Podstawowym pragnieniem osiedlających się po wojnie w Uboczu byłych kresowiaków, była praca na roli. Większość z nich repatriowała się z powiatu samborskiego, sporo też rodzin pochodziło z dawnego województwa lwowskiego, wileńskiego, tarnopolskiego, stanisławowskiego, nowogródzkiego, poleskiego, wołyńskiego. Inne motywy kierowały osiedleńcami z tzw. Polski Centralnej (nazywanych w Uboczu centralakami), którzy przeszli piekło niemieckiej okupacji, inne zesłanymi na Sybir. 

                         Wbrew historykom, nie można przyporządkować rolnictwa w Uboczu do ogólnie przyjętych podziałów na okresy polityczne. Po 1945 roku rządziło się ono swoimi prawami, przemiany polityczne nie miały decydującego wpływu na mentalność i zachowania rolników.

 

1945 – 1948 zasiedlenie

                        Czekała na nich ziemia i zabudowania mieszkalno – gospodarcze, które otrzymali zgodnie z wcześniejszymi zapewnieniami Manifestu Lipcowego. Budynki (stajnia, stodoła) najczęściej były połączone z mieszkaniem, w dużych gospodarstwach pełniły swą rolę w pewnym oddaleniu. Bez względu na lokalizację i usytuowanie, typowa stajnia była przeznaczona dla bydła, świń a nawet drobiu. Stodoła była magazynem słomy, siana, ziarna, maszyn i narzędzi rolniczych. Większość z nich pokryta była dachówką, sporo łupkiem i niewiele strzechą lub blachą. Na zagospodarowanie oczekiwały 4 majątki, o typowej funkcji rolniczej. Dwa z nich, Helenów i Jesionów były zajęte przez żołnierzy radzieckich - prowadziły działalność rolniczą i handlową na użytek swojej armii. Ziemia z majątku Wspólnota i Podzamcze została rozparcelowana i podzielona pomiędzy rolników. 

                           Musieli zderzyć się z innym modelem (niemieckim) gospodarowania. Rok a w niektórych przypadkach dwa lata pozwoliły licznym rodzinom na przyzwyczajenie się do niemieckich maszyn, technik uprawy roślin czy hodowli zwierząt. Po prostu byli uczniami. 

                           W pierwszych latach pookupacyjnej egzystencji zmagali się z wieloma niedoborami. Brak rynku maszyn i narzędzi rolniczych został zastąpiony pospolitym szabrem, wymianą międzysąsiedzką i pomysłowością. Pola były zawsze obsiane, na czas wykonywano podstawowe zabiegi agrotechniczne korzystając z koni i wołów. Grunty posiadały uregulowane stosunki wodne, spora część posiadała melioracje szczegółowe. Rowy przy potokach były najczęściej obłożone faszyną. Była radość gospodarowania, żniwa to najczęściej kosy ( z rzadka kosiarki i sierpy), cywilizacja zagościła w stodołach – do omłotów używano sporej ilości poniemieckich młocarni napędzanych silnikami elektrycznymi. Cepem młócono rzadko, najczęściej w małych gospodarstwach. Istniejące zakazy i ograniczenia wprowadzone na czas wojny i powojnia powoli były znoszone. Długo zmieniała się mentalność rolników, pewne zachowania i wręcz wrogość do nowości pozostała. Były kłopoty z uznaniem własności ziemi na której gospodarzyli, przez ten okres traktowali swój pobyt jako tymczasowy. Pozostały przyzwyczajenia, nazwy i podział na "naszych" czyli nadybiaków i innych - elementem integrującym wzajemną nieufność były przyjaźnie z lat wojny, czasami flaszeczka napoju własnej produkcji...  

1948 – 1956   stagnacja

                            Po zdławieniu Polskiego Stronnictwa Ludowego i powstaniu PZPR (1948), zmieniona została polityka rolna państwa. Zaczęto odchodzić od tradycyjnego modelu wsi i gospodarowania na rzecz wzorca ze wschodu, czyli masowego uspółdzielczania. Władza rozpoczęła walkę z kułakami, których w Uboczu w zasadzie nie było (gospodarstwa 10 i więcej hektarowe). 

                            Zmorą  tamtego okresu były dostawy obowiązkowe, wprowadzone dekretem PKWN w 1944 roku, zniesione w 1946 r. w przeddzień referendum i ponownie przywrócone (1951) wobec trudności w zaopatrzeniu miast i spadku produkcji rolniczej. W 1950 roku wprowadzono planowy skup zboża, dla Ubocza przydzielony został limit.  Rok później na podstawie ustaw zostały oficjalnie wprowadzone obowiązkowe dostawy zbóż a w 1952 roku objęto tym systemem zwierzęta rzeźne i ziemniaki. Rolnicy i użytkownicy byli zobowiązani do przekazywania państwu określonego „kontyngentu” płodów rolnych w ciągu roku, gospodarstwa najmniejsze były zwolnione z tego obowiązku. Ceny za ten kontyngent ustalało państwo i – co najważniejsze – były one tak niskie, że z reguły nie pokrywały kosztów produkcji.  Dopiero to, co stanowiło nadwyżkę plonów nad ustalonym kontyngentem rolnik mógł sprzedać na wolnym rynku lub przeznaczyć na swoje potrzeby.  Oficjalnym celem wprowadzenia dostaw obowiązkowych było zapewnienie obywatelom taniego pożywienia w odpowiedniej ilości, ważniejszym z politycznego punktu widzenia było doprowadzenie do ekonomicznego upadku rolnictwa indywidualnego poprzez jego uspółdzielczenie. Obroną przed dostawami obowiązkowymi była solidarność sąsiedzka, gdzie w doskonały sposób omijano przepisy, wytyczne, okólniki, rozporządzenia, zarządzenia, uchwały, najczęściej załatwiając sobie wzajemne pożyczki z omijaniem wszelkich procedur urzędowych i fiskalnych. System dostaw obowiązkowych był zmorą dla wszystkich rolników, niewielu omijał a tylko sprzyjał solidarności rolników. Były też nonsensy, rolnik mający w oborze 5 krów musiał oddawać w ramach obowiązkowych dostaw 200 kg ziemniaków, a rolnik nie posiadający żadnej krowy musiał się troszczyć o dostawę 100 litrów mleka.  Dostawy obowiązkowe w 1953 r. obejmowały 85% produkcji zbóż, 51% - ziemniaków i 50% - żywca (ogólnie w okresie 1952 - 1958 rolnicy uboccy za swoje produkty otrzymywali 1/3 wartości rynkowej. Ze względu na ujemne skutki (zwłaszcza dla gospodarstw wysokotowarowych), dostawy obowiązkowe po 1954 roku znacznie ograniczano: złagodzono progresję, podwyższono ceny (1954-1959).

