Ludzie zejdźcie z drogi, bo... 

                   Starszym łza się w oku kręci na wspomnienie o poczcie ubockiej. Aby przedstawić jej dzieje, należy się cofnąć do 1883 roku, kiedy to została utworzona stacja pocztowa w Uboczu mieszcząca się w budynku nr 129 (dziś tzw. dom nauczycielski). Rok później została wzbogacona o telegraf, w następnych latach wyposażono stację w wóz pocztowy z trąbką. Pierwszym szefem był Otto Gloge, pomagała mu córka Hanna. W międzyczasie utworzono drugą stację pocztową (agencję) – mieściła się w domu nr 295 (tuż przed rozdrożem lwówecko-gryfowskim, w domu Andersów). Była ona przeznaczona tylko do obsługi interesantów, służbę pocztową obsługiwała w dalszym ciagu stacja w Uboczu Środkowym. Należy też wspomnieć o trzeciej placówce pocztowej - pieczęć Euphrosinental. 

 

List z pieczęcią i lakiem placówki pocztowej w Uboczu 1884

 

                         Obsługiwała mieszkańców Ubocza Górnego w kierunku Gryfowa Śląskiego. Nie miała stałej siedziby, punktem pocztowym była osoba ją obsługująca (Sauer, Renner, Schwaten). W wyniku reorganizacji poczty niemieckiej, poczta w Uboczu od 1923 roku miała status agencji, przez krótki okres czasu rozwożono i dostarczano pocztę bezpośrednio z Gryfowa do domostw ubockich. Po 1931 roku, placówka pocztowa w Uboczu poprzez listonoszy obsługiwała dwa okręgi: pierwszy od szkoły przy kościele, poprzez Ubocze Górne w kierunku Gryfowa Śląskiego, a drugi od szkoły w kierunku Olszyny wraz z Kolonią. W 1942 roku przeniesiono pocztę do budynku nr 255 (powojenna siedziba poczty), od maja 1945 do lipca 1946 Ubocze było pozbawione poczty - sporadycznie wypełniał swoją rolę Urząd Pocztowy w Gryfowie Śląskim (Gryfogórze). Pocztę niemiecką szmuglowano ze strefy za Zgorzelcem dzięki „uprzejmości” szoferów armii radzieckiej, polskie przesyłki dla Ubocza obsługiwał Gryfów Śląski. Listonoszem najbardziej lubianym w Uboczu był Herbert Kretschmer, obsługujący uboczan od 1931 do 1945 roku.

          Z początkiem 1945 r., z chwilą rozpoczęcia ofensywy styczniowej, przed Rządem Tymczasowym stanęło zadanie jak najszybszej odbudowy i zagospodarowania kraju. Przedsięwzięcia Ministerstwa Poczt i Telegrafów, które miały na celu zorganizowanie polskiej poczty na Dolnym Śląsku, z przyczyn obiektywnych uległy także pewnemu opóźnieniu. Na terenach tych trwały bowiem do kwietnia 1945 r. działania wojenne, a sam Wrocław zajęty był przez broniący się garnizon niemiecki. Grupa operacyjna skierowana na te tereny przez ministerstwo obrała sobie za tymczasową siedzibę Legnicę. Po wyzwoleniu Wrocławia w maju 1945 r. utworzono tam DOPiT dla Dolnego Śląska. Pierwsze stawki taryfowe dotyczące przesyłek listowych, listów wartościowych, czasopism, paczek do 5 kg i przekazów pocztowych ustalono 1 sierpnia 1944 roku, pierwsza taryfa zawierała zaledwie 7 pozycji usługowych. Z biegiem czasu, w miarę postępującej normalizacji życia i usprawniania środków łączności, poczta wznowiła dalsze usługi i świadczenia. Z dniem 1 września 1945 r. rozszerzono zakres usług do poziomu sprzed września 1939 r. Wprowadzono listy o wadze 2 kg, miejscowe wezwania płatnicze, druki bezadresowe i druki–ulotki. Wagę paczek podniesiono do 20 kg oraz wprowadzono dodatkową usługę „ekspres”. W zakresie obrotu pieniężnego, duże znaczenie miało przejęcie na nowo obrotu czekowego i oszczędnościowego Pocztowej Kasy Oszczędności. Poczta stała się także instytucją o charakterze bankowym, odbierającą gotówkę z wielu instytucji i urzędów. Za pomocą przekazów czekowych poczta wypłacała renty i emerytury. W 1946 r. Poczta Polska nawiązała współpracę z państwowym przedsiębiorstwem „Polskie Radio”. Urzędy i agencje rozpoczęły rejestrację abonentów radiofonicznych, wydawanie zezwoleń na zakup, posiadanie i używanie urządzeń odbiorczych oraz inkasowanie opłat radioabonamentowych.

