Na mocy „Układu pomiędzy Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego a Rządem Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Rad dotyczącym ewakuacji obywateli polskich z terytorium U.S.R.R. i ludności ukraińskiej z terytorium Polski, zawartego 9 września 1944 r. i stanowiącego następstwo "Porozumienia między PKWN a rządem ZSRR o polsko-radzieckiej granicy" usankcjonowano utratę kresów wschodnich. Późniejsza konferencja w Poczdamie nic nie zmieniła, polskie kresy stały się terenem radzieckim - na długo przed jej postanowieniami rozpoczęto prace organizacyjne w celu przemieszczeń ludności polskiej i ukraińskiej.
         Jak przebiegała repatriacja1 z Nadyb czy Wojutycz ? Z przekazów rodzinnych niewiele wynika, starsi mieszkańcy Ubocza traktowali to zagadnienie jako fakt dziejowy, nad którym nie ma co się rozwodzić, brakuje też relacji pisemnych. Młodsze pokolenia posiadają wiedzę, którą można streścić następującymi słowami ”załadowali nas do wagonów, trasa wiodła przez Gliwice, wyładunek nastąpił w Stargardzie Szczecińskim a stamtąd rozwieźli nas po wioskach”. 
            Wspomniany wyżej układ spowodował powołanie Głównego Pełnomocnika Rządu R.P. ds. ewakuacji, jego odpowiednikiem na terenie Ukrainy został polski pełnomocnik w Łucku. Powołał on swoich odpowiedników w Kowlu, Włodzimierzu Wołyńskim, Rawie Ruskiej, Lwówie, Samborze, Drohobyczu, Stryju, Chodorowie, Stanisławowie, Tarnopolu, Kamionce Strumiłowej i Czortkowie. Ci z kolei powołali reprezentantów rejonowych2, między innymi w Starym Samborze (dla Nadyb i Wojutycz). Biuro pełnomocnika w Samborze miesciło się przy ulicy Hołówki 13, zatrudniało początkowo 2 pracowników, pod koniec 1945 roku 7 urzędników uwijało się przy rejestracji, wycenie majątku i załatwianiu spraw interwencyjnych u władz ukraińskich. Pierwszym przedstawicielem strony polskiej d/s ewakuacji został w Samborze inż. Michał Brzostowski, tę funkcję pełnili także Bruno Prugar, Jan Zieliński, R. Dymek, Franciszek Wytyczak. Biuro3 oprócz funkcjonowania w każdy dzień po około 10 godzin, prowadziło także nadzór nad transportami i działaniami propagandowymi. Ukraińskim odpowiednikiem polskiego pełnomocnika w Samborze był Piatow, źle oceniany przez ludność powiatu i nawet przyjaźnie ustosunkowanego polskiego delegata z racji wielu nieprzemyślanych decyzji (w jednym z meldunków pełnomocnik Jan Zieliński użył sformułowania "Pan i Władca"). Dopiero jego następca ( Trietiak) w kwietniu 1946 roku doprowadził do partnerskich relacji pomiędzy ukraińskimi władzami powiatu a polskim pełnomocnikiem – działo się to niestety pod koniec okresu repatriacji.

         Podstawowym dokumentem znanym mieszkańcom Nadyb i Wojutycz stała się instrukcja organizacyjna, rozpowszechniona w 1945 roku – najczęściej jej posiadaczami stali się przedwojenni polscy urzędnicy, sołtysi, pracownicy i działacze Sielrad4.



 

Najwięcej problemów mieszkańcom Nadyb i Wojutycz przysporzyło zdobycie niezbędnych dokumentów - władze radzieckiej Ukrainy po początkowej aprobacie dla idei repatriacji z upływem każdego miesiąca stawiały coraz więcej przeszkód natury administracyjnej. Należy też pamiętać, że spora część przyszłych osadników na polskich ziemiach zachodnich była analfebetami i tylko dzięki pomocy rodzin a zwłaszcza synów wcielonych do Armii Polskiej udało się repatriować 90% ludności narodowości polskiej. Utrudnienia stawiały też ukraińskie władze wymiaru sprawiedliwości, aresztowanie członka rodziny było częstym powodem do rezygnacji z wyjazdu - z pisma Pełnomocnika Jana Zielińskiego do N.K.W.D Drohobycz:
                     "Czy Babiak Józef, pracownik punktu buraczanego zarejestrowany 23.I.45 r rej. nr 13 wieś Wojutycze zostanie zwolniony przez N.K.W.D. bo rodzina jest przewidziana do ewakuacji..."