                        Wówczas dzieci ze szkoły podstawowej walczyły ze stonką ziemniaczaną, małym chrząszczem do 16 mm długości, z czarną plamką  w kształcie trójkąta na głowie. Zostały wplecione do walki z imperializmem amerykańskim (w Dniu Dziecka 1950 roku ukazał się komunikat Ministerstwa Rolnictwa i Reform Rolnych stwierdzający, że samoloty amerykańskie rozrzucały nad Bałtykiem stonkę ziemniaczaną). Początkowo dziatwę szkolną uświadamiano, potem uczestniczyła w akcji zbierania dorosłych owadów. Wobec inwazji stonki, rolnik ubocki został wyposażony w narzędzie do walki z nim w postaci proszku z silną trucizną nazywaną Azotoxem, Ditoxem i w końcu Tritoxem. Pojawił się też Azotox w płynie, rzadko w Uboczu stosowany z powodu braku opryskiwaczy (jeden konny na całą wieś). Środki niezmiernie silne, oparte na DDT (w późniejszym okresie HCH), były rozpylane bez zabezpieczenia, w ilościach kilkakrotnie przekraczających ustalone normy. Rozpylano za pomocą pończochy lub opylacza plecakowego "Wawel", przy okazji wdychając trujący składnik. Azotoxy służyły także do bezpardonowej walki z muchami w mieszkaniu i stajni, na rozżarzony węgiel lub szczapy palącego się drewna nasypywano środka i zamykano drzwi. Dopiero raporty naukowców potwierdzających kumulowanie się DDT w tłuszczu człowieka (zachorowalność na nowotwory), spowodowały odchodzenie od formy pylistej na rzecz formy płynnej (czas rozkładu formy pylistej dochodzi do 30 lat).

                                   Była też udana na siłę próba utworzenia spółdzielni produkcyjnej. Powstała na bazie majątków w Uboczu Dolnym i Średnim (1952). Zwolenników raczej nie miała, nadybiacy trzymali się razem, oni już widzieli i przeżyli system radziecki na wsi, nie wstępowali do jedynej partii robotniczej, obce im były ideały socjalistycznego gospodarowania na wsi, choć niejeden z nich przed wojną zetknął się z ruchem spółdzielczym w Nadybach, Wojutyczach czy Sąsiadowicach. Zwolennicy zespołowego gospodarowania (Piotr Cichy, Stanisław Wroński, Michał Karaczun, Jan Żejmo) potrzebowali czterech lat, aby przejrzeć na oczy i doprowadzić do upadku spółdzielnię (pomogły w tym przemiany polityczne i dojście W. Gomułki do władzy w 1956 roku).  W okresie 1948 – 1956 nikt w Uboczu nie powiedział o sytuacji rolnika inaczej jak wegetacja. Powoli rolnicy i członkowie ich rodzin zaczęli podejmować pracę w okolicznych zakładach pracy widząc korzyści jakie daje zatrudnienie w uspołecznionym zakładzie pracy (ubezpieczenia, chorobowe, dodatki, deputaty).

                              Prawie co trzecie gospodarstwo posiadało areał pomiędzy 2 a 5 ha, skutkiem takiego rozdrobnienia był tzw. sprzężaj - występował  prawie do końca lat osiemdziesiątych. Wymuszone przez sytuację gospodarczą  działanie polegało na dogadaniu się dwóch rolników (sąsiadów, krewnych) posiadających po 1 koniu roboczym. Do cięższych prac polowych (orka, kultywatorowanie, koszenie traw i zbóż) łączono konie w pary i na zasadzie wzajemności wykonywano cięższe prace polowe. Wówczas w Uboczu, rolników posiadających parę koni było niewielu (Niebieszczańscy Jan, Michał i Józef, Cichy Piotr, Baszak Kazimierz, Cybulski Stanisław, Sieradzki Józef, Polesiak Lesław, Stepecki Edward, Boczan Michał, Makarewicz Jan, Szostak Jan, Kaczarewski Antoni, Karaczun Jan, Sieradzki Ryszard, Juszkiewicz Michał, Sarzyński Józef, Mizgier Filip, Ganda, Cichy Michał, Czaczkowski Franciszek, Kluza Jan, Böther Marian). Sprzężaj był usługą niegotówkową. Podobnym zjawiskiem, mającym swe korzenie sprzed wojny był odrobek. Polegał on na odrobieniu wykonanych wcześniej prac polowych końmi, najczęściej przez sąsiada (sianokosy, koszenie zbóż, młocka, wywożenie obornika, wykopki i wiele innych). Sprzężaj i odrobek wynikał z braku odpowiedniej ilości siły pociągowej w Uboczu. Zwyczajem często praktykowanym była bezinteresowna pomoc sąsiadów w sytuacjach nagłych (zwózka siana, zboża). 

                          Typowe gospodarstwo rolne uprawiało warzywa na własne potrzeby. Obowiązkowo fasolę, kapustę, bób, ogórki, marchew, pietruszkę, groch, brukiew, cebulę, czosnek, koper. Do zbytków w owym czasie należała uprawa sałaty, pomidorów, kalafiora, papryki, selera, truskawki. Szczaw do zupy z jajkiem, kminek do pieczenia chleba, chrzan do przechowywania masła czy kiszenia ogórków zbierano w stanie dzikim. Drzew owocowych nie nasadzano, korzystano z poniemieckich drzew wiernych w owocowaniu i odpornych na choroby. 

                          Instytucją prywatną oferującą usługi na rzecz rolników, było kowalstwo Stefana Szostaka (najczęściej było to podkuwanie koni, naprawy maszyn rolnwanie orczyków, dyszli). Zakład potrafił też zrobić osie do kół woza drewnianego, dorobić ząba do młocarni czy brony. Wykonanie uprzęży konnej zlecano rymarzowi we Lwówku Śląskim, najczęściej jednak wykonywano ją we własnym zakresie. 

                          Jedyną pożyteczną akcją władz na rzecz rolników w tym okresie, było nadanie im praw własności ziemi i budynków (przyjmowane nieufnie, traktowane jako podstęp władzy). Odnotować też należy wprowadzenie kartek na cukier (24.04.1952) i zniesienie kartek żywnościowych (3.01.1953).

 

1956 – 1971 nadzieja 

                            Pewne nadzieje wniosła odwilż 1956 roku. Choć pozostały dostawy obowiązkowe i ceny urzędowe w skupie, to jednak z dnia na dzień rolnicy odzyskiwali wiarę w przełom polityczny i ekonomiczny. 

W okresie (1959 - 1965) ceny zostały podniesione do 2/3 wartości rynkowej). W 1957 r. zniesiono całkowicie dostawy obowiązkowe mleka.  Wzrosła opłacalność produkcji rolniczej, zauważalny stał się postęp techniczny, pojawiła się na polach ubockich pierwsza Vistula z workownikiem. Magazyny Gminnej Spółdzielni  "Samopomoc Chłopska " w Gryfowie Śląskim pełne były mocznika, saletry amonowej i wapniowej, siarczanu amonu, azotniaku, superfosfatu pylistego i granulowanego, supertomasyny. W dobrej wierze rolnicy uboccy kupowali i stosowali niebezpieczny dla zdrowia Azotox, Ditox i Tritox pylisty. Był to niesamowity okres rolnictwa ubockiego pod względem zagospodarowania pól. Żaden kawałek pola nie stał odłogiem, miedze i rowy były wypasane. Absolutna większość gospodarstw posiadała choćby jedną krowę, nadwyżki mleka sprzedawano, wozakiem był Michał Szczerbiuk.   

 

Niektóre wskaźniki statystyczne dla Ubocza z lat 1963 - 68

 

rok

powierzchnia U.R. ha

ilość gospodarstw

bydło

trzoda chlewna 

konie 

drób

1963

1186,24

304

597

745

130

3784

1968

1053,08

342

650

762

128

5014

 

                                 W 1959 roku powstał krajowy Fundusz Rozwoju Rolnictwa, którego środki były przekazywane na rzecz kółek rolniczych. Fundusz od początku swego istnienia różnicę cen pomiędzy wolnorynkowymi a stosowaną przy obowiązkowych dostawach przekazywał na rzecz kółka rolniczego. Nie inaczej było w Uboczu, gdy w 1959 roku powstało Kółko Rolnicze, organizacja która wplotła się w pejzaż wsi poprzez świadczenie prostych usług mechanizacyjnych wykonywanych za pomocą ciągników (orki, sprzęt zbóż za pomocą snopowiązałek, koszenie traw, transport drogowy). Do końca lat sześćdziesiątych Kółko Rolnicze było kagankiem oświaty i postępu w rolnictwie, zarządzane  przez społeczność lokalną (Michał Karaczun, Władysław Butwiłowski, Piotr Cichy, Jan Żejmo, Władysław i Stefan Szostakowie, Włodzimierz Marcinkiewicz, Władysław Szymonowicz). Zaistniało też Koło Gospodyń Wiejskich, przez lata utożsamiane z kurczakami, wypożyczalnią sprzętu gospodarstwa domowego i różnego rodzaju kursami od krawieckich poczynając na gotowania skończywszy (Danuta Juszkiewicz, Stanisława Ślusarz, Krystyna Dam, Jadwiga Juszkiewicz, Józefa Juszkiewicz, Franciszka Hercuń, Stefania Tarkota, Aniela Barszczewska, Genowefa Gandurska, Maria Baszak). 

                                    Dała się też zauważyć masowa ucieczka młodych ludzi do miast (mieszkania), wieś powoli zaczęła się wyludniać (rynek pracy w pobliskich miastach był bardzo chłonny). Wówczas zmartwieniem władzy w zakresie rolnictwa było wykonanie planu skupu i kontraktacji, w tym zakresie Gminna Spółdzielnia „SCh” w Gryfowie Śląskim była monopolistą -  zarządzała skupem i zaopatrzeniem w środki produkcji. 

                                   Kontraktacja płodów rolnych w owym czasie była narzędziem w gospodarce planowej, tylko niektórzy potrafili wykorzystać zachęty jakie za sobą niosła. Rolnik w 1965 roku, mógł skorzystać z 40% bonifikaty na zakup nawozów mineralnych w przypadku rezygnacji z zakupu pasz treściwych, posiadał prawo do zaciągnięcia bezprocentowego kredytu towarowego, uzyskiwał zniżki w podatku gruntowym i miał gwarantowany bezpłatny odbiór zboża ze swojego gospodarstwa (minimum 2 tony). W tymże roku (1965), pralka Światowit z wyżymaczką posiadała cenę 2000 złotych, 100 kg paszy "T" dla tuczników można było nabyć za 285 zł, a za tonę złomu stalowego Centrozłom płacił 650 zł. 

                                     Ciekawym rytuałem była sprzedaż żywca w punkcie skupu GS "SCh" w Gryfowie Śląskim. Bydło z Ubocza najczęściej pędzono na łańcuchach, jedynie buhaje dodatkowo posiadały tzw. kółko nosowe do którego przywiązywano linkę. Coraz częściej korzystano też z furmanek, do których przywiązywano łańcuchy. Świnie ładowano na wóz konny  do tzw. klatek, podobnie drób i króliki. Żywiec bydlęcy i świński na placu skupowym był w różnym wieku i stopniu opasienia, z radością witano cielęta i młode bydło opasowe, mniej entuzjastycznie 12 - letnie krowy z wystającymi kośćmi kłębu. Cena w jednym i drugim przypadku zależała od klasyfikatora, przeszkolonego w tym względzie pracownika przemysłu mięsnego. Najpierw była kolejka, następnie klasyfikator po pobieżnym obejrzeniu zwierzęcia rysował na jego grzbiecie lub brzuchu klasę i odchodził do wykonywania innych, bardzo pilnych prac biurowych. Rolnik cierpliwie czekał, rozpoczynały się podchody i układy z klasyfikatorem. Często udawało się dojść do porozumienia, krowa z klasy III stawała się krową z II klasą, różnica klas (czasami sięgająca 20% wartości) była dzielona solidarnie na pół unikając oficjalnej księgowości. Czasami dochodziło do zgrzytów, nawet kłótni. Kończyło się to przy braku dobrej woli  tzw. oceną poubojową, na którą rolnik ani klasyfikator nie mieli żadnego wpływu - z tej formy rolnik bardzo rzadko korzystał. Inaczej postępowano ze skupem zbóż. Tu rolnik dogadywał się z magazynierem, od tego drugiego zależała wilgotność zboża i stopień zanieczyszczenia. A jak gminnej spółdzielni daleko było do planu, to magazynier przymykał oko na wszystko. Nawet na stęchłą grykę czy porośniętą pszenicę. Do końca lat siedemdziesiątych skupywano też króliki, stanowiły one poważny zastrzyk gotówki dla hodowcy amatora.                               

