprzyk, Krystyna Dam, Halina Pawluczyk). W latach późniejszych był przedsionkiem do biblioteki, małą salą gimnastyczną ze stołem pinpongowym i tzw. chłopkami, miejscem setek zebrań, spotkań. W nim przeprowadzano kursy prawa jazdy, przysposobienia rolniczego, konkursy wiedzy rolniczej. Przez dwa lata Dariusz Ciaciek uczył dzieci rysunku.

                Przez lata pomieszczenie biblioteki kilkakrotnie remontowano i przystosowywano do zadań placówki bibliotecznej i kulturalnej (najczęściej z okazji wyborów – przez 40 lat przedsionek i sama biblioteka pełniła rolę lokalu wyborczego). Bibliotekę zaszczycili swoją obecnością literaci Waldemar Kotowicz i Zbigniew Kubikowski, odwiedzali ją też dziennikarze Dziennika Ludowego, Zielonego Sztandaru, Tygodnika Ludowego. Biblioteka w Uboczu zmagała się nie tylko ze zmianami demograficznymi i społecznymi wsi. Największym jej problemem były zakusy na likwidację biblioteki - w zasadzie jedynej placówki kulturalnej w Uboczu. Już pod koniec 1979 roku wdrożono w życie podział etatu bibliotekarki – połowa na potrzeby Ubocza, połowa dla biblioteki gryfowskiej. Po kilku miesiącach, w wyniku drastycznego spadku wypożyczeń i dzięki interwencji ludowców z Ubocza wycofano się z tego pomysłu (1980). Powrócono do niego w 1993 roku i pod płaszczykiem oszczędności i spadku czytelników kosztem biblioteki w Uboczu wzmocniono placówkę w Gryfowie Śląskim. Na początku lat osiemdziesiątych (1981) młodzież wiciowa ze Związku Młodzieży Wiejskiej z Henrykiem Matusewiczem na czele, przejęła dwa pomieszczenia po byłej paszarni i metodą chałupniczego remontu przystosowała na pomieszczenia klubowe. Później byłe pomieszczenia młodzieży ubockiej przeznaczono na poszerzenie biblioteki (1993) a od niedawna na magazyn sprzętu dla harcerzy.            

               Mury świetlicy były też świadkami dwóch tragedii. W jednej, w wyniku strzelaniny (lata 40-te) zginął zdemobilizowany żołnierz polski, w drugiej (22.7.1951) w wyniku bójki młodzieńców z użyciem białej broni zmarł jeden z uczestników zabawy. Były też niemym świadkiem niezliczonych burd i bijatyk w sali i na zewnątrz budynku – często zakończonych urazami kończyn dolnych i górnych leczonych gipsem, drobniejsze oznaki wyrównywania rachunków w sali na zewnątrz w postaci tzw. lima były pozabawową codziennością. Mieszkańcy Ubocza nawet nie uszanowali przyjaźni polsko – radzieckiej – jedna z akademii zakończyła się potężną bijatyką.  

z Księgi kontroli dochodzeń Komendy Powiatowej MO pod datą 15 października 1951. Około 24.00 "bójka na akademii ku czci pogłębienia Przyjaźni Polsko-Radzieckiej we wsi Ubocz, przez co sprawcy usiłowali rozpędzić akademie, bijąc ludzi kuflami, flaszkami i sztachetami, w wyniku czego wynikło ciężkie uszkodzenie ciała; jest złamanie nogi oraz zdewastowanie świetlicy". Sprawą zajęło sie PUBP, nie stwierdziwszy jednak zanmion politycznych, 3 listopada oddało sprawę do dalszego prowadzenia milicji.

Świetlica kilka razy w latach czterdziestych i pięćdziesiątych była wyłączona z możliwości organizowania zabaw, lata późniejsze też przynosiły zakazy wynikające z innych względów niż zapewnienie ładu i porządku. Był też pożar w 1988 roku ugaszony siłami uczestników wesela i wiele kradzieży, w tym wyposażenia LZS „Zryw” (1952).

        Trudno do końca rozstrzygnąć dylemat nazwy świetlicy. Kto był twórcą nazwy, dlaczego ta nazwa a nie inna ? Odpowiedź na to pytanie jest złożona – istnieją trzy wersje, każda z nich jest prawdopodobna i w zasadzie bez szans na stuprocentową gwarancję prawdy. Pierwsza, o której wspominają Aleksander Dubaniewicz, Janina Żejmo i Franciszka Biała - ma pochodzić od specjalności wojskowej Ryszarda Szyszki z 1946 roku. Relacja Jana Prejmy z początku lat osiemdziesiątych jednoznacznie wskazuje na niego, jako twórcę nazwy na początku lat pięćdziesiątych (był sołtysem latach 1952-53). Jego zdaniem nadano ją w związku z brakiem zgody administracji gminnej na zorganizowanie przez Komitet Rodzicielski dochodowej zabawy tanecznej – dopiero powołanie się na przyjaźń polsko – radziecką i grób lotnika spowodowało interwencję ówczesnego sekretarza gminnego PZPR i pozytywne załatwienie sprawy. Inna relacja Michała Karaczuna z 1981 r. potwierdza udział Jana Prejmy w nadaniu miana a na twórcę wskazuje Adolfa Bucę (1955). Każdy z wariantów jest możliwy, za wielce prawdopodobny należy jednak uznać związek ostatecznej nazwy świetlicy z grobem lotnika radzieckiego znajdującym się w pobliżu budynku. Jej pomysłodawca zapewne brał pod uwagę tą okoliczność jak i ówczesną sytuację polityczną a rok przełomu czerwca 1956 można uznać za datę trwałego wkomponowania świetlicy „Pod Lotnikiem” w zestaw nazw potocznych Ubocza.

                                                                                                                                                                   mgr inż. Przemysław Gajdosz

                            Pracę tę dedykuję mojej żonie Katarzynie oraz moim córkom Renacie i Jolancie, dziękując za okazaną cierpliwość i wyrozumiałość podczas pisania poniższego opracowania.  



Dziękuję Panu Piotrowi Baszakowi za udostępnienie znalezionych dokumentów i fotografii.
Dziękuję Panu Januszowi Buca  za udostępnienie swoich archiwaliów.
Dziękuję Panu Zygmuntowi Postrzech za udostępnienie swoich pomieszczeń oraz archiwalnych   fotografii.
Dziękuję wszystkim ludziom dobrej woli za okazaną bezinteresowną pomoc i życzliwość podczas pisania powyższego opracowania
Pomoc Kazimierza Brzozowskiego, Aleksandra i Zbigniewa Dubaniewiczów, Tadeusza Horaka, Kazimiery, Elżbiety i Zygmunta Postrzechów, Andrzeja Szuniewicza, Franciszki Białej, Marii Baszak, Janiny i Bogusława Żejmów, Piotra Pleszkuna, Lucyny Pawluczyk, Andrzeja Meresa i Roberta Mizgiera była nieoceniona przy pisaniu tekstu, dziękuję  im serdecznie za wyrozumiałość i czas.


Ubocze

 styczeń - kwiecień 2010
aktualizacja 2015