Zryw w kronikach          60 - lecie         Statut          Tabele          Po przerwie

 
                              

         

                  Najstarszą organizacją w Uboczu powstałą po drugiej wojnie światowej jest koło LZS "Zryw", nieprzerwanie działające przez ponad pięć dziesięcioleci. Od 1950 roku, poprzez zamordyzm ekipy Bieruta, odwilż Gomułki, sukces Gierka, spokój Jaruzelskiego, solidarnościowe reformy i lewicowe kontynuacje  -  "Zryw" łączył wokół siebie starszych i młodzież bez względu na przynależność partyjną. W tej ponad 50-letniej historii koła były wzloty i upadki, lata sukcesów i zastoju. O tym fenomenie ubockim krążą legendy, wymienia się dziesiątki działaczy i setki zawodników. Wielu z nich już odeszło, wielu mieszka w różnych regionach kraju, wielu wyłączyło się z aktywnej działalności. Ale mimo wszystko łączyło i łączy ich jedno: LZS.

                   Początki koła sportowego w Uboczu sięgają 1950 roku, kiedy to grupa młodych entuzjastów sportu postanowiła zawiązać własny klub sportowy z myślą oczywiście o kopanej piłce. Zrazu pod płaszczykiem "Samopomocy Chłopskiej", na krótko w szponach "Służby Polsce", aby wkrótce przejść pod Zrzeszenie Ludowe Zespoły Sportowe. Najstarszy dokument w historii koła, to rejestracja Ludowego Zespołu Sportowego "Zryw" 27 kwietnia 1950 roku w radzie sportu wiejskiego - działającej wówczas przy lwóweckim Związku Samopomocy Chłopskiej.

Pierwszy Zarząd Koła LZS tworzyli:

                                     Polesiak Tadeusz             - prezes

                                     Ignatowicz Antoni            - v-ce prezes

                                     Tyc Kazimierz                  - sekretarz

                                     Waniowski Jan                - skarbnik

                                     Buca Adolf                       - członek zarządu

                                     Gulina Dionizy                 - członek zarządu

                                     Kostyk Jan                      - członek zarządu

                    Pierwsze kroki w pracy LZS-u to znalezienie terenu pod boisko sportowe, co nie było rzeczą łatwą z uwagi na pagórkowatość wsi jak też status prawny większości areału. Zrezygnowano z placu znajdującego się tuż przy torach (Sportplatz), zaakceptowano pochyły teren, wówczas przeznaczony na tor przeszkód dla organizacji młodzieżowej "Służba Polsce". Po załatwieniu odpowiednich formalności w gminie ubockiej, plac zaczęto użytkować zgodnie z przeznaczeniem.

                Początkowo zdziwienie, zaskoczenie, najróżniejsze reakcje ludzi na widok młodzieży próbującej grać w piłkę, biegać, skakać, ścigać się na rowerach. Na tym pochyłym terenie, bez strojów, podstawowego ekwipunku. W 1952 roku ze składek członków koła zakupiono 4 pary rękawic bokserskich, w efekcie były rozbite nosy i poobijane głowy. Prośby  koła słane do Rady Wojewódzkiej LZS o zakup kolejnych rękawic były odrzucane z uwagi na brak rejestracji i badań lekarskich - nie pomogła nawet interwencja działaczy i zawodników w miesięczniku "Koło Sportowe". Wszystkie spartakiady gminne i powiatowe,  dobrowolne i "nieodzowne" odbywały się z udziałem młodzieży ubockiej. Do piłki nożnej i lekkoatletyki dołączył tenis stołowy, sport szachowy a przez krótki okres czasu sport dla siłaczy, czyli podnoszenie ciężarów. W tej właśnie dyscyplinie sportowej Ubocze zostało zapewne odnotowane w kronikach Zrzeszenia LZS z uwagi na 8 miejsce w Mistrzostwach Polski wywalczone przez Zygmunta Bleszcza. Owszem, zdarzały się pojedyncze wyniki liczące się  w skali Dolnego Śląska  - przede wszystkim w lekkiej atletyce. Jednakże podstawowym zadaniem koła LZS "Zryw" było organizowanie rozgrywek na szczeblu wiejskim i uczestnictwo w zawodach gminnych lub międzygminnych. Nikt nie myślał o budowaniu sportu wyczynowego, chociaż ambicją było wygrać we wszystkim ze swoimi rywalami.     