                                    Sporo ziemi rolnicy dzierżawili z zasobów Państwowego Funduszu Ziemi. Gospodarstw     powyżej 8 ha było niewiele (Karaczun Michał, Sarzyńska Helena, Ziablicka Anna, Matus Karol, Czaczkowski Franciszek, Karaczun Kazimierz), przeważały o powierzchni do 5 ha. Zmieniła się technologia upraw polowych, zaczęto przykładać większą wagę do przestrzegania terminów agrotechnicznych. Okres Gomułki to z jednej strony kary za opór przy wymianie ziarna siewnego, czy zakupu nawozów sztucznych, z drugiej względny dostatek nawozów sztucznych, węgla, prostych maszyn i narzędzi rolniczych (zaporą były ceny).  Rozpragowana została inseminacja bydła, która musiała pokonać wiele oporów rolników – inseminatorem był Włodzimierz Marcinkiewicz, po jego wyjeździe z Ubocza usługi inseminatorskie świadczył Jan Januszkiewicz z Rząsin. W skupie mleka (skup odbywał się w Uboczu - budynek świetlicy "Pod Lotnikiem") zwracano uwagę na czystość mleka a najbardziej na zawartość procentową tłuszczu za którą w zasadzie płacono. W połowie lat sześćdziesiątych zainstalowano w pomieszczeniu schładzarkę, obok biblioteki mieścił się magazyn pasz (kierowniczką punktu skupu przez lata była Stefania Tarkota, punkt posiadał swój samorząd w postaci Komitetu Dostawców).  Mleko samochodem wędrowało do Lubania a następnie po uruchomieniu mleczarni do Płakowic. Punkt skupu rankiem traktowany był także jako miejsce spotkań towarzyskich, rozsiewania różnych wieści i plotek, przy nim załatwiano interesy międzysąsiedzkie, uzgadniano terminy prac polowych, wymieniano się doświadczeniami. 

                               Na polach w dalszym ciągu królowała odmiana pszenicy zimowej zwana „Żelazną”, wierna w plonowaniu. Przez blisko 20 lat sadzona była "Kołobrzeska", wspaniała odmiana ziemniaków jadalnych. Przeważało bydło mleczne ras nizinno czarno - białej i polskiej czerwono - białej. Z ras drobiu zadomowiły się Rhodajlendy, Zielononóżki, Leghorny i Sussexy w grupie kur nieśnych i ogólnoużytkowych oraz wiele krzyżówek kur przeznaczonych na szybki tucz nazywanych brojlerami. Furorę robił "Mlekopan" - preparat mlekozastepczy do chowu cieląt, co odważniejsi rolnicy zaczęli przyorywać słomę zamiast jej palenia, upowszechniła się uprawa ziemniaków po mieszance żyta z wyką.  

                              Starsi wiekiem rolnicy (będący w przeważającej części właścicielami gospodarstw), byli nieufni i "odporni" na wszelkie nowinki techniczne. Sceptycznie podchodzili do koszenia zbóż snopowiązałkami ze względu na marnotrawstwo słomy (zbyt wysokie koszenie), do kombajnu zbożowego z uwagi na straty zboża podczas koszenia, inseminacji jako nieskutecznej i rozsiewającej choroby. Pod koniec dekady pojawiły się pierwsze, prywatne traktory z demobilu (Gil Stanisław, Matus Karol, Nowosielski Jan - Zetor C-25).

                            Zebrania wiejskie organizowane przez władze gromadzkie sprowadzały się w zasadzie do wyboru sołtysa, rozplanowania żywca (działanie związane z obowiązkowymi dostawami) i podpisania umów dzierżawnych. Na drogach pojawiły się wozy konne na gumowych kołach z hamulcami tarczowymi – pierwszym który we wsi dokonał takiego zakupu był Franciszek Lewandowski. 

                            Pani Genia z Jeleniej Góry dwa razy w tygodniu kupowała jajka w Uboczu  i objuczona koszami przemierzała drogę wiejską do stacji kolejowej – ceny zakupu były konkurencyjne. Podobną rolę spełniał miniajku, była to instytucja handlowa na wozie z koniem - za szmaty i butelki, skórki królicze, stare pierze i jajka można było nabyć proste naczynia kuchenne (szafliki, banieczki, patelnie i garnki oblewane, szklanki, talerze). 

                            Dodatkowym źródłem dochodów gospodyń ubockich był drób i jaja. Najczęściej własnego chowu, krzyżówek różnych odmian od mięsnych (bojlerów) po typowe nioski. Z roku na rok uznanie zdobywały sobie pisklęta rozprowadzane przez Koło Gospodyń Wiejskich. Stada liczyły od 10 do nawet 300 sztuk kur, hodowane w sposób czysto amatorski, bez ponoszenia dodatkowych środków na inwestycje (inwestycją było zagrodzenie wybiegu i dobra lampa do ogrzewania pomieszczenia). Drób i jaja przeznaczano na własne spożycie, nadwyżki sprzedawano na targach w Gryfowie Śląskim, Olszynie i Lwówku Śląskim a nawet w sklepie ubockim. Targ to utarczki z sanepidem i miejskim klientem wynikające z prób  jakości śmietany i białego sera. Ceny sklepowe były dziwne (1960), dla przypomnienia; za równowartość radia stołowego (lampowego) można było nabyć 7 ton węgla kamiennego lub 750 litrów mleka 2,5%.

 

 

 1971 – 1980   postęp  

                               Wypadki grudniowe 1971 roku dały początek wielkim zmianom. W następnym roku zostały zniesione obowiązkowe dostawy, wkrótce rolnicy ustawowo zostali objęci zaopatrzeniem emerytalnym, i ubezpieczeniem zdrowotnym. Pojawiła się możliwość oddawania ziemi we władanie Państwowego Funduszu Ziemi w zamian za emeryturę lub rentę, była też możliwość oddawania całego gospodarstwa – wówczas wzrastały kwoty świadczeń. Hektary z PFZ przez krótki okres czasu były oddawane tylko i wyłącznie w użytkowanie PGR w Olszynie, Kombinatowi PGR  w Lubomierzu lub Spółdzielni Kółek Rolniczych w Lubomierzu. W owym okresie coraz więcej mieszkańców Ubocza emigrowało ze wsi, starsi nie mieli już sił ani ochoty na prowadzenie gospodarstw rolnych. Renty rolnicze i emerytury za gospodarstwa i ziemię były w owym czasie zbawieniem, choć mają rację historycy, którzy twierdzą, że zarazem ukrytą formą likwidacji gospodarstw indywidualnych (ziemię wypadającą z produkcji należało zagospodarować). Pewnym, choć pozytywnym ograniczeniem w obrocie ziemią były tzw. uprawnienia rolnicze, czyli wykształcenie kierunkowe lub zdanie egzaminu i otrzymanie tytułu rolnika wykwalifikowanego. Wymyślono też nową formę grupowego gospodarowania - Zespoły Młodych Rolników. Miały one szansę zakupu traktora i niedostępnych innych maszyn i narzędzi rolniczych, mogły otrzymać preferencyjny kredyt umarzalny nawet w 50%. Powstały na wskroś nowoczesne wówczas obory (Józef i Zbigniew Koko, Jan Kluza, Jan Strzeżys). W wyniku wydarzeń sierpniowych 1980 roku, umożliwiono rolnikom zakup ziemi na bardzo korzystnych warunkach. W okresie 1975 - 1985 można było uzyskać kredyty inwestycyjne umarzane nawet w 50% ze spłatą na 10 czy 20 lat. Wówczas dopłacano do kwaterowego wypasu bydła, utrzymano normę obszarową (najwyżej 15 ha). Zużycie nawozów sztucznych zostało potrojone w stosunku do 1960 roku. Innowacją było dotowanie rolnictwa indywidualnego w zakresie usług chemizacyjnych (30% usługi), podobne bonifikaty wprowadzono przy transporcie i wysiewie wapna. W sklepie geesowskim za 100 jaj świeżych można było uzyskać kwotę 177 złotych i wydać ją na zakup 35 litrów benzyny lub pół kg kawy naturalnej (1972).