          W pierwszych dwóch latach powojennych w zasadzie żadna placówka pocztowa nie dysponowała właściwymi rekwizytami w postaci datowników, plombownic czy stempli. Używano na ogół przedwrześniowych pieczęci urzędowych z orłem w koronie, kasowników poniemieckich, stempli gumowych z nazwą urzędu i odręcznie dopisaną datą nadania przesyłki. W Uboczu ponad rok używano stempla (datownika) z napisem Schosdorf. Nie mniej dokuczliwym mankamentem, zarówno dla personelu urzędów jak i klientów, był powszechny brak znaczków. Co prawda we wrześniu 1944 r. ukazały się pierwsze znaczki wydrukowane w kraju, ale ich nakład szybko się wyczerpał. Opłacanie gotówką usług pocztowych było więc zjawiskiem częstym.

           Prawidłowe funkcjonowanie placówek pocztowych utrudniała także cenzura wojenna. Została ona wprowadzona zarządzeniem kierownika resortu bezpieczeństwa publicznego z 8 października 1944 r. na podstawie przepisów obowiązujących jeszcze we wrześniu 1939 r. W pierwszym sprawozdaniu z działalności punktów cenzury za listopad 1944 r. podano, iż przejrzano 710 tys. listów i telegramów. Zakrojona na tak szeroką skalę cenzura rzutowała na szybkość i sprawność wykonywania czynności przez urzędy pocztowo–telekomunikacyjne. Ostatecznie cenzurę zniesiono dopiero dekretem z 13 września 1945 r. (ponownie cenzurę przesyłek pocztowych wprowadzono na krótko po wprowadzeniu  "stanu wojennego" w 1981 roku).

          W wielu okręgach w 1945 r. wymiana ładunku pocztowego była dokonywana systemem sztafetowym, poprzez posłańców wędrujących od urzędu do urzędu, agencji lub placówki posiadającej połączenia samochodowe lub kolejowe. Działo się tak m.in. w okręgu wrocławskim gdzie na traktach bocznych przewóz poczty odbywał się raz lub dwa razy w tygodniu rowerem lub pieszo.. Rady narodowe zobowiązano do udzielania PPTiT pomocy w zakresie przesyłek pocztowych. Spoczywał na nich obowiązek dostarczania podwód szarwarkowych oraz posłańców pieszych, rowerowych i konnych. Na terenach nie objętych miejscową służbą doręczeń, starostwa zobligowano do wyznaczania terminu i miejscowości, z której miano delegować gońca do terenowej placówki pocztowo–telekomunikacyjnej. Obowiązek wysyłania posłańców po przesyłki pocztowe, dla jednej lub kilku gmin, leżał bezpośrednio w kompetencjach władz gminnych i gromadzkich. Ustalały one opłaty za pobierane i doręczane przez gońców, listy i paczki. Od 1946 r. wcielono w życie zasadę zależności rodzaju transportu przesyłek od kategorii placówek pocztowych. Pomiędzy urzędami utrzymywano połączenia głównie za pośrednictwem samochodów, pomiędzy urzędami a agencjami i pośrednictwami zaś poprzez szarwarki lub posłańców rowerowych bądź pieszych. W miarę upływu lat, poczta zaczyna korzystać z nowszych narzędzi usprawniających pracę, zwłaszcza placówek pocztowo-telekomunikacyjnych. Każda z nich jest wkrótce wyposażona w telefon, usprawniony zostaje obieg poczty, listonosze zaczynają otrzymywać przydziały i ekwiwalenty. Sytuacja zaczyna normalnieć.

