Od 1926 roku w parafii Borodzienicze na Białorusi, należącej do metropolii  wileńskiej - w owym czasie ksiądz Stanisław zaczął uczyć religii i odprawiać  nabożeństwa w języku  polskim (zamiast białoruskim) mimo  protestów niektórych parafian. Administrator parafii  olszyńskiej od czerwca do 10.07.1949 roku, zmarł w 1969 roku jako emerytowany proboszcz parafii w  Giżycku.  

                

                              

                               

          

Prezentowany zbiór dokumentów nawiązuje do zamieszczonej wcześniej w „Białoruskich Zeszytach Historycznych” publikacji Jerzego Tomaszewskiego: „Zatarg o język kazań w Żodziszkach w kwietniu 1925 roku” (BZH, 1996, nr 1 (5), s. 123-164) ...

 

1.

....Jednak metropolita ks. R. Jałbrzykowski podzielał negatywne poglądy kapituły wileńskiej na kwestię białoruską w archidiecezji. Za jego rządów zaprzestano głosić kazania w języku białoruskim w prafiach Dzisnieńszczyzny i Brasławszczyzny. W parafii zaświrskiej kazania w języku białoruskim zakończyły się wraz ze śmiercią w 1926 r. ks. Konstantego Stepowicza, a w innych stosowano zasadę przenoszenia białoruskich księży do parafii z ludnością polską. Tak stało się chociażby w przypadku ks. Wiktora Szutowicza, który od lutego 1917 r. pełnił funkcję proboszcza w Borodzieniczach (pow. brasławski), a od 1921 r. wygłaszał kazania w języku białoruskim. W piśmie z 2 marca 1925 r. skierowanym do biskupa wileńskiego, powołując się na argumenty niemal identyczne jak te, które przytaczał ks. W. Godlewski, objaśniał przyczyny używania języka białoruskiego podczas kazań oraz prezentował ich porządek: „(...) po białorusku odbywa się kazanie w każdą niedzielę i święto podczas sumy, a po polsku w ważniejsze święta (...)”. Taki stan rzeczy uzasadniał małą liczbą wiernych polskiej narodowości66. Kazania w Borodzieniczach musiały być solą w oku kurii biskupiej, zatem każda nadarzająca się okoliczność wydawała się dobrym pretekstem do ich likwidacji. 15 grudnia 1926 r. nowy metropolita podjął decyzję o wszczęciu śledztwa kościelnego w sprawie zajść w Jodach, jakie miały miejsce 6 grudnia 1926 r., oskarżając o sprawstwo ks. Szutowicza. Arcybiskup R. Jałbrzykowski powołał też komisję dla zbadania sprawy, do której weszli księża I. Bobicz i J. Sławiński67. Ks. Szutowicz protestował przeciwko takiemu składowi komisji, zarzucając jej brak bezstronności. Pisał: „(...) są ci księża od szeregu lat moimi osobistymi wrogami z powodu odmiennych mych przekonań narodowościowych”68. 12 stycznia 1927 r. decyzją arcybiskupa R. Jałbrzykowskiego został pozbawiony probostwa w Borodzieniczach pod zarzutem naruszenia dobrego imienia duchownego oraz rzekomego znienawidzenia przez parafian. W piśmie odwoławczym skierowanym do Św. Stolicy Apostolskiej m.in. wyjaśniał: „Chodzi o to, jak tłumaczył Jego Eminencja R. Jałbrzykowski, że nie namawiałem parafian do odebrania cerkwi niegdyś unickiej, a dziś prawosławnej. Otóż katolickie me sumienie i dokładna znajomość psychiki miejscowego ludu białoruskiego tak katolickiego, jak i prawosławnego, na podobną akcję mi nie pozwoliły. Podobna ma akcja, która w praktyce nie obeszłaby się bez interwencji policji, jeszcze bardziej podnieciłaby nienawiść prawosławnych do katolików, stworzoną przez rosyjskie rządy carskie, a kontynuowana dziś przez rządy polskie i tym bardziej jeszcze oddaliłaby sprawę Unii Świętej”69. Jednakże Stolica Apostolska zatwierdziła pozbawienie ducha kapłaństwa70. Po odebraniu w 1927 r. probostwa przeniesiono ks. Szutowicza najpierw na krótko do Lidy (był tam wikarym ), a następnie do miejscowości Trzcianne w Łomżyńskiem (od 1928 r.)71. Na miejsce usuwanych z parafii duchownych wyznaczano nowych proboszczów, posłusznych zaleceniom Kurii Wileńskiej. W Borodzieniczach był to ks. Stanisław Możejko. Tymczasem borodzieniccy parafianie zaczęli słać do kurii pisma w sprawie przywrócenia języka białoruskiego. W podaniu z 25 listopada 1926 r., podpisanym przez około 140 osób, stwierdzali: „Wiele lat w naszym życiu religijnym cierpieliśmy ogromną krzywdę. To prawda, że w ciągu ostatniego dziesięciolecia błysnęło nam słonko sprawiedliwości, bo usłyszeliśmy Boże Słowo w języku ojczystym, ale teraz owe słonko znowu zasnuwa się chmurami. Przybycie do naszej parafii drugiego księdza, który zaczął uczyć nasze dzieci w szkole religii w języku polskim, pomijając naszą ojczystą mowę białoruską, bardzo jest dla nas krzywdzące.”72 Rok później ponad stu parafian borodzienickich w liście do arcybiskupa R. Jałbrzykowskiego prosiło: „Na zgodę Jego Ekscelencji przy złożeniu podania po raz pierwszy o dodatkowych nabożeństwach w kościele borodzienickim w języku białoruskim, na co delegacji Jego Ekscelencja obiecał i przyrzekł, ale do obecnej chwili nie było tego, wobec czego dnia 9 września r.b. była po raz drugi delegacja u Arcypasterza w Borodzieniczach również nam przyobiecał i wydał zezwolenia Proboszczowi, aby była nauka i śpiew w języku białoruskim. Parafianie Kościoła Borodzienickiego w ogromnej swej większości są Białorusini i po obaleniu caratu rosyjskiego, za zezwoleniem Jego Ekscelencji Arcybiskupa Roppa i Arcybiskupa Matulewicza w kościele Borodzienickim w nabożeństwach dodatkowych język białoruski był używany w przeciągu lat dziesięciu. Po wydaleniu z parafii borodzienickiej ks. W. Szutowicza używanie języka białoruskiego w nabożeństwach zostało skasowane całkowicie. Parafianie Borodzienickiej parafii kilkakrotnie zwracali się do Waszej Ekscelencji z prośbą o uwzględnienie naszej mowy ojczystej w kościele w celu lepszego zrozumienia prawdziwej świętej wiary katolickiej: Wobec tego jednak, iż w obcym nam polskim języku słabo rozumiemy wykładane prawdy Św. Wiary Katolickiej, my niżej podpisani przedstawiciele ludności parafii Borodzienickiej, wyrażając swą synowską wierność Stolicy Apostolskiej, pokornie prosimy Waszej Ekscelencji o zarządzenie, aby oprócz języka polskiego dla nielicznych u nas Polaków, w nabożeństwach dodatkowych był w naszym kościele używany także i nasz ojczysty język białoruski.”73 O tym, że nowo naznaczony do Borodzienicz ks. S. Możejko nawet nie miał zamiaru stosować się do próśb wiernych, świadczy charakter niektórych odpowiedzi udzielonych odnośnie parafialnego życia w ankiecie kościelnej. Na pytanie o czytelnictwo książek lub gazet odpowiadał: „przeważnie czytano dotychczas bezpłatną gazetę: Krynicę (białoruską), zasługa ks. Szutowicza”, a w innym miejscu pytany o największy odbiór tytułu prasowego wśród wiernych pisał: „najbardziej «Krynica», białoruska wstrętna gazeta; (...) nic się robi, bo «Krynica» uchodzi za chrześcijańską”74.