                           Kółko Rolnicze było w tej dekadzie aktywne do reformy administracyjnej w 1975 roku, później nieaktywne, bez maszyn i narzędzi (zostały przekazane SKR w Lubomierzu z/s w Chmieleniu). Problemem stały się usługi mechanizacyjne, czas i jakość wykonania prac.  Na polach pojawiły się kombajny  Bizon, prasy samozbierające wysokiego zgniotu do słomy, sadzarki, kopaczki przenośnikowe do ziemniaków i wspaniałe konstrukcyjnie kosiarki rotacyjne. W skupie powoli zaczęto odchodzić od wizualnej klasyfikacji bydła i trzody chlewnej na rzecz poubojowej. Coraz większą uwagę zwracano na czystość mleka, dodatkowe grosze płacono za należytą jakość (wówczas obowiązywały trzy klasy skupu - A, B, C). W 1972 roku zlikwidowany został punkt skupu mleka, odtąd wożono je do zlewni w Rząsinach (punkt skupu nr 12), wozakami byli (Bachowicz Jan, Niebieszczański Tadeusz). Powoli acz systematycznie uznanie wśród rolników zdobywała sobie kontraktacja płodów rolnych - istniały wówczas możliwości skupu nie tylko trzody chlewnej, bydła czy zboża. W Uboczu zasiewano na kilkudziesięciu hektarach len, grykę i rzepak, można było tuczyć i sprzedawać kaczki, gęsi, króliki i nutrie. Niedostępne dla ubockich rolników były maszyny rolnicze oferowane za waluty wymienialne i bony towarowe Banku PKO SA.

 

Niektóre wskaźniki statystyczne dla Ubocza z 1973 roku (w stosunku do poprzedniego zestawienia zmienił się sposób liczenia gospodarstw)

 

rok

powierzchnia użytków rolnych w ha

ilość gospodarstw

bydło

trzoda chlewna 

konie 

owce

drób

1973

1193,77

145

937

898

185

73

3561

 

 

                            Miejscem zakupu środków produkcji dla rolników z Ubocza od dziesięcioleci była GS "SCh" w Gryfowie Śląskim, składnice we Lwówku Śląskim i Lubaniu a nawet sklepy spożywczo - przemysłowe w samej wsi. Nawozy, ziarno siewne, cement, wapno kupowano w geesie, po cegłę i dachówkę jeżdżono do Bolesławca. Wóz konny i proste maszyny rolnicze nabywano we Lwówku Śląskim lub Lubaniu a nawet w Jeleniej Górze. Doskonałym i nadzwyczaj sprawnym źródłem zakupów były magazyny ościennych zakładów pracy (mniej lub bardziej oficjalnie). Wielką rolę odgrywała zapobiegliwość i pomysłowość rolnika ubockiego. Po drodze jeździły pojazdy czterokołowe (małe traktorki) z silnikiem od motocykla WSK), dostępne kosiarki konne przerabiano na traktorowe, podobnie było ze snopowiązałkami czy wozami konnymi z tych ostatnich robiono przyczepy i tzw. dwukołówki ciągnikowe. Pojawiły się dojarki elektryczne, przyspieszające udój i wyręczające rolnika w czasochłonnym udoju mleka (gospodarstwo Franciszka Cybulskiego). 

                           Era gierkowska to także przełom w technologii produkcji roślinnej i zwierzęcej. Wdrożono do masowej produkcji odmiany pszenicy krótkosłomej (Grana, Luna), niemiecka odmiana Eros biła rekordy plonów, żyto Dańkowskie Złote i Pancerne dawało plon ponad 30 q z ha. Pojawiły się bardziej skuteczne środki do chemicznego zwalczania chwastów (z rodziny Chwastoxów i Pielików), nastąpił też zdecydowany odwrót od stosowania środków pylistych (Azotox i pochodne) w zwalczaniu stonki ziemniaczanej. Popularna stała się zaprawa nasienna "T", preparat weterynaryjny do mycia i dezynfekcji wymion "Incozan", sól pastewna i polfamuxy. Pojawiły się nowalijki na ubockich stołach ze szklarni Tadeusza Matusewicza, w sklepie rozpoczęto sprzedaż mleka butelkowego.

                           Upowszechniony został kombajnowy sprzęt zbóż wynikający z braku rąk do pracy, w większości gospodarstw zarzucono tradycyjny sprzęt zbóż. Początkowo dwa a pod koniec dekady cztery "Bizony" w rząsińskim MBM-mie pozwalały na wykonanie usług, gdzie mankamentem była ich terminowość. Mimo zapisów i grafików z podziałem na wsie i rolników, podczas spiętrzenia żniw wcześniejsze ustalenia nie były egzekwowane - blisko 30% czasu pracy kombajnu marnotrawiono na przejazdy pomiędzy polami. Nie pomagały dodatkowe kombajny z lubelszczyzny i podwrocławskich PGR-ów. Przez kilka lat przejazdowi kombajnu towarzyszyły grupy rolników, oczekujących na wykonanie usługi. Dochodziło do kłótni, najczęściej pomiędzy rolnikami o pierwszeństwo usługi. Wzięciem cieszyła się młocarnia szerokomłotna, była w owym czasie doskonałym uzupełnieniem tradycyjnego sposobu sprzętu zbóż. Zmorą były wyłączenia i przerwy w dostawie energii elektrycznej.

                           W dekadzie gierkowskiej, właścicielami ciągników z demobilu (Ursus C-325, Ursus C-328, Ursus C-4011, Ursus C-355) i nowych "trzydziestek" stali się Lesław Polesiak, Jan Strzesys, Jan Herdzik, Stanisław Sieradzki, Henryk Jeziorny, Antoni Kinaj, Jan Kluza, Edward Stepecki, Tadeusz Niebieszcański, Antoni Kaczarewski, Franciszek Baszak, Marian Karaczun, Jan Słobodzian, Jan i Zbigniew Kokowie, Józef Baszak.