                     W latach pięćdziesiątych Zryw uczestniczył w modnych wówczas spartakiadach. A to z okazji 1 maja, 22 lipca, dożynek itp. Powiatowe i wojewódzkie. Organizatorzy zapewniali transport - najczęściej samochód ciężarowy z ławkami, zawodnicy z rodzinami gramolili się do "paki" i samochód ruszał ze śpiewem. Na miejscu rozgrywano zawody, najczęściej piłkarskie, i lekkoatletyczne. Startowali prawie wszyscy jadący, chłopcy i dziewczęta pamiętając, że w efekcie jest szansa na dosprzętowienie koła przez władze gminne czy powiatowe. Powrót ze śpiewem, tym głośniejszym im wyższa była lokata w zawodach. A pomiędzy zawodami czy rozgrywkami piłkarskimi w klasie "W" lub "C" mozolny  remont strojów piłkarskich przy niezapomnianej pomocy pana Zygmusia i "Kiepury", wiejskich entuzjastów piłki nożnej i szewców od piłek i butów piłkarskich. Buty były wykonane z prawdziwej skóry, sznurowane, podbijane kołkami ze skóry, mocowane gwoźdźmi. Nierzadko z buta zamiast skórzanego kołka w podeszwie wystawały gwoździe. Piłki były skórzane, sznurowane, z dętką. W sklepach można było zakupić zapasowe dętki za grosze, do sznurowania często używano skóry z bata do poganiania koni. Do ochrony nagolenników stosowano cienkie deseczki, odpowiednio profilowane. Szatnią było boisko, zadaniem szczególnym było pilnowanie odzieży zawodników. A największym problemem był konflikt z właścicielami gruntów okalających boisko. Często były zabierane piłki, setki razy przerywano mecz z powodu braku piłki.

                    Epoka Gomułki, to zwiększona troska o sport na wsi. Inne jest nastawienie władz gminnych czy powiatowych do tego zagadnienia, zresztą do elity kierowniczej dołączają ludzie młodzi, z dopiero co ukończonymi szkołami. We wsi zaczęło się mówić o prawdziwym boisku sportowym. Nasiliły się rozmowy miejscowych działaczy i sportowców z kadrą kierowniczą gminy i powiatu. Przedstawiono projekt urządzenia boiska tuż przy świetlicy "Pod Lotnikiem", pomiędzy świetlicą a strumykiem Olszówką. Teren równy, doskonała lokalizacja. Projekt upadł ze względu na upór właścicieli gruntów, mimo proponowanych gruntów zastępczych. W 1966 roku powrócono do starej lokalizacji i zaplanowano zniwelowanie pochyłości. Wystąpiły problemy z zarządcą linii energetycznych. W końcu plan zaakceptowano, uzyskano poparcie  Tadeusza Horaka -  wówczas przewodniczącego Gromadzkiej Rady Narodowej w Uboczu, który wespół w prezesem koła LZS "znalazł" dodatkowe środki finansowe w Radzie Wojewódzkiej LZS we Wrocławiu (drogę do źródła wskazał Jan Kolanko). Ponieważ nie było szans na ujęcie modernizacji boiska w planach inwestycyjnych, wystąpiono z projektem przeprowadzenia robót w czynie społecznym. Przesunięcie około 7000 m³ ziemi stało się faktem. Koparko - spycharka, opłacana częściowo złotówkami zarobionymi na zabawach, częściowo wykonując fikcyjne prace na rzecz gminy pracuje w dzień i w nocy. Do pracy z łopatami włączyli się sportowcy, działacze, mieszkańcy wsi. Wykonano w pośpiechu drenaż boiska, gdzie popełniono wiele błędów widocznych do dnia dzisiejszego (zbyt cienka warstwa żwiru nad sączkami  i niezachowanie odpowiedniego spadu). Wiele pomógł w końcowym etapie urządzania boiska Andrzej Szuniewicz, ówczesny przewodniczący Gromadzkiej Rady Narodowej w Uboczu i Bronisław Franczyk z Rady Powiatowej Zrzeszenia LZS we Lwówku Śląskim.

                       Lata sześćdziesiąte to nie tylko piłka nożna. Obok niej istniały sekcje piłki siatkowej, lekkiej atletyki, tenisa stołowego, brydża, podnoszenia ciężarów, szachów. Piłkarze w 1963 roku zdobyli mistrzostwo powiatu LZS i pierwsze miejsce w rozgrywkach klasy W. Siatkarze z mniejszym powodzeniem uczestniczyli w rejonowych zawodach o Puchar Dziennika Ludowego. Dwóch lekkoatletów zaliczyło starty w powiatowej klasie A. Największe sukcesy odnosili sztangiści, na Mistrzostwach Powiatu "Zryw" zdobył 5 pierwszych miejsc - dwóch juniorów zostało powołanych do kadry wojewódzkiej przygotowującej się do Mistrzostw Polski.

                       Wieś w dominację propagandy sukcesu wkroczyła z nowym boiskiem (1971). W miarę wyrównanym, zdrenowanym. I z palącą się do gry młodzieżą z roczników 1950-1956. Nawieziono ziemię, posiano trawę. Boiskami zastępczymi stał się plac przy szkole podstawowej nr 2 w Uboczu i placyk na Kolonii, otoczony ruinami zabudowań gospodarczych. Prawie codzienne przeprowadzano treningi. Wykorzystując wielką wolę współdziałania doświadczonych działaczy z młodzieżą i entuzjazm, przystąpiono do realizacji kolejnych czynów społecznych. Ogrodzono boisko, zainstalowano kilka rzędów ławek na naturalnej trybunie, przywieziono wagon kolejowy do pełnienia funkcji szatni (przy dużej pomocy Antoniego Mizgiera). Utwardzono drogę dojazdową do boiska. W połowie lat siedemdziesiątych LZS odniósł wiele piłkarskich sukcesów, najważniejszym była możliwość wystawienia dwóch drużyn seniorów, gdzie o miejsce w pierwszej jedenastce toczono rywalizację. Co prawda, w miarę upływu lat niejednokrotnie  ustalano skład drużyny piłkarskiej z łapanki.  Jak to w sporcie bywa, sprzedawano też do Gryfowa Śląskiego czy Olszyny Lubańskiej najlepszych zawodników, najczęściej za transport lub sprzęt sportowy. Kupowano i sprzedawano mecze, gdzie taryfą były butelki z napojami. Dzięki pochodom pierwszomajowym epoki Gierka zawodnicy otrzymali dresy sportowe i wiele sprzętu sportowego. Mimo reorganizacji sportu w gminie, dzięki uporowi działaczy "Zrywu", zawodnicy występowali cały czas pod znaczkiem Zrzeszenia LZS. Powstała sekcja badmintona, organizowano rozgrywki wiejskie w szachach, kometce, tenisie stołowym, biegach itp. Zakończeniem ery były obchody 30-lecia LZS-u. Impreza przygotowana z rozmachem, której nie przeszkodziła nawet paskudna pogoda.

                       Współdziałanie starszych mieszkańców wsi z młodzieżą to nic innego jak koleżeństwo i partnerstwo. Ci starsi to działacze sportowi a młodzież to zawodnicy. To właśnie działacze organizowali różnymi, dziwnymi sposobami pomoc dla koła -  finansową, sprzętową, transportową. Każdy z nich był wybierany a następnie oceniany i rozliczany. Różnie to bywało, lecz całościowo należy stwierdzić, że każdy z nich wnosił do działania koła swoje pomysły i zaangażowanie, bez względu czy był wybierany do zarządu czy też pozostawał poza jego składem. Te setki zabaw zorganizowanych dla potrzeb LZS-u wymagały poświęcenia każdorazowo co najmniej kilkunastu ludzi. Byli honorowani odznaczeniami elzetesowskimi, uściskiem dłoni notabla z gminy czy powiatu. Im za ofiarność na rzecz sportu wiejskiego nie wręczano krzyży i innych odznaczeń państwowych. Pozostawali w cieniu rządzących, służyli wsi, swojemu środowisku. Ich lista jest długa, nie sposób wymienić wszystkich. Jednych oceniano surowo, innych szanowano. Jedną z najbardziej odpowiedzialnych funkcji w kole była instytucja gospodarza. On to zbierał sprzęt, on najczęściej go reperował, prał, suszył, liczył, pilnował. To była wymierna praca, systematyczna, odpowiedzialna. Na przestrzeni tych kilkudziesięciu lat osoba Leona Balcerzyka została zapewne w pamięci wielu działaczy i zawodników, za jego poświęcenie dla dobra drużyny, za troskę nad powierzonym społecznym dobrem. Wszystkim działaczom i sympatykom należy złożyć podziękowanie a wymienić jedynie prezesów koła od 1950 roku po dzień dzisiejszy.