Głośnym echem odbiła się wówczas także sprawa białoruskiego kazania w Idołcie, parafii ks. M. Boryka, które 16 lipca 1927 r., w czasie uroczystości Najświętszej Marii Panny Szkaplernej, wygłosił ks. Kazimierz Smulko ze Zgromadzenia Marianów. Został zaproszony na uroczystość przez proboszcza M. Boryka. Jego kazanie słyszeli obecni tam księża I. Bobicz i J. Borodzicz. Jeden z nich poinformował o tym kurię. Metropolita zażądał od proboszcza wyjaśnienia, na co ks. Boryk napisał: „(...) Kazania białoruskie były mawiane w Idołcie już od 1917 r. — na początku zaś 1925 r. obecny o. Superior X. X. Marianów w Drui otrzymał od ś.p. Arcybiskupa Matulewicza ustną aprobatę na mawianie kazań po białorusku na odpustach w Idołcie, które i przetrwały do ubiegłego roku. Wobec powyższych faktów ks. Smulko, chociaż wyraźnie co do języka ze mną się porozumiał, mógł jednak sądzić, że, na mocy tradycji ubiegłych lat, przypadające mu kazanie ma wypowiedzieć w języku białoruskim”75. Tymczasem kazania w Idołcie w 1917/1918 r. wprowadził ks. I. Bobicz, późniejszy proboszcz Choroszucha ich nie kontynuował, ale przy ks. Boryku zostały wznowiane

2.

 

 Do

 J.  Wielmożnego

 Pana  Profesora

 J.Ptaszyckiego
Warszawa,  Departament  Wyznań  Religijnych
Aleja  Ujazdowska  37


Na łaskawe pismo z dnia 29 b.m. podług życzenia J. E. Księdza Arcybiskupa śpieszę odpowiedzieć   co następuje. Wszystkie poruszone zarzuty z memorjału-skargi Klubu parlamentarnego białoruskiego do Ligi Narodów na nietolerancję kościelno-religijną w Archidiecezji Wileńskiej zawierają stek jednolity zmyślonego kłamstwa:
1) Niema systematycznej denacjonalizacji Białorusinów na gruncie kościelnym, gdyż w Archidiecezji Wileńskiej nie ma Białorusinów katolików z wyjątkiem nielicznych jednostek, które siebie uważają za Białorusinów
2) Gwara białoruska nie jest usuwaną z nabożeństw w parafjach, „gdzie są wyłącznie Białorusini”. Ani jednej parafji o wyłącznie białoruskiej ludności w Archidiecezji Wilenskiej nie ma, są tylko trzy parafje, mianowicie Borodzienicze, Druja pow. Brasławski i Żodziszki pow. Wilejski, w których już po zawarciu Konkordatu ze Stolicą Apostolską ś. p. Arcybiskup Jerzy Matulewicz pozwolił nb. nieprawnie w stosunku do Konkordatu na częściowe wprowadzenie do nabożeństw gwary białoruskiej, jednak z wyraźnym zastrzeżeniem, żeby nie było uszczerbku dla języka polskiego. Ogół parafjan bynajmniej tego nie żądał, owszem jak świadczą liczne skargi i prośby przesyłane do Kurji Wileńskiej, bronił się przed gwarą białoruską w kościele. Zaciętość jednak szowinistyczna X. Adama Godlewskiego [sic!] wszelkimi środkami dążyła do całkowitego usunięcia języka polskiego z nabożeństw kościelnych. Środki zaś, jakiemi posługiwał się X. Godlewski w tej sprawie były tego rodzaju, że Sąd świecki skazał X. Adama Godlewskiego [sic!] na dwa lata twierdzy. Karę tę odbył X. Godlewski w więzieniu Mokotowskiem i jako skompromitowany został usunięty z probostwa. Na jego miejsce został naznaczony X. Romuald Dronicz, białorusin [sic!], w swoim czasie stały korespondent „Białoruskiej Krynicy”, który miał polecenie, aby wszystkich parafjan obsługiwał w ich rodowitym [k. 41v.] języku. Jednak gdy się przekonał, że gwary białoruskiej chcą tylko jednostki i raczej, by wyniszczyć religijność, niż pogłębić, a bynajmniej nie ogół, zaprzestał zmuszać wiernych [sic!] do słuchania kazań w gwarze białoruskiej i używania tej gwary w śpiewie kościelnym. Świadkami w tej sprawie mogą być X. Dziekan Walerian Holak, X. Proboszcz Stanisław Kuderewski, Starosta Wilejski i inni.
W Borodzieniczach tak dalece parafjanie nie chcieli narzuconej im przez X. Wiktora Szutowicza gwary białoruskiej, że prawie połowa parafjan, więcej, niż 2.000 osób, w ciągu sześciu lat nie przystępowała do Sakramentów Świętych. Wielokrotnie zwracali się parafjanie Borodzieniccy do Kurji ze skargami i prośbą, aby ich bronić od narzuconej im gwary białoruskiej w kościele. Oficjalne dochodzenia wykazały zarówno słuszność ich skarg jak i wykroczenia szowinistyczne. X. Wiktora Szutowicza, który wobec tych wykroczeń został drogą, przewidzianą w Kodeksie Prawa Kanonicznego pozbawiony probostwa, a na jego miejsce posłano X. Stanisława Możejkę, dobrze znającego gwarę białoruską. Jednak i ks. Możejko, gdy się przekonał, że tylko najwyżej kilkanaście rodzin rozagitowanych przez szowinistów białoruskich pragnie wprowadzenia gwary białoruskiej do kościoła, a ogół sprzeciwia się temu, zaprzestał przemawiać z ambony w gwarze białoruskiej. Świadczyć mogą o tem X. Dziekan Ildefons Bobicz z pochodzenia białorusin, X. Proboszcz Kazimierz Mackiewicz z Pohostu, X. Dziekan Sawicki, Starosta Brasławski i inni.
W r. 1925 J. [E.] X. Arcybiskup Matulewicz pozwolił XX. Marianom w Drui na nauki białoruskie w kościele po nieszporach z zastrzeżeniem, by nie czyniono uszczerbku dla języka polskiego. Obecna Władza Archidiecezjalna tej innowacji acz nielegalnie wprowadzonej, nie kwestionowała dotychczas. Ogół jednak parafjan drujskich jest bardzo niezadowolony z wprowadzenia do kościoła gwary białoruskiej i broni się przed nią. Jako dowód tego są rok rocznie przesyłane liczne skargi i prośby do Ordynariusza, Nuncjatury w Warszawie, do Ministerstwa W. R. i O. P. i Spraw Wewnętrznych o zwolnienie ich od narzuconej w kościele gwary białoruskiej i o usunięciu XX. Marianów z Drui.
[k. 42] Kurja zaznacza, że Władza Archidiecezjalna na własną powagę, choćby nawet i chciała, nie może wprowadzić gwary białoruskiej do tych dwuch [sic!] parafji, gdyż po zawarciu Konkordatu potrzebna jest na to zgoda Konferencji Episkopatu Polskiego i aprobata Stolicy Apostolskiej. A więc gwara białoruska nie jest usuwana z kościołów Archidiecezji Wileńskiej, nie ma tylko przymusowego wprowadzania, narzucania, nie pozwolono wprowadzać szowinizmu i polityki do kościoła.
3) Wobec powyższych danych zabiegi jednostek — agitatorów w rodzaju Hryba, Cikoty, Czartowicza, pp. Posłów białoruskich i im podobnych, by wprowadzić gwarę białoruską do kościołów, spełzły na niczem.
4) X. Wincentego Godlewskiego usunęła z probostwa i skazała na więzienie Władza Sądowa świecka za wykroczenia przeciwko Kodeksowi Karnemu. Obecnie X. Godlewski jest prefektem w szkołach średnich w Wilnie. X. Wiktor Szutowicz został przez Ordynariusza prawnie usunięty, co Stolica Apostolska zaakceptowała, a rekurs jego odrzuciła. X. Stankiewicz Adam, białorusin, b[yły] b[iałoruski] poseł od lat kilkunastu zajmuje się wyłącznie pracą polityczną białoruską w Wilnie. X. Stanisław Glakowski za przewinienie przeciwkonkordatowe i na własne żądanie ustąpił z Tryczówki, pow. Białostocki i jest obecnie prefektem w szkołach średnich w Wilnie. X. Dr Józef Reszeć został przez M. W. R. i O. P. za wykroczenia przeciwpaństwowe usunięty z prefektury w Seminarjum Nauczycielskim w Białymstoku, a więc usunięty został nie przez Władze Duchowne. Innych XX. białorusinów, pragnących wprowadzić szowinizm i politykę do kościołów w Archidiecezji Wileńskiej, nie ma. Kilku XX. zostało przyjętych z obcych diecezji drogą przewidzianą w Prawie Kanonicznym i bynajmniej nie obsadzono nimi omawianych wyżej placówek. A więc i tutaj jest kłamstwo.
5) XX. Polacy nie terroryzowali ani terroryzują wiernych białorusinów; jedynie tylko w sprawie „Białoruskiej Krynicy” spełnili rozkaz Ordynariusza, ostrzegając wiernych przed zgubną i przewrotną robotą „Białoruskiej Krynicy” w rzeczach prawomyślności katolickiej. Tylko w Żodziszkach z racji ogłoszenia dekretu, dotyczącego wspomnianej gazety kilku parafjan jak Hryb i inni chciało wywołać awanturę, lecz przeszkodziła temu policja, aresztując awanturników i oddając w ręce Sądu świeckiego. Nigdzie więcej zamieszek nie było. Zakaz czytania „Białoruskiej Krynicy” dla katolików jest legalny, oparty na Prawie Kanonicznem, Konstytucji Rzeczypospolitej i dotychczas obowiązuje.
[k. 42v.] Powyższe wyjaśnienie chyba dostatecznie stwierdza bezpodstawność, przewrotność stawianych zarzutów.
Kanclerz Kurji
ks. A. Sawicki