 

 

  1980 – 1991  prosperita  

                               Strajki 1980 roku i powstała w ich wyniku sytuacja polityczna wymusiła na władzy i obowiązującym systemie politycznym możliwość oddawania gospodarstwa innemu rolnikowi w celu uzyskania uprawnień emerytalnych lub rentowych. Zyskiwał oddający, otrzymując zwiększony dodatek do emerytury a przyjmujący ziemię mógł ją nabyć korzystając nawet z 50% bonifikaty. Zmiany te były podejmowane w wyniku sytuacji politycznej, czynnik demograficzny też zaczął odgrywać poważną rolę. Z każdym rokiem wieś się starzała, brakowało następców na roli. Od 1981 roku wzrosła opłacalność produkcji rolniczej, dwie dobre krowy co miesiąc zasilały budżet domowy jedną przeciętną płacą. Został zlikwidowany w Rząsinach (naprzeciw kościoła - Baczyńscy) punkt skupu mleka, po wielu bojach w jego zastępstwie uruchomiony został punkt w świetlicy wiejskiej, jako filia mleczarni z Płakowic (1983). Wozakami wożącymi bańki z mlekiem do Rząsin byli: Tadeusz i Dariusz Niebieszczańscy, Franciszek Polesiak, Witold Juszkiewicz. Rolnik wystawiał bańki (konwie) z mlekiem przy drodze, wozak je zabierał i zawoził do Rząsin. Po kilku latach (1989) rolnicy w Uboczu zostali pozbawieni możliwości sprzedaży mleka ze względu na likwidację dotychczasowego punktu skupu. Gospodarze z dużą ilością krów w stadzie, zaczęli wozić mleko do Biedrzychowic a następnie do Zgorzelca, gospodarstwa z 1 czy 2 krowami produkowały na własne potrzeby, a nadwyżki sprzedawały na targowiskach.  Problemem było schładzanie mleka z doju południowego i wieczornego, co przy wysokich temperaturach letnich było nie lada wyczynem - schładzarki do mleka w tym okresie były w zasadzie marzeniem. Radzono sobie przenosząc świeży udój do chłodnego pomieszczenia lub wstawiając bańki z mlekiem do strumyka lub nawet zanurzając w studni. 

                                 W dalszym ciągu głównym źródłem dochodów małych i większych gospodarstw rolnych była produkcja mleka i żywca.  Liczono się też ze złotówkami uzyskanymi ze sprzedaży mleka, sera, śmietany na targu w Gryfowie Śląskim i Olszynie a nawet owoców i warzyw (tych ostatnich posiadano 1,10 ha w uprawie zwartej z wyłączeniem upraw przydomowych - spis rolny 1982). Wzrost opłacalności spowodował zwiększenie areału uprawy warzyw - dwa lata później warzywa zajmowały już powierzchnię 5,99 ha. W dalszym ciągu z nieufnością podchodzono do pojawiających się w handlu nowych odmian drzew i krzewów owocowych, nasadzenia poniemieckie stanowiły większość w przydomowych sadach.

 

Drzewa i krzewy owocowe (Ubocze 1982) 

jabłonie

1154

grusze

355

śliwy

830

czereśnie

268

orzech włoski

44

porzeczka kolor

806

porzeczka czarna

554

agrest

1136

                                        

 

                          Była próba powołania struktur Solidarności Wiejskiej w Uboczu. Jednakże z powodu braku zainteresowania, pomysł upadł (założycielem grupy inicjatywnej był Witold Juszkiewicz, wspomagał go Edward Stepecki). W końcu został zarejestrowany Gminny Związek Kółek i Organizacji Rolniczych, jako jedyna organizacja związkowa rolników w gminie (prezesem Kółka Rolniczego w 1981 roku był Stefan Szostak). Z Ubocza, w zjeździe założycielskim rolniczego związku uczestniczyli: Daniela Juszkiewicz, Michał Karaczun, Stanisława Ślusarz, Wacława Gandurska, Genowefa Gandurska, Stefan Szostak, Adolf Buca, Lesław Polesiak, Jan Wydrzyński.  Początkowo kółkowcy rzeczywiście pełnili rolę związku zawodowego, z upływem lat funkcje związkowe jakby się stępiły, ograniczały się jedynie do kontroli zakładów gminnych pracujących na rzecz rolnictwa. 

                                         W listopadzie 1981 roku, w ratuszu gryfowskim rozpoczął swe urzędowanie komisarz wojskowy - wielu rolników liczyło na pomoc w załatwieniu wcześniej niemożliwych do załatwienia spraw. Porucznik wyróżnił się jednym: w zasadzie nie przeszkadzał, ale też i nie pomagał. Po 13 grudnia tego roku życie wsi toczyło się swoim rytmem mimo wprowadzonego stanu wojennego. Zostały ograniczone prawa obywatelskie, wprowadzone zostały zakazy swobody w przemieszczaniu się - godzina milicyjna od 22 do 6 rano. Nikt z Ubocza nie został internowany, nikogo też nie prześladowano. W innej sytuacji byli mieszkańcy Ubocza pracujący w ościennych zakładach pracy, rygory w stosunku do nich były ostrzejsze z racji militaryzacji miejsca pracy. Jedyną niedogodnością, bardzo uciążliwą, były utrudnienia komunikacyjne. Na trasie do Gryfowa Śląskiego (na wysokości "fosforów") posterunek drogowy sprawdzał dowody osobiste pasażerów (jadących do pracy, na zakupy, na targ), przypominał wszystkim o stanie wojennym, przy okazji miał uniemożliwić przedostanie się kogokolwiek obcego w strefę nadgraniczną. Godzina milicyjna w Uboczu nie była dla rolnika uciążliwa, jedynym momentem, kiedy ta godzina okazywała się za wczesną, było wesele lub inna huczna zabawa. Aby omijać restrykcje dekretu o stanie wojennym, w urzędzie gminy załatwiano specjalne pozwolenie. Następstwem sankcji gospodarczych zachodu i niewydolności polskiego przemysłu były braki na półkach sklepowych. Brakowało wszystkiego, kwitł handel wymienny, wtedy nie kupowano a załatwiano. Problemem numer jeden stanu wojennego było zaopatrzenie w środki produkcji (nawozów, węgla, środków ochrony roślin) było niewiele, powołano komisję która nadzorowała pracę GS-u i rozdzielała w oparciu o niezbyt precyzyjne kryteria (od 1985 Inspekcja Robotniczo – Chłopska). Uruchomiona została sprzedaż na talony dla rolników za sprzedane zboże i żywiec. Na czas żniw, wieś otrzymywała przydział wody mineralnej i na imienne listy konserwy mięsne. Sprzedaż maszyn i narzędzi rolniczych kontynuowano w oparciu o wartość produkcji sprzedanej Gminnej Spółdzielni "SCh" w Gryfowie Śląskim - dane ewidencjonowano. Skupywano wszystko bez względu na jakość. Światło dzienne ujrzała nieudana pożyczka zbożowa i niemoc - w I kwartale 1982 roku na 7 wsi w gminie gryfowskiej  przydzielono 10 baniek (konwi) 20 litrowych do mleka! 

                              Społeczne komisje nadzorowały przydziały traktorów, wapna, cementu, parników węglowych, węgla. Szerokie uprawnienia uzyskała Rada Sołecka (z sołtysem Markiem Polesiakiem jako przewodniczącym), łącznie z możliwością dysponowania niemałą ilością złotówek na rzecz wsi (w tym czasie powstał cmentarz w Uboczu).  Odpowiedzią Ubocza na braki w sklepie, kartki itp. było samozaopatrzenie w żywność i wymiana rodzinno – sąsiedzka. Nie pomogły zakazy uboju domowego, za ćwiartki i połówki świni wymieniano się na parniki, alkohol, ubrania a nawet buty. Istniały też zachęty, strategiczny rower można było kupić za sprzedaż GS "SCh" mięsa, mleka czy zboża. Wprowadzono specjalne talony upoważniające do zakupu upragnionego towaru, umożliwiono rolnikom zakup kombajnów zbożowych pochodzących z jednostek gospodarki uspołecznionej (Jan Herdzik, Ryszard Sieradzki, Marian Karaczun, Witold Juszkiewicz, Franciszek i Marek Polesiakowie).

                              Po 1982 roku rolnicy zaczęli kupować ziemię z zasobów PFZ korzystając nawet z 50%bonifikaty, karencji w spłacie skredytowanej części ceny, półrocznych rat. Zachętą był także konstytucyjny zapis o trwałości gospodarstw rodzinnych (1983) i podniesienie maksymalnej normy obszarowej gospodarstwa do 100 ha. Działania państwa w zakresie wzrostu opłacalności produkcji rolniczej nie zahamowały jednak postępującego w Uboczu spadku pogłowia zwierząt.

 

Niektóre wskaźniki statystyczne dla Ubocza z lat 1982 - 84

 

rok

bydło

trzoda chlewna 

owce

konie 

drób

1982

646

632

111

69

4259

1984

586

447

209

67

3257

 

                             Uwolnienie cen pod koniec dekady spowodowało wzrost opłacalności, po raz pierwszy od 1945 roku w takiej skali. Pewne przywileje uzyskali młodzi rolnicy - możliwość dokupowania ziemi, maszyn i narzędzi rolniczych, nisko oprocentowane kredyty.

 

1991 – 1994  regres 

                                Reformy u progu dekady, zwolnienia chłoporobotników z pobliskich zakładów pracy spowodowały nadmiar rąk do pracy. Ceny żywności stanęły w miejscu, rząd pozwolił na masowy import zboża i mięsa w celu wymuszenia przekształceń w rolnictwie. Wzrosły ceny maszyn, traktor Ursus C-330  w 1989 roku kosztował 274 tony żyta, rok później aż  485 ton, by w 1991 roku osiągnąć cenę 948 ton żyta (ceny żyta wzrosły w latach 1989-1991 dwukrotnie). Kryzys płakowickiej mleczarni odbijał się na cenach skupu mleka, były one relatywnie najniższe od lat sześćdziesiątych. Podrożały środki produkcji, ceny nawozów sztucznych odstraszały wręcz rolników do ich zakupu. Dla rządu solidarnościowego Tadeusza Mazowieckiego  w czasie cudownej transformacji (autorstwa Leszka Balcerowicza),  pojęcie chłopa i rolnika stało się na pojęciem anachronicznym, sprzecznym z duchem czasów. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, w sklepach pojawiło się niesłychane bogactwo wszelkich towarów, zagranicznych serów i win, szynek i kiełbas, makaronów i ciast, do których produkcji rolnicy polscy ani się nie nadawali, ani w ogóle nie byli potrzebni.  Znikły z obiegu urzędowe ceny skupu i sprzedaży środków produkcji.  Problemy ze skupem płodów rolnych i ich ceny spowodowały rezygnacje wielu mieszkańców Ubocza z uprawiania ziemi i hodowli zwierząt. Pojawili się pierwsi bezrobotni, początkowo z prawem do zasiłku a następnie tylko rejestrowani bez prawa do jakichkolwiek świadczeń pieniężnych lub rzeczowych. 

                                  Gminna Spółdzielnia "SCh" popadła w długi, upadła Spółdzielnia Usług Rolniczych zlokalizowana w Uboczu (nie pomógł mariaż z kamieniołomem w Wieży). Jedynym pozytywem jest wodociąg wiejski, inwestycja określana mianem stulecia (wcale nie była zasługą władz, raczej uporu i pracy mieszkańców Ubocza).

 

1994 – 2006  wieś bez rolników

                  Ubocze  dane za rok 2002

obszar wsi

grunty rolne w ha

lasy

zabudowań mieszkalnych 

1441

1013

258

305

 

                      Rok 1994 był przełomowy dla rolnictwa ubockiego. Rząd podjął starania o wejście do Unii Europejskiej. W 2001 roku zaprzestał działalności Gminny Związek Kółek i Organizacji Rolniczych z Markiem Polesiakiem na czele, wcześniej całkowitej działalności zaniechało Kółko Rolnicze w Uboczu. Ponownie wzrosło bezrobocie, to jawne z prawem do zasiłku jak i ukryte (posiadacze działek 2 ha zostali z mocą prawą pozbawieni prawa do zasiłku). Dodatkowym problemem stało się rozdrobnienie gospodarstw, większość z nich (do 5 ha) z roku na rok wycofywało się z produkcji rolniczej. Powoli źródłem utrzymania stawała się działalność poza rolnictwem (w sferze usług, pracach budowlanych w kraju i zagranicą). Znalezienie pracy przez chłoporobotników stało się coraz trudniejsze. Częściowo pomogły wyjazdy na saksy do Niemiec. Nasiliło się zjawisko ugórowania pól. Na gościńcu ubockim prędzej można było zobaczyć przejeżdżające BMW czy Toyotę niż ciągnik, były dnie i tygodnie kiedy dziecko na oczy nie widziało konia. Nastąpił drastyczny spadek pogłowia bydła, stan posiadania zbliżył się do pogłowia w końcu lat czterdziestych ubiegłego wieku.  

                         Pogłębiła się degradacja ziemi wynikająca ze sposobu jej uprawy. Zanikło wspomaganie nawożenia obornikiem, płodozmian wymuszał uprawę zbóż po sobie, spadł dobitnie odsetek pól przeznaczonych na uprawę okopowych. Zmniejszyła się uprawa ziemniaków, nawet na działkach przydomowych, na własne potrzeby. 

                         Konsekwencją wolnego rynku w rolnictwie był wymuszony wzrost plonów i wydajności oraz specjalizacja produkcji. Właścicielami największego w Uboczu (2006) gospodarstwa hodowlanego była spółka rodzinna Franciszka i Marka Polesiaka, gdzie wydajność od jednej krowy mleka  przekroczyła 6500 kg o średniej zawartości tłuszczu 3,8%, a plony zbóż przekroczyły  40 q z 1 ha. 

                          Pojawiła się nieznana kiedyś a obowiązkowa dziś kwota mleczna w przypadku gospodarstw nastawionych na chów bydła i mleko. Upadła Gminna Spółdzielnia "SCh", rolnik z konieczności musiał się podporządkować nie zawsze przejrzystej grze decydentów w zakresie skupu płodów rolnych. 

                          Gospodarstwa rolne, utrzymujące się tylko z pracy w rolnictwie zostały zmuszone do poszukiwania ciągłego rynku zbytu i walki z zagrożeniami płynącymi ze strony przetwórców i pośredników. Ustawowo zostały zobowiązane do prowadzenia buchalterii i przestrzegania wielu norm unijnych. Dopłaty unijne przeznaczane do każdego prawie hektara,  w większości były przeznaczane na konsumpcję, tylko w większych gospodarstwach na rozwój. W 2006 roku prosperowało sześć gospodarstw hodowlanych (Franciszek i Marek Polesiakowie, Marian Karaczun,  Krzysztof Sieradzki, Szczepan Herdzik , Ryszard Sieradzki, Robert Słobodzian).

                         Niekorzystnym zjawiskiem było spożycie mleka i jaj przez przeciętnego uboczanina. Dane krajowe, często przemilczane mówią o spadku spożycia, z 260 litrów w 1989 roku do 195 litrów w 1997 toku. Prawdziwym stał się fakt mniejszego spożycia mięsa w 2005 roku w porównaniu do roku 1982, kiedy to obowiązywały kartki. Po prostu wówczas były kartki i złotówki na ich realizację, dwadzieścia trzy lata później przeciętna rodzina w Uboczu była biedniejsza i mimo nadmiaru mięsa w sklepach nie było jej stać na zakup mięsa i przetworów. Modne do połowy lat dziewięćdziesiątych samozaopatrzenie zmuszone zostało do odwrotu ze względu na relacje cen, choć po 2004 roku tendencja została zahamowana. 

                                   Zmieniło się gospodarowanie w samych gospodarstwach. Tradycyjny kolczyk został wsparty komputerową bazą danych (w 2006 roku krowa była wyposażona w 4 kolczyki). Gminną Spółdzielnię "SCh" w zakresie skupu żywca zastąpiła firma Niebieszczańskich z Proszówki a w skupie zboża spółka braci Steców. Problemem stał się zbyt, upadły mleczarnie w Zgorzelcu i Bolesławcu. W 2006 roku mleko skupował Mlekpol z Radomia, cysterna zabierała je z Ubocza i wiozła do Gorzowa Wielkopolskiego. Na podstawie szacunkowych danych, wzrosły plony zbóż z 1 ha o blisko 10% w latach 2000 - 2005. Spadło zużycie nawozów sztucznych do poziomu ery Gomułki, mniej ze względu na cenę zużywano środków ochrony roślin. 

                              Zmienił się w Uboczu sposób pozyskiwania głównego dochodu gospodarstw domowych. Z pracy w pobliskich zakładach pracy i wyjazdów zagranicznych jako głównych źródeł dochodów w dalszym ciągu korzysta blisko 30% mieszkańców Ubocza. W ostatnim piętnastoleciu prawie ośmiokrotnie zmniejszyła się liczba rodzin utrzymujących się z pracy w rolnictwie. Wzrosła poważnie liczba rodzin, w których głównym źródłem dochodów jest niezarobkowa forma pozyskiwania złotówek, czyli emerytura i renta (prawie 35% gospodarstw domowych). 

                             Rodziny z gospodarstw o średnim areale znalazły się w sytuacji najgorszej. To one ucierpiały na zachodzących w Polsce i Uboczu zmianach najdotkliwiej. Przy rosnącej liczbie małych gospodarstw naturalnie zmniejszała się liczba średnich a tylko w niewielkim stopniu dużych.  Stało się tak z kilku powodów. Po pierwsze, gospodarstwa średnie (10 hektarowe), z natury nastawione na produkcje, w mniejszym stopniu korzystały z niezarobkowych źródeł dochodu i nie były wspomagane dodatkowymi kwotami z państwowej kasy (pobieranymi w postaci rent, zasiłków, emerytur). Po drugie, z uwagi na większy areał ziemi, niemożliwością było podejmowanie dodatkowej pracy zarobkowej poza gospodarstwem przez rolnika. Po trzecie, gospodarstwo jako podstawowe źródło dochodu sprawiło, że rolnik mając do wyboru wydatki na przeżycie lub rozwój, wybierał to pierwsze doprowadzając do likwidacji swojego warsztatu pracy.  

 

                                                 niektóre wskaźniki z 2005 roku

   gruntów rolnych                   - 1016                      

  ilość gospodarstw rolnych     - 140

  bydło w  szt.                           - 180 

                   w tym krowy         - 100

 trzody chlewnej                      - 230

 koni                                        -     2    Mizgier Feliks i Pujdak Franciszek

 

                              Spadła opłacalność produkcji rolniczej, w 2001 roku rolnik zarabiał o 36% mniej niż pracownik z innego sektora gospodarki narodowej. Nasiliło się bezrobocie, najgorszym było ukryte, nie wykazywane w żadnych statystykach, gdzie pozostający bez pracy był zdany na łaskę losu.  W nieco lepszej sytuacji znalazły się gospodarstwa duże (powyżej 20 ha), w których po 1990 roku konsumpcja i inwestycje szły w jednej parze, gdzie największym zmartwieniem było szukanie wyższej ceny zbytu swoich produktów. Częściowo nadwyżki siły roboczej (zwłaszcza młodzieży) w sezonie zagospodarowywała plantacja truskawek Stanisława Cybulskiego, właścicieli innych gospodarstw rolnych nie było stać na zatrudnianie siły najemnej w okresie całorocznym. 

                             Zauważyć się dała w tym okresie dbałość o zabudowania mieszkalne i gospodarcze. Bezpośrednie otoczenie domu i budynku gospodarczego w znakomitej większości było uporządkowane i cieszyło domowników i sąsiadów swą czystością i ukwieceniem.