                            Polesiak Tadeusz          1950 - 1951

                            Cybulski Franciszek     1951 - 1952

                            Ignatowicz Antoni         1952 - 1954

                            Mizgier Jan                   1954 - 1955

                            Kownacki Edward         1955 - 1956

                            Porzuc Jan                     1956 - 1957

                            Wydrzyński Jan            1957 - 1960

                            Gandurski Tomasz        1960 - 1962

                            Buca Adolf                     1962 - 1973

                            Stepecki Edward           1973 - 1976

                            Baszak Marian             1976 - 2006

                            Lewandowski Jacek      2006 - 2008

                            Mizgier Rafał                2008 - 2010

                            Kicuła Dariusz               2010 i nadal                       

 

                    Wydarzenia sierpnia 1980 roku i początkowy stan odrętwienia po wprowadzeniu stanu wojennego nie wpłynął w zasadniczy sposób na sprawność koła. Pewne sprawy zostały uporządkowane, udało się zapewnić transport na mecze, załatwiono ostatecznie problem linii napowietrznej nad boiskiem. Zapewnione zostały minimalne środki na egzystencję koła, jego sekcji i zawodników. Były zapewnione fundusze na organizację imprez  wiejskich, szkolenie działaczy i kandydatów na instruktorów. Odbył się piłkarski mecz międzynarodowy, w którym to z jednej strony wystąpiła drużyna LZS "Zryw" Ubocze a z drugiej drużyna z NRD. Obchody 35-lecia LZS-u także przyczyniły się do konsolidacji dziesiątków działaczy i zawodników. Jednakże dał się zauważyć spadek młodzieży chętnej do uprawiania sportu nawet w amatorskim wydaniu, mimo doraźnych sukcesów dziewcząt na wojewódzkim turnieju piłki siatkowej w Cieplicach i tenisa stołowego w Jeleniej Górze.

                      Solidarnościowe reformy po 1989 roku i ich kontynuacje przez prawicowe lub lewicowe rządy obfitują w dramatyczne wydarzenia, z którymi działacze LZS nie bardzo wiedzieli jak sobie poradzić. Zastopowane zostały środki finansowe (zwłaszcza w postaci sprzętu sportowego)  płynące dotąd bezpośrednio z Jeleniej Góry poprzez Wojewódzkie Zrzeszenie LZS. Nowo wybrane, zwycięskie władze samorządowe w Gryfowie Śląskim nie potrafiły zrozumieć, że wieś też ma prawo do rekreacji. Sport w wydaniu wiejskim był dla nich zagadnieniem zasadniczo obcym. Dotychczasowe nici pomocy zakładów pracy dla drużyn wiejskich zostają przerwane. Problemem stał się niedzielny wyjazd na mecz piłkarski. Zlikwidowane zostały etaty instruktorów LZS pomagającym kołom w sprawach organizacyjnych. W ślad za tym topniały zastępy działaczy, którzy musieli zmagać się z wieloma problemami natury osobistej, w tym pogoni za pracą. Wieś nie była potęgą gospodarczą, nie było jej stać na zapewnienie godziwej egzystencji jednej sekcji sportowej. 

                     W nowy wiek elzetesowcy wkroczyli z dwoma spalonymi wagonami - szatniami. Jesienią 2002 roku, Władysław Gojżewski wpisał się do historii Ubocza udostępniając "jeżdżącą szatnię" na potrzeby zawodników sekcji piłkarskiej. Brak środków finansowych na organizację zawodów sportowych  dla szerszego ogółu mieszkańców, to upadek służebnej roli sportu i rekreacji w walce o zdrowie młodszych i starszych. Modny sponsoring w przypadku Ubocza w zasadzie nie istniał. Wyjątkiem chwalebnym jest firma braci Baszaków  "Stolbrat" z Ubocza, która zakupiła ubiory piłkarskie dla drużyny "Zrywu". Poseł Olgierd Poniźnik dotrzymał słowa wyborczego i ufundował drewniany, używany barak mający pełnić funkcję szatni dla zawodników. Sportowcy w czynie społecznym wykonali wykopy pod fundamenty murowanej szatni, władza gminna poprzedniej kadencji (1997-2001) nie zdążyła, a aktualna ekipa zapomniała o obietnicy niewielkiej murowanej szatni na ubockim stadionie. W 2003 roku zmieniono statutową nazwę koła na Ludowy Klub Sportowy "Zryw", zwyczajowo pozostał Ludowy Zespół Sportowy..