          Wpierw listonosze otrzymywali pocztę w Gryfowie Śląskim, skąd ją rozwozili i roznosili po zagrodach. Po powstaniu placówki w Uboczu, przesyłki zbiorcze nadawane z kierunku jeleniogórskiego lub lubańskiego były sortowane na miejscu i po godzinie listonosz najczęściej z rewiru Ubocza Dolnego i Rząsin ruszał w trase. Drugi listonosz, który był zarazem kierownikiem placówki, po obsłużeniu klientów wyruszał z podobną misją w kierunku Gryfowa Śląskiego. Od 1946 roku listonoszami dla Ubocza byli:                                

Antoniów Edward

Cichosz Józef 

Iwiński Jan 

Jasiński Kazimierz 

Kaczarewska Elżbieta 

Kościukiewicz Henryk 

Maksymow Stefan

Porzuc Władysław 

Romanowski Józef

Woźniak Jan 

          Do 1990 roku, listonosz w Uboczu zawsze kojarzył się z torbą i pakunkami przytroczonymi do roweru. Ciężar listów, przesyłek, pakietów, gazet nierzadko przekraczał 30 kg. W przypadku trasy Ubocza Górnego do przejechania miał prawie 15 km, zaś Ubocze Dolne i Rząsiny to prawie 20 km. Mało kto dziś pamięta, że istniała popularna prenumerata prasy przez pocztę, że były tytuły (Tygodnik Powszechny, Kobieta i Życie, Przyjaciółka, Przekrój i wiele podobnych) na które obowiązywał limit w obrębie danej placówki pocztowej. Najczęściej w Uboczu prenumerowano: ”Gospodyni, Przyjaciółka, Gazeta Robotnicza, Chłopska Droga, Gromada Rolnik Polski, Zielony Sztandar, Świerszczyk, Płomyczek, Nowa Wieś. Przez lata nie było możliwości prenumeraty Tygodnika Powszechnego, tylko w przypadku gdy ktoś z abonentów zrezygnował nie przedłużając umowy.

          Poczta to także obsługa telegraficzna, czyli po prostu dostęp do telefonu. Pierwszym po wojnie dostępnym telefonem był aparat w Urzędzie Gromadzkim w Uboczu - w sołtysówce, dzisiejszym domu "Pod Kasztanami" o numerze 13. W godzinach urzędowania placówki można było zadzwonić, nadać telegram. A i wieczorem lub w nocy często i gęsto korzystano z pocztowo-prywatnego telefonu w nagłych przypadkach. Trzeba wiedzieć, że przez dziesiątki lat w Uboczu telefonem w mieszkaniu prywatnym mogli się pochwalić Butwiłowscy, Żejmowie, Kłodniccy, Filowie, Szymonowiczowie, w okresie póżniejszym rarytasem telefonicznym zostali zaszczyceni sołtysi i W.Marcinkiewicz. W firmach ubockich telefon posiadała szkoła podstawowa, biblioteka, Kółko Rolnicze, restauracja „Myśliwska”. Pierwsze zmiany na lepsze nastąpiły dopiero po przełomie solidarnościowym. Najpierw dzięki pomocy Ryszarda Dubaniewicza, wówczas pracującemu w placówce olszyńskiej udało się założyć we wsi od strony Olszyny kilkadziesiąt telefonów. Wkrótce dołączyli do nich abonenci z Kolonii, a po kilku latach cała wieś, która została podłączona do centrali gryfowskiej.

          Listonosze mieli obowiązek dostarczania telegramów pilnych bez względu na porę dnia i nocy (tylko w krótkotrwałych okresach funkcję tę przejmowała poczta gryfowską. Byli także obszernym źródłem informacji i zwiastunami dobrych wieści zwłaszcza, gdy wiązały się one z przekazami pieniężnymi. Ich środek lokomocji, czyli rower otrzymywali w ramach przydziału, obłaskawianie psów należało do ich obowiązków społeczno-prywatnych. Dla osób samotnych niejednokrotnie stanowili jedyną formę kontaktu ze światem zewnętrznym i możliwość przekazania skarg i zażaleń. Jednym słowem: listonosz to instytucja urzędnika, pocieszyciela, bankiera, doradcy, gońca a nawet chodzącego kiosku. Czegoż on nie roznosił od 1946 roku? Listy, paczki, czasopisma, pieniądze, nakazy, zawiadomienia urzędnicze i sądowe, telegramy. U niego można było kupić znaczek pocztowy, podać list do wysłania, zaopatrzyć się w kartki świąteczne i kalendarz a nawet bezpłatnie przekazać wiadomość z jednego końca wsi na drugi.W przypadku wielkiego strapienia gospodarza domu, którego odwiedzał, musiał u niego przysiąść i spróbować geesowskiej czerwonej lub odrobinę dopiero co rozlanego napoju własnej produkcji. Musiał być odporny na wszelkiego rodzaju niepogody, a w razie dłuższego „obchodu” umieć współpracować z rowerem i niemiłosiernie ciążącą torbą tak, aby pojazd służył także do podpierania strudzonego i zmęczonego listonosza.

          Dziesięciolecia pracy poczty ubockiej to także wymierna pomoc mieszkańcom. Ileż to razy listonosze chronili przed płaceniem mandatów, wpisując na wezwaniu „adresat nieznany” .Zdarzały się też często „przypadkowe” dostarczenia wezwania z jedno czy kilkudniowym opóźnieniem. Niejednokrotnie drobne, nieistotne przekręcenie imienia lub nazwiska w adresie listu urzędowego też służyło wpisaniu powyższej adnotacji. Nieprzyjemności wynikające z „sumiennej” pracy listonoszy jakoś zawsze uchodziły bezkarnie. Trzeba też pamiętać, że to listonosz zawiadamiał i uprzedzał krążących po wsi różnorakich komisji kontrolnych, począwszy od leśnych na strażackich skończywszy. Zdarzały się też i narzekania. A to renta trafiła w lewe ręce synalka, a to gazeta znalazła się u sąsiada lub listy wylądowały w pobliskim rowie. Były to przypadki skrajne, nie rzutujące na ogólną ocenę pracy listonoszy.

          Obraz listonosza, torby i roweru zburzyła reforma w połowie lat 80-tych, kiedy to wieś wyposażono w skrzynki pocztowe, a rower został zastąpiony „Trabantem” i następnie przez „Cinqiecento” z rozwożącym pocztę Janem Woźniakiem. Jedynie przesyłki za pokwitowaniem odbioru i paczki zmuszają nowoczesnego doręczyciela do bezpośredniego kontaktu z adresatem. Kolejne reformy gospodarcze kraju wymuszają na Poczcie Polskiej oszczędności. Ich rezultatem, mimo prób obrony placówki pocztowej, jest likwidacja placówki w 2000 roku. Wkrótce powstaje ajencja w sklepie Henryka Jeziornego. Wobec telefonizacji wsi, rozwoju różnorakich źródeł komunikowania się, rola poczty i listonoszy ulega ciągłej stagnacji. Obowiązki placówki ubockiej przejmuje poczta gryfowska.

          Dzisiejsza praca poczty jest o wiele sprawniejsza, bardziej urzędnicza, bez tego folkloru towarzyszącego listonoszowi od 1946 roku do połowy lat osiemdziesiątych. Lokal placówki pocztowej sprzedany, wysłanie paczki to koszty wyjazdu do Gryfowa Śląskiego, niektóre funkcje pocztowe po prostu zamierają. Nowoczesność sama zmienia nasze zachowania, dostosowuje je do realiów życia codziennego. Kto chce i mając w domu telefon i komputer może nie wychodząc z domu wysyłać prowadzić obsługę konta w banku nadawać i odbierać faksy, kupować towary. Zmierzch poczty, jej podstawowych funkcji zdaje się być nieuchronny.