           Najważniejszą czynnością stawała się wówczas rejestracja. Jej terminy zostały określone w umowie - rejestracja 1.10.44 - 31.12.44, repatriacja 1.12.44 - 1.4.45. Jej terminy były przedłużane, rejestrację zakończono pod koniec 1945 roku a repatriację w lecie 46. Przyspieszenie rejestracji przyszłych repatriantów spowodowała represyjna polityka  władz ukraińskich - donosił o tym 9.O1.1945 w swoim meldunku z Sambora pełnomocnik Jan Zieliński " nastroje wśród ludności są paniczne ze względu na masowe aresztowania wśród zarejestrowanych i niezarejestrowanych". Z kolei opóźnienie w rejestracji skutkowało brakiem zgody władz radzieckich na repatriację, o wadze problemu świadczą protokoły z 9 lutego 1946 roku, z zebrań w Nadybach: 

 
 
i Wojutyczach:
 
 

Rejestracja była wówczas ważna z jeszcze jednego powodu - rządowe umowy repatriacyjne określały terminy, których strona radziecka stanowczo przestrzegała. I co najważniejsze - władze polskie na terenach zachodnich mogły się przygotować do przyjęcia repatriantów, zapewniając im gospodarstwa i początkową pomoc w inwentarzu, gotówce. Wiele zła wyrządziła czysta złośliwość losu - mężczyźni polskiej narodowości nie spieszący się z rejestracją byli powoływani do Armii Czerwonej mimo takiegoż zakazu znanego rosyjskim komisjom poborowym. Nadzieją na przedłużenie rejestracji były placówki Związku Patriotów Polskich, na zapytanie samborskiego pełnomocnika z 14.II.1946 "czy wobec zamknięcia rejestracji zainteresowane osoby powinny rozpocząć starania na wyjazd do Polski przy pomocy ZPP w Samborze" odpowiedź zastępcy Głównego Pełnomocnika Rządu R.P. kpt. Turczyna była następująca "1/ rejestrować jedynie rodziny wojskowych zdemobilizowanych bądź urlopowanych oraz zwolnionych z więzień   2/ zebrać dane ze wszystkich rejonów o niezarejestrowanych polakach za wyjątkiem wyżej wspomnianych i przedstawić mi pełne dane o tem"
Wpływ na rejestrację miały także listy od synów i mężów, walczących z Niemcami a moc swoją nabrały po zakończeniu wojny, gdy w wojsku polskim ruszyła akcja informująca o osadnictwie wojskowym. Największą jednak rolę spełniły wizyty żołnierzy (przepustki, urlopy) w rodzinnych wsiach po zakończeniu wojny a zwłaszcza zdemobilizowanych. Były też dramaty, list z sąsiedniej wsi Biskowice wcale nie jest odosobniony. Ci, co spóźnili się z rejestracją lub z różnych powodów nie mogli jej dokonać, musieli pozostać na terytorium obcego państwa aż do 1956 roku...

