Prawie wszyscy osiedlający się w Uboczu rolnicy zdawali sobie sprawę, że tradycje Kółka Rolniczego z Wojutycz czy Sąsiadowic nie będą kontynuowane - już w ostatnich dniach grudnia 1944 roku podczas Kongresu Chłopskiego w Lublinie założono Związek Samopomocy Chłopskiej. Miał on być organizatorem życia społecznego i gospodarczego wsi polskiej a celem realizacja zadań przedwojennych kółek rolniczych, izb rolniczych i większości zrzeszeń gospodarczych pod ideowym przywództwem Polskiej Partii Robotniczej. Co prawda, od 1945 roku w Gryfowie Śląskim doskonale prosperowała spółdzielnia "Swit" kierowana przez Stefana Mędrzyckiego, jednak ona i wiele im podobnych w powiecie wkrótce zostały włączone w struktury Powiatowego Związku Gminnych Spółdzielni (PZGS), który do końca 1947 roku zakończył tworzenie sieci spółdzielni na terenie powiatu lwóweckiego. Utworzona GS "Sch" w Gryfowie Śląskim, z nadania władzy państwowej zmonopolizowała obrót rolny, działalność handlową i przejęła pod swe skrzydła służbę rolną, organizacje młodzieżowe a nawet działalność kulturalną na wsi. Jednakże dostawy obowiązkowe, administracyjne metody organizacji skupu płodów rolnych i propagowana kolektywizacja wsi przyniosły apatię i zastój w rozwoju. Taki stan – poddanie rolnictwa kontroli państwa trwał do 1956 roku. Przemiany październikowe, zagrażający krajowi poważny niedobór żywności, starzejąca się wieś, potrzeba unowocześnienia produkcji rolniczej - wszystkie naraz wymogły na władzy odejście od kolektywizmu i zgodę na powstanie kółek i organizacji rolniczych z lekką dozą samodzielności.  

                              Na fali odnowy życia społecznego i politycznego, 22 kwietnia 1957 roku został zarejestrowany z własnym statutem Powiatowy Związek Kółek i Organizacji Rolniczych we Lwówku Śląskim. Początkowo z Powiatowym Związkiem Plantatorów Roślin Okopowych i Inspektoratem Kół Gospodyń Wiejskich, w późniejszym czasie jako samodzielna organizacja z nazwą Powiatowy Związek Kółek Rolniczych. Poprzedniczką kółka w Uboczu było założone w 1957 roku Koło Gospodyń Wiejskich, z Reginą Kotowską jako przewodniczącą (w następnym roku reprezentowała wieś i KGW na I Zjeździe powiatowym 15.01.1958). Po Reginie Kotowskiej przywództwo w kole przejęła Irena Buca, od 1965 roku Daniela Juszkiewicz a od początku lat osiemdziesiątych Stanisława Ślusarz.  Nie była to organizacja masowa, w sposób zorganizowany uczestniczyło w pracach koła około 20 członkiń. Początkowo nasze gospodynie były zrzeszone w Inspektoracie Kół Gospodyń Wiejskich, z jego inicjatywy w 1958 roku organizowały kontrolę nieśności kur, dwa lata później kurs Przysposobienia Rolniczego I stopnia i uprawy warzyw. Pierwszy kurs gotowania odbył się w domu Józefy Waniowskiej, kurs żywienia, czystości i pokaz bicia świń był przeprowadzany w świetlicy "Pod Lotnikiem".  Bez ich rąk i kunsztu kulinarnego nie odbyła się żadna większa biesiada w świetlicy ze smakowitościami "wyczarowanymi" przez mistrzynie kuchni. Organizowały zabawy taneczne, z których dochód przeznaczany był na zakup domowego sprzętu gospodarstwa domowego i naczyń w wiejskiej wypożyczalni, co roku rozprowadzały pisklęta kur, kaczek i gęsi, one propagowały popularne dziś kuchenki gazowe. Na kilka lat przejęły we władanie świetlicę "Pod Lotnikiem". Członkostwo pań zrzeszonych w Kole Gospodyń Wiejskich nigdy nie było sformalizowane, wystarczyła dobra wola i chęć działania. Regina Kotowska, Daniela Juszkiewicz, Stanisława Ślusarz, Krystyna Dam, Jadwiga Juszkiewicz, Józefa Juszkiewicz, Franciszka Hercuń, Józefa Ganczarska, Franciszka Biała, Stefania Tarkota, Aniela Barszczewska, Irena Buca, Genowefa Gandurska, Józefa Kot, Maria Baszak, Halina Wydrzyńska, Józefa Waniowska, Katarzyna Piątczak, Krystyna Pupin, Aniela Juszkiewicz - wszystkie one potrafiły coś zrobić dla siebie i dla innych. Na początku lat 90 - tych, tempo życia, ciągła gonitwa i walka o przetrwanie zabiły w naszych paniach chęć społecznego działania, dzielenia się troskami i radościami życia codziennego,  pracy dla dobra całej społeczności lokalnej. Nastąpił zmierzch ubockiego Koła Gospodyń Wiejskich. 

                                        Zgodnie z ramowym statutem organizacyjnym, Powiatowy Związek Kółek Rolniczych we Lwówku Śląskim miał realizować swe zadania „przez budzenie inicjatywy chłopów - rolników w kierunku intensyfikacji gospodarