Prawie każdy dorosły człowiek pamięta wizerunek św. Floriana ze  skopkiem wypełnionym wodą, którą gasi płonący budynek, a także  zna rodzaj opieki jaką sprawuje.

 

Krótki zarys dziejów Ochotniczej Straży Pożarnej 

                          

                            Trudno szerzej opisać dzieje straży ogniowej do 1945 roku, problemem jest także przypomnienie pierwszych, powojennych organizatorów straży ogniowej. Nie była prowadzona kronika, rozsiane dokumenty źródłowe znajdują się w rękach byłych strażaków i ich potomków, archiwach, być może część z nich została bezpowrotnie zniszczona.

                            Wiadomo, że w latach 1923 – 1936 wybudowano budynek, mieszczący świetlicę dla strażaków, remizę na sprzęt gaśniczy i karawan oraz niewielki areszt. Budynek posadowiony na sześcioarowej działce składał się z  dwóch pomieszczeń,  zastosowano w nim konstrukcję dachu krokwiową, dwuspadowy dach i użyteczne poddasze. Powierzchnia jego wynosiła 100 m2 (13,2 x 7,6 m) a kubatura 351 m3. Szefem strażaków był mistrz ogniowy Alfred Müller, istniała orkiestra strażacka z Alfredem Henkerem jako kapelmistrzem. Orkiestra uświetniała wszelkie imprezy wiejskie i powiatowe, nie zabrakło jej także na obchodach 50 rocznicy urodzin właściciela gospody Goldener Stern (”Pod Lotnikiem"). Po zakończeniu II wojny światowej, ludność miejscowa była zobowiązana do spieszenia na ratunek w przypadku pożaru - taka była decyzja pierwszych władz polskich w Uboczu. Pierwszego września 1945 roku na odprawie sołtysów, wójt Konrad Rapacki apelował o utworzenie w Uboczu straży pożarnej. O tym, jak dużą wagę przykładano do ochrony przeciwpożarowej świadczył ponowny apel wójta do sołtysa Ubocza z 3.10.1945. Do czasu wysiedlenia nie zanotowano żadnego pożaru wywołanego przez niedobitki armii niemieckiej, grasujące rodzime bandy z powiatu lwóweckiego, czerwonoarmistów czy wysiedlanych Niemców. Wkrótce zaczęto organizować polską  Straż Ogniową,  osadnicy wojskowi i repatrianci przenieśli na ubocki grunt tradycje pożarnictwa z kresów, co ułatwiło zorganizowanie  straży. Przejęto budynek niemieckiej straży ze sprzętem, który służy strażakom do dziś. Przez kilka lat (po zlikwidowaniu szkoły w budynku przy kościele), w jednej z opustoszałych sal funkcjonowała świetlica dla przeprowadzania zebrań i szkoleń kończących się sprawdzianem szybkości druhów na trasie świetlica - sklep geesowski.

                             Straż pożarna w Uboczu wykazywana była w 1947 roku pod nazwą straży ogniowej, bardziej jako wynik nacisków władz gminnych niż oddolnego działania - opiekę nad strażakami z poręczenia wójta sprawował sołtys, który był jej pierwszym i faktycznym przywódcą. W kwietniu 1948 roku powołano Gminną Komisję Przeciwpożarową, będącą faktycznym organizatorem struktury straży pożarnej w Uboczu.  Jednostka w chwili powstania liczyła kilkunastu członków, w razie pożaru do jego gaszenia zlatywała się cała wieś.  Początkowo strażacy byli podporządkowani Gminnej Komisji Przeciwpożarowej (jej komendantem w 1948 r. był Stanisław Przedborski, w jej skład wchodził także Michał Cymerman jako sołtys wsi). Wkrótce władzę merytoryczną nad strażakami przejął Wydział Powiatowy a po nim agendy Powiatowej Straży Pożarnej - o różnych nazwach. Finansującym straż w Uboczu był od 1946 roku Zarząd Gminny w Uboczu i kolejne samorządy gminne i gromadzkie, z rzadka udawało się pozyskać fundusze powiatowe. Władze straży zmieniały się rzadko - w latach 1947 - 2006 prezesami i naczelnikami ubockiej straży byli:   

Buca Adolf

Harewski Piotr

Herdzik Szczepan  

Juszkiewicz Michał

Karaczun Ryszard,

Kownacki Tomasz  

Makarewicz Jan

Marcinkiewicz Władysław  

Mizgier Filip

Polesiak Franciszek

Polesiak Lesław

Prejma Jan

Waniowski Mikołaj

                                  Zaczynano skromnie. W 1947 roku wykazywano wóz konny, dużą drabinę rozsuwaną, hakówki, bosaki, karawan, kilka hełmów. I co najważniejsze: sikawkę na podwoziu wozu konnego, napędzaną siłą rąk  4 strażaków, o niewielkiej wydajności, długość podawanego strumienia wody nie przekraczała  8 metrów. W 1948 roku poniemiecka sikawka została uzupełniona  motopompą - dziesięć lat później została zastąpiona  pompą spalinową, typu M400 - potwierdza ten fakt sprawozdanie Władysława Butwiłowskiego na sesji Gromadzkiej Rady Narodowej w Uboczu.

                                Istniał plan alarmowy, wszyscy strażacy wiedzieli który z gospodarzy ( Michał Szczerbiuk, Jan Juszkiewicz , Hieronim Makarewicz ) ma obowiązek w błyskawicznym tempie zaprząc konie do wozu strażackiego. Był nim początkowo wóz na drewnianych kołach z sikawką i zbiornikiem wypełnionym wodą, w połowie lat pięćdziesiątych zastąpiony wozem na gumowych kołach. Z chwilą powstania Kółka Rolniczego w Uboczu (1963) siłę pociągową dla wozu zaczął stanowić traktor. Wkrótce strażnica wzbogaciła się o 100 metrów węży strażackich i inne akcesoria strażackie. Umundurowania od początku nie było, pierwsze mundury zostały przekazane OSP w 1950 roku. Prawdziwego zbiornika wody na cele przeciwpożarowe w Uboczu nie było, w 1967 zamierzano wyczyścić i wyremontować zbiornik poniemiecki na terenie fabryki Argus - nigdy tego nie zrobiono. Dbano o zastępcze zbiorniki przeciwpożarowe, do lat dziewięćdziesiątych właściciele stawów i sadzawek mogli liczyć na ulgi w podatku w zamian za utrzymywanie w nich odpowiedniej ilości wody.

                                   Następna modernizacja sprzętu nastąpiła w 1975 roku, naczelnikiem wówczas był Władysław Marcinkiewicz. Motopompę M400 PO3 uzupełniła pompa M800 - nowsza i bardziej wydajna. Od 1985 roku strażacy cieszyli się otrzymanym Żukiem, zaszczytu wjazdu samochodem dostawczym do remizy dostąpił  Ryszard Sieradzki. Era wyjazdu sprzętu przyczepą ciągnikową bezpowrotnie minęła. Po   siedmiu latach Żuka zastąpił prawdziwy samochód strażacki - od  27.01.1992 roku Star 25 (produkcja z 1975 roku). Zasłużony w bojach z ogniem wóz strażacki był pojazdem mocno wyeksploatowanym, o pojemności 2000 litrów wody a armatka wodna podawała wodę na odległość 30 metrów przez 12 minut. Standardowo mieścił 240 mb węży i dodatkową motopompę M800. Służbę pełnił przez szesnaście lat, z rzadka zawodził, kierowali nim Szczepan Herdzik, Waldemar Polesiak, Ryszard Herdzik, Franciszek Polesiak, Ryszard Karaczun. W 2008 roku strażacy otrzymali Stara 244, o podobnych do poprzednika parametrach. 

                                    Strażacy brali udział w wielu zawodach, jednakże bez większych osiągnięć. Były zawiązywane drużyny młodzieżowe, ich żywot był jednak krótki. W 2006 roku uczestniczyli w pokazie strażackim w Raspenavie. Złotymi Medalami Za Zasługi Dla  Pożarnictwa uhonorowani zostali: Juszkiewicz Tadeusz, Mizgier Tadeusz, Franciszek Polesiak, Ryszard Karaczun, Ryszard Sieradzki, Bichalski Ryszard. Godności Honorowego członka OSP otrzymali: Harewski Piotr, Makarewicz Jan, Mizgier Tadeusz, Juszkiewicz Tadeusz, Gandurski Ludwik, Polesiak Lesław.    

                                    Strażacy od początku doskonalili dwa obszary działań organizacyjnych: szybkość zbiórki i sprawność po dojeździe na miejsce pożaru. Niegdyś były problemy z należytym działaniem systemu powiadamiania - do lat 90–tych wieś posiadała tylko 4 telefony stacjonarne, umożliwiające szybkie powiadomienie ościennych jednostek straży pożarnych o zagrożeniu. Wiele razy szybszy był rower i indywidualne włączenie alarmu. Systemy dźwiękowego powiadamiania o pożarze zmieniały się przez dziesięciolecia, od ręcznego po elektryczny. Początkowo używano ręcznej syreny, w latach pięćdziesiątych w obejściu Władysława Marcinkiewicza zainstalowano syrenę elektryczną, po dwóch dziesięcioleciach wykorzystując podstawę słupa trakcyjnego przeniesiono ją koło remizy (wysokość 6 m). Obecnie numer 998 (Powiatowa PSP) odbiera wiadomość o zagrożeniu pożarowym i powiadamia telefonicznie Franciszka Polesiaka, Szczepana Herdzika i Ryszarda Karaczuna, oni zaś włączają syrenę. Istnieje też możliwość uruchomienia syreny przez mieszkańców Ubocza. Po 5 minutach powinien wyjechać z remizy poczciwy Star 244.

                                   Była też prowadzona działalność przeciwpożarowa i kulturalno – oświatowa. Najczęstszym przejawem tej działalności do 1990 r.  były okresowe kontrole obejść gospodarczych. Poniżej tekst jednego z protokołów zebrania wiejskiego w Uboczu, w składzie zespołu kontrolnego znajdowali się wówczas Władysław Marcinkiewicz, Jan Makarewicz, Tomasz Kownacki, Michał Juszkiewicz, Władysław Butwiłowski,, Franciszek Łubniewski, Eugeniusz Kotowski, Edward Stepecki, Bronisław Kanecki, Jan Prejmo, Józef Koko, Filip Mizgier, Władysław Dąbrowa, Jan Wydrzyński, Piotr Cichy i Jan Zajączkowski. 

Protokół z zebrania wiejskiego 17.6.1966

W zebraniu udział wzięli goście:

Horak Tadeusz - przew. Gromadzkiej Rady Narodowej

Waniowski Mikołaj - sołtys i radny Powiatowej Rady Narodowej

Buca Adolf - prezes Ochotniczej Straży Pożarnej w Uboczu

Tematem była analiza kontroli przeprowadzonej przez OSP z czynnikiem społecznym

 Zebranie zagaił Horak Tadeusz. Stwierdził, że mieszkańcy wsi przestrzegają przepisów p.poz. do tego stopnia, że komisja  

                 kontrolująca nie przekazała do Gromadzkiej Rady Narodowej ani jednego wniosku o ukaranie.

 Naczelnik OSP Marcinkiewicz Władysław przypomniał, że były upomnienia.

 Ob. Buca Adolf mówił, że po przeprowadzonej kontroli właściciele posesji byli do tego stopnia przejęci kontrolą, 

               że zdarzały się wypadki zgłaszania podań o przedłużenie terminu wykonania zaleceń z powodu niemożności 

              zakupu bosaków i innego  sprzętu.

 Ob. Stepecki Edward członek komisji stwierdził, że gospodarze udostępniali pomieszczenia.

                                   Na tym zebranie wiejskie zakończono.

                                                                             podpis nieczytelny  

                                       W 2006 roku strażacy uboccy zostali pozbawieni prawa do kontroli obejść i pośredniego wpływania na bezpieczeństwo przeciwpożarowe. Do lat 90-tych organizowali zabawy taneczne, których dochód był przeznaczany na dosprzętowienie. Omijając bzdurne przepisy, pomagali Komitetowi Rodzicielskiemu i Ludowemu Zespołowi Sportowemu „Zryw” oficjalnie firmując organizowanie zabaw tanecznych (jako zwolnionemu z podatków). Przez 60 lat pełnili straż przy Bożym Grobie, zabezpieczali procesję rezurekcyjną (strażnicą na czas warty były izby w domu Jana Baszaka i Włodzimierza Marcinkiewicza, szkoły podstawowej, strażnicy, dawnej kaplicy grobowej, domku Jana Pawła II). Drużyna młodzieżowa istniała krótko, choć z sukcesami za zawodach gminnych i rejonowych.  Należy wspomnieć o bardzo użytecznej akcji strażaków a właściwie Franciszka Polesiaka, który sprzętem strażackim przy budowie ubockiego wodociągu sprawdzał szczelność i wytrzymałość ciśnieniową wielu odcinków rurociągu (1993).  

                                 W 1989 roku (15.06) tak pisano o jednostce straży z Ubocza.

Jednostka typu M-2. Rok założenia 1947. Prezes Piotr Harewski, Naczelnik Lesław Polesiak. Dwie motopompy M-800. Syrena elektryczna. Ostatni remont w 1988 roku.  W tymże roku  przeprowadzono remont główny, siedemnaście lat później  wymieniono pokrycie dachu. 

                                 W 2001roku ubocka OSP została wpisana do rejestru stowarzyszeń.

 

Aktualna Nazwa OCHOTNICZA STRAŻ POŻARNA W UBOCZU 
Forma Prawna STOWARZYSZENIE 
Miejscowość UBOCZE 
Data wpisu do rejestru stowarzyszeń 2001-12-12 
Członkowie reprezentacji 

KARACZUN RYSZARD             PREZES OSP 
HERDZIK SZCZEPAN              V-CE PREZES I NACZELNIK OSP 
POLESIAK FRANCISZEK       GOSPODARZ, ZASTĘPCA NACZELNIKA 
PILIŃSKI RAFAŁ JAN              V-CE PREZES ZARZĄDU 
KOWNACKI MARIUSZ            SEKRETARZ 
PILIŃSKI BOGDAN                   SKARBNIK 
HERDZIK KRZYSZTOF           CZŁONEK ZARZĄDU 

                                  W 2006 roku Ochotniczą Strażą Pożarną w Uboczu kierował Ryszard Karaczun jako prezes, zastępcą był Franciszek Polesiak, skarbnikiem Bogdan Piliński, sekretarzem Marian Kownacki a Naczelnikiem Szczepan Herdzik. Liczyła 28 członków. Najczęściej społecznie, bez żadnego wynagrodzenia. Na czas akcji strażackiej otrzymywali diety (różnej wysokości) i płatne zwolnienia w zakładach pracy. Po 1948 roku dieta uzależniona była od odległości pożaru od strażnicy - przysługiwała, gdy gaszono pożar w odległości ponad 5 km od strażnicy (50 zł za 1 godzinę). Bzdurne przepisy zmieniono w 1956 roku. Najlepiej miały się konie, od 1946 do 1963 roku były objęte obowiązkowym ubezpieczeniem na czas brania udziału w akcji gaszenia pożaru lub ćwiczeń. Obowiązkowe ubezpieczenia budynków od ognia wprowadzono 28.02.1947 roku (Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych), obowiązują one z krótkimi przerwami do dziś. 

                                   Niedocenianym osiągnięciem całej wsi, była zapobiegliwość przeciwpożarowa w latach budowy wodociągu wiejskiego. W razie pożaru, strażacy mają do dyspozycji 68 nadziemnych hydrantów, zabezpieczających pobór wody. Zaczynają się w pobliżu budynku nr 2  a kończą przy zabudowaniach budynku nr 268. Po 1990 roku nasiliły się interwencje strażaków związane z wypalaniem łąk i ściernisk, zdarzały się wyjazdy typowo ratownicze (wypadki drogowe, zalania piwnic). W 2004 roku strażacy dziesięciokrotnie wyjeżdżali do różnego rodzaju pożarów.

                                    Zmieniały się warunki ochrony przeciwpożarowej, ochrona przeciwpożarowa każdego z ubockich domów zmieniała się przez dziesięciolecia. W latach czterdziestych to ciągłe przypominanie o czyszczeniu kominów, w pięćdziesiątych wprowadzono obowiązkowe bosaki, beczki z wodą, pojemnik z piaskiem na strychu przy kominie, łopatę, drabinę. W erze gierkowskiej dodawano koc gaśniczy i nieśmiało gaśnice. Strażacy do lat 80-tych mieli problemy z rolnikami, składującymi słomę i siano w pobliżu komina. Instalacje elektryczne w większości domów były kilkudziesięcioletnie, przewody aluminiowe w rurkach blaszanych, gniazda, rozgałęźniki najczęściej iskrzyły (instalacje nie były przystosowane do tak dużych obciążeń). Instalacje były natynkowe, tylko 6% ubockich domów w 1982 roku posiadało instalację podtynkową. Problemem była drożność przewodów kominowych, były one konserwowane przez kominiarzy z rzadka, najczęściej na wyraźne żądanie właściciela domu. W dalszym ciągu niewiele domostw posiada instalacje odgromowe. W latach 90 - tych usługi kominiarskie zostały sprywatyzowane, problem został rozwiązany, choć kominiarze zachowali uprawnienia kontrolne.

                                    We wsi (1946 – 2008) zanotowano niewiele pożarów o zagadkowych przyczynach. Najczęściej przyczyną była nieuwaga i głupota gospodarza, nieroztropność dzieci, iskrząca instalacja elektryczna, piorun mimo sprawnej instalacji odgromowej. W większości były to jednak podpalenia zabudowań mieszkalnych i gospodarczych. Płonęły mieszkania Antoniego Baszaka, Adama Czerniawskiego. Tragiczny był pożar domu w którym zginął Mirosław Kownacki. Wybuch gazu był przyczyną śmierci Mariana Kuczyńskiego. Paliły się stodoły, obory i stajnie Jana Prejmy, Antoniego Petrucha, Władysława Jasińskiego, Adolfa Kuczyńskiego,Ćwiczkowskiego, Władysława Figury, Czaczkowskiego, Teresy Baszak, Sardyńskiej, Władysława Dąbrowy, Jana Kluzy, Michała Karaczuna, Romualda Dubaniewicza, Jana i Tadeusza Juszkiewicza, Słobodziana. Spłonęły dwie szatnie na boisku sportowym LZS "Zryw", podpalono nawet przyczepę z ulami Stanisława Zwierzańskiego, gaszono też scenę w świetlicy „U Fila”  

                                      Siedziba OSP mieści też zabytkowy karawan, wymagający dziś konserwacji a który do końca XX wieku służył mieszkańcom wsi w ostatniej drodze (ostatnim Wiktor Dubaniewicz). Była nawet próba jego zamiany na nowszy wóz strażacki. Póki co, karawan będący własnością wsi, czeka na renowację i ewentualną sprzedaż za godziwe pieniądze.  

                                       Aktualnie ubocka straż działa w systemie M2, oznaczającym wyjazdy do zagrożeń na terenie wsi. Zwodociągowanie wsi, zmiana systemu instalacji elektrycznych (95% domów mieszkalnych posiada instalację podtynkową), zastosowanie w absolutnej większości domów kuchenek gazowych i odchodzenie od ogrzewania piecowego spowodowały zmniejszenie pożarów. Wspomnieć też należy o zmniejszeniu ilości budynków gospodarczych zapełnionych niegdyś słomą i sianem, większość przerobiono na pomieszczenia gospodarcze, w wielu z nich zastąpiono instalację elektryczną na bardziej bezpieczną. W przyszłości należy się spodziewać zwiększenia innych zagrożeń i wyjazdów ratunkowych do podtopionych domów, zawalonych od wybuchu butli gazowych izb, usuwania powalonych drzew czy wypadków drogowych. W ślad za zmianą zagrożeń musi iść specjalistyczne wyposażenie w sprzęt ratunkowy i odpowiednie przeszkolenie członków OSP.

                                          Przez sześć dziesięcioleci, w ubockiej straży ewidencyjnie udzielało się kilkuset ochotników. Wielu już nie ma pośród żyjących, wielu opuściło naszą wieś. Im wszystkim należy się podziękowanie i szacunek za spieszenie innym na ratunek.  

 

Materiał powstał przy pomocy Franciszka Polesiaka, Grzegorza i Mirosława Kownackich, Ryszarda Karaczuna i Szczepana Herdzika. Dziękuję im za czas poświęcony przybliżeniu dziejów OSP w Uboczu, za udostępnienie materiałów archiwalnych, za bieżące uwagi w trakcie redakcji tekstu. Poznań - Ubocze lipiec 2005 - grudzień 2008.