                            Przez te wszystkie dekady problemem numer jeden w działalności koła było zapewnienie środka transportu na mecz, zawody, imprezę sportową. Tę pomoc świadczyły dobrowolnie lub pod przymusem gryfowskie zakłady pracy. Ich lista nie jest długa, począwszy od ZPO "Gryfex", poprzez FNF "Ubocz", GS "Sch", Azbestolit, OFM, Kamieniołomy Wieża, MBM Rząsiny, SKR Lubomierz, Bank Spółdzielczy a na Kopalni Anhydrytu w Niwnicach kończąc. Różne, w różnych latach to były zapewnienia. Od "stara" po "żuczka", autobus zakładowy, autobusową przyczepę Jelcza ciągnioną przez traktor. Na mecze elzetesowcy jeździli też rowerami, furmankami, pociągami, a i nieraz się zdarzało, że docierali na mecz piechotą. W przypadku awarii samochodu nierzadko posiłkowano się taksówkami - koszt transportu był niższy od ewentualnych kar za walkower, pomijając straty sportowe.                      

                     Były okresy, gdy organizowano mnóstwo imprez, rozgrywek sportowych dla mieszkańców wsi. Od końca 1956 roku w świetlicy "Pod Lotnikiem" pojawił się stół pinpongowy jako nagroda Rady Powiatowej LZS we Lwówku Śląskim za ożywioną działalność koła LZS. Do 1978 roku służył młodszym i starszym. Grywano początkowo rakietkami "dechami", czasami własnego pomysłu rakietkami ze sklejki, aby w połowie lat siedemdziesiątych smakować w lepszych markach i o niebo większych możliwościach. Piłeczki od polskich po chińskie, te ostatnie przez wiele lat były towarem strategicznym bez względu na porę roku. W Uboczu grywano w szachy prywatnie, organizowane były mistrzostwa wsi. Do historii wsi zapewne przejdą boje Jana Wydrzyńskiego z przygodnymi amatorami królowej gier, kiedy to grano do białego rana, a przy stoliku grających gromadziło się kilkunastu kibiców. Wiele też organizowano imprez na boisku piłkarskim i wokół niego. Były biegi, wyścigi rowerowe i spartakiady. Atrakcją i wielkim przeżyciem były zawody motocyklistów i  motorowerzystów dla młodzieńców ze swoimi wuefemkami, wueskami, eshaelkami,  jawami, emzetkami, komarami, simsonami. Nie można też zapomnieć, że niejeden baran i prosiak został upieczony przy boisku, zwłaszcza po zakończeniu mniej lub bardziej udanego sezonu piłkarskiego. Na boisku było oświetlenie, były festyny i loterie (fantami były kury, króliki, prosiaki a nawet parnik węglowy), wiele też spotkań kibiców, działaczy, zawodników kończyło się konsumpcją różnego rodzaju napojów rozgrzewających.

                        Osobną kartę w dziejach ubockiej piłki nożnej zapisali sędziowie. Początkowo byli to amatorzy, bez jakiegokolwiek przeszkolenia. Sędziowano mecze wpierw losując nie osobę, ale z jakiego koła LZS przedstawiciel ma prowadzić mecz. Rodziło to konflikty przed meczem, w trakcie i po zakończeniu spotkania. Gospodarz miał obowiązek zapewnić gwizdek (asortyment od odpustowych po milicyjne). Kilka meczy piłkarskich w Uboczu było sędziowanych bez gwizdka! W połowie lat siedemdziesiątych na boisku pojawili się sędziowie delegowani przez OZPN w Jeleniej Górze. Ich sędziowanie kończyło się na różne sposoby. Od rozstania z gospodarzami w zgodzie lub kłótni. Od przeciągłych dyskusji sędziego z działaczami i zawodnikami podczas poczęstunku. Zdarzały się też bardzo szybkie wyjazdy arbitra, odnotować też należy wiele przypadków widocznej niedyspozycji sędziego - w tych przypadkach sytuację ratowała niewielka odległość boiska od przystanku PKP i zatrzymującego się tam pociągu

                     Opisując pokrótce dzieje Ludowego Zespołu Sportowego " Zryw" w Uboczu, należy tylko pamiętać i przypominać, że sport i rekreacja we wsi to także młodzież  niezorganizowana, szkolna  i  starsi wiekiem  a  młodzi duchem.

 







aktualizacja 15.8.2007

aktualizacja 9.6.2009

aktualizacja 22.2.2010

aktualizacja 31.1.2011

aktualizacja 4.03.2012

aktualizacja 30.11.2012

aktualizacja 22.09.2013