      Lichwa Jan
         rolnik                                                                                Do Głównego 
    we wsi Biskowice                                                           Pełnomocnika Rządu RP
     rejon Sambor                                                                           d/s ewakuacji
                                                                                                        w Łucku 
 
                                           Proszę o zezwolenie na zarejestrowanie się na wyjazd do Polski a prośbę swą motywuję następująco:
Dnia 21 sierpnia 1944 wstąpiłem do Armii Polskiej gdzie odbyłem całą kampanię przeciw Niemcom w Sudeckiej D.Piechoty jako saper skąd zostałem zdemobilizowany w dniu 30.X.1945 książka wojskowa nr 204 rozkaz demobilizacyjny  Nr 0184.
Z Polski przyjechałem do swej wioski rodzinnej Biskowice rejon Sambor Zach. Ukraina z końcem grudnia 1945  r. Wróciwszy do domu po 17 miesięcznej służbie wojskowej, przemęczony chciałem odpocząć, ponaprawiać sprzęt gospodarczy i z tych powodów nie zgłosiłem się natychmiast po przybyciu do rejestracji wraz z żoną i 2 dzieci, którzy dotychczas nie zarejestrowali się nie wiedząc co się ze mną dzieje.
W dniu 12 lutym 1946 roku zgłosiłem się do Rejonowego Pełnomocnika Rządu RP d/s ewakuacji w Samborze, gdzie Sowiecki przedstawiciel nie zezwolił na zarejestrowanie ani mnie ani mej żony z 2 dzieci mimo interwencji polskiego pełnomocnika twierdząc, że przyjechawszy w grudniu 1945 miałem dość czasu na przeprowadzenie rejestracji. Na powyższe oświadczyłem mu, że nie mogłem się jawić, ponieważ byłem chory. Na to twierdzi zażądał przedstawienia zaświadczenia lekarskiego. Będąc na wsi nie zwracałem się o poradę lekarską do żadnego z lekarzy i tym samym nie mogę przedłożyć żądanego świadectwa.
Przy zwolnieniu na dwa dni oświadczono mi, że do czasu trwania ewakuacji mam prawo jako  zdemobilizowany żołnierz do rejestracji.
W czasie demobilizacji otrzymałem z Dowództwa Sudeckiej Dywizji podziękowanie za walkę przeciw Niemcom a nadto zostało mi przyznanych 10 ha ziemi w powiecie Lwówek rozkazem 141.
Obecnie po ciężkiej walce o Polskę nie mogę z rodziną wyjechać do Ojczyzny.
 
Biskowice 13 lutego 1946 r.                                      Jan Lichwa
             

Pierwsze, żywiołowo sformowane transporty z ludnością narodowości polskiej wysyłano od grudnia 1944 r. do Ustrzyk, Rzeszowa, Jarosławia, Przemyśla, Przeworska, Sanoka. Właściwą organizację repatriacji Polaków z powiatu samborskiego rozpoczęto po zakończeniu wojny, planowo kierując repatriantów na ziemie zachodnie. W trakcie rejestracji i po jej zakończeniu pełnomocnicy mogli rozpocząć przygotowania do organizacji transportów, władze w Polsce przygotowywały tzw. punkty etapowe i miejsca docelowe osiedleń. Stacjami  załadowczymi dla rodzin z Wojutycz i Nadyb była stacja w Nadybach, zaopatrzona wówczas w rampę do załadunku ciężkich towarów, mieszkańcy Sąsiadowic załadowywali się na stacji Głęboka5. Podstawiano najczęściej wagony dwuosiowe przewidując dla każdego początkowo 16 osób z dobytkiem, zdarzały się też czteroosiowe z przestrzeganym miejscem dla 32 osób (w okresie późniejszym rzadkość - wiele wagonów było rezerwowanych dla dwóch rodzin). Początkowo transporty kierowano  do Przemyśla, Jarosławia, Przeworska, Rzeszowa, Zagórza, Sanoka, Jasła, Ustrzyk. Kolejne (od lipca 1945 r.) kierowano przez Gliwice i Katowice do Gorzowa Wielkopolskiego, Żagania, Stargardu Szczecińskiego, Szczecin Dąbie. Na przejściach granicznych stworzono punkty pomocy dla repatriantów (pomoc administracyjna i żywnościowa z racji przetrzymywania transportów przez władze ukraińskie). Na polskiej trasie przejazdu utworzone punkty etapowe ofiarowały repatriantom ciepłą strawę, chleb, kawę, pomoc lekarską.
           Wyobrażenie o atmosferze tamtych marcowych dni i skali przedsięwzięcia daje pismo pełnomocnika samborskiego, kierowane do pełnomocnika rejonowego w Starym Samborze:

                          Sambor 14. II. 1946 r
                                                                                     Rejonowy Pełnomocnik Rządu RP
                                                                                                       d/s ewakuacji
                                                                                                   R. Dymek
                                   Plan transportów na miesiąc marzec 1946 r.
                                   Nadyby 20.3.1946      50 wagonów
                                  Głęboka 15.3.1946      50 wagonów
                                  Głęboka   25.3.1946    46 wagonów
 
Kolejne dwa meldunki pełnomocnika samborskiego z 13 kwietnia 1946 roku, kierowane do pełnomocnika w Łucku są interwencją, sprawozdaniem i objawem bezsilności Polaków wobec poczynań władzy radzieckiej:
"na rampach kolejowych w Samborze, Nadybach, Głęboce i Chyrowie biwakuje i oczekuje na transport 3042 osób z inwentarzem. Zwłoka w kontynuowaniu ewakuacji została spowodowana
1/ trzy tygodniowym oddawaniem urzędowania przez tow. Piatowa tow. Tretiakowi
2/ dwa tygodnie był wstrzymany ruch Sambor - Chyrów - Zagórze"
 
"repatrianci na stacjach Sambor, Nadyby, Głęboka, Chyrów repatrianci czekają na transport 12 dni. Na rampach uwięzionych jest: Sambor 742 osób, Nadyby 700, Głęboka 1150, Chyrów 450
 
Bardziej spokojnie było latem 1946, gdy od 16 czerwca do 17 lipca 1946 do Polski skierowano tylko trzy transporty repatriantów z rejonu samborskiego:
 
rejon osób ilość wagonów koni krów świń kóz stacja załadowcza
wieś NADYBY 403 35 18 103 8 - Nadyby
wieś SĄSIADOWICE 384 33 27 109 12 5 Głęboka
wieś WOJUTYCZE 24 5 3 7 1 - Nadyby
                        

Były rodziny, które świadomie rezygnowały z repatriacji. Małżeństwa mieszane, dobra praca, przyzwyczajenie, lęk przed nieznanym - wszystkie te czynniki powodowały rezygnację z repatriacji. Z rejonu starosamborskiego (obejmującego wsie Nadyby i Sąsiadowice) i samborskiego (Wojutycze) początkowo zarejestrowano (do 15.07.1946 r.) 10077 osób, z tego ewakuowano 8747, zrezygnowało 446 osób, pozostało do ewakuacji 884. Wśród rezygnujących  wiele było rodzin uwięzionych i deportowanych w głąb Rosji po sierpniu 1944 roku (po zajęciu samborszczyzny przez armię radziecką).        
              Każdy z repatriowanych miał prawo do do zabrania ze sobą odzieży, obuwia, pościeli, produktów żywnościowych, sprzętu domowego, inwentarza gospodarczego i innych przedmiotów o łącznej wadze do 2 ton na rodzinę, a także bydło i ptactwo domowe. Fachowcom przyznawano również prawo do przedmiotów niezbędnych do wykonywania ich zawodu (narzędzia stolarskie, kowalskie, snycerskie, szewskie itp.). Rygorystycznie zakazywano wywozu gotówki powyżej 1000 rubli na osobę, metali szlachetnych w stopach, proszku i złomie, nie obrobionych kamieni szlachetnych, kolekcji i egzemplarzy dzieł sztuki, jeśli nie stanowiły własności rodziny przesiedlanego, broni (poza strzelbami myśliwskimi) i rynsztunku wojskowego, mebli, samochodów i motocykli, fotografii (poza zdjęciami osobistymi), planów i map. Dobytek musiał zostać opisany i oszacowany, a jego równowartość miała być zwrócona przesiedlanym zgodnie z przepisami obowiązującymi w kraju osiedlenia. Według założeń z września 1944 r. kontrolę wywożonego dobytku miało sprawować Biuro Pełnomocnika RP i radziecki odpowiednik w ograniczonym zakresie. Jednak z upływem miesięcy władze radzieckie coraz częściej dokonywały kontroli mienia na dworcach kolejowych - osławioną stacją był Chyrów, gdzie odjazdy transportów do Polski w sporej ilości przypadków repatrianci regulowali uiszczając sporej wielkości łapówki pieniężne enkawudzistom a nawet ukraińskiej obsłudze stacji.
     Innym zagadnieniem był wywóz mienia kościelnego z terenu powiatu samborskiego. Umowa stwierdzała jasno, że wyposażenie kościołów podlega ewakuacji. Miejscowe władze ukraińskie oficjalnie nie negowały tego stwierdzenia a w praktyce go bojkotowały twierdząc, że kościół stanowi mienie państwa radzieckiego. Zachowały się jedynie protokoły zdawcze mienia kościelnego w Brześcianach, Chyrowie, Starym Samborze, Starzawie i Turku, nic nie wiadomo z zasobów archiwalnych o mieniu z kościoła w Wojutyczach. Osławiony tow. Piatow z Sambora prawie do końca swego urzędowania nie respektował zarządzeń w sprawie wywozu dóbr kościelnych.
           Transporty repatriantów z samborszczyzny po czerwcu 1945 roku kierowano na tzw. Ziemie Odzyskane. Większość z nich rozładowywano w Stargardzie Szczecińskim i Szczecinie Dąbiu z myślą o zasiedleniu wyludnionych terenów pasa Pomorza Zachodniego. Ziemia lwówecka była przewidziana na osadnictwo wojskowe i w początkowym okresie respektowano ściśle plan zagospodarowania powiatu. Pod koniec 1945 roku i w pierwszej połowie 1946 roku zdemobilizowani żołnierze (najczęściej z 10 Dywizji Piechoty) jako pierwsi osiedlili się w Uboczu. Pisali listy i miesiącami oczekiwali na rodziny, pod jednym dachem z wyczekującymi na przesiedlenie Niemcami. Wkrótce z Bobrowic (obecnie Siedlęcin), Stargardu Szczecińskiego, Szczecina Dąbie, Gorzowa Wielkopolskiego, Żagania, Bolesławca,
Górnego Śląska, wiosek Pomorza i Kotliny Kłodzkiej ściągano bliskich i sąsiadów - końmi, transportem samochodowym Wojska Polskiego, przygodnym z sojuszniczej Armii Czerwonej, czasem kolejowym. Okres osiedlania się osadników wojskowych i repatriantów został w zasadzie zakończony zimą 1947 roku, gdy ostatnie rodziny nadybsko - wojutyckie na stałe osiadły w Uboczu.   


1  Początkowo  używano pojęcia ewakuacja,, po kilku miesiącach od podpisania umów międzypaństwowych, władze polskie rozpoczęły używać pojęcia repatriacja.
2Przed 1939 rokiem, administracyjnie Nadyby i Wojutycze należały do gminy Biskowice a Sąsiadowice tworzyły samodzielną gminę wiejską.  Miejscowości te należały łącznie ze Starym Samborem do  powiatu Sambor. Obecnie Nadyby i Sąsiadowice należą do rejonu Stary Sambor a Wojutycze i Biskowice do rejonu Sambor.
3  Bolesław Zygadłowski (referent szacunkowy) został 27.01.1945 r. postrzelony przez nieznanego sprawcę przed swoim mieszkaniem.
4  Sielrada - radziecki odpowiednik polskiej gminy wiejskiej.  
5  Stacja kolejowa na trasie Sambor - Chyrów. Sąsiadowice nie posiadały własnej stacji kolejowej.


Tekst napisałem korzystając z dokumentów zespołu nr 527/0 AAN (Rejonowego Pełnomocnika Rządu RP do Spraw Ewakuacji Ludności Polskiej z Ukraińskiej SRR w Samborze,1944-1946).
Warszawa-Poznań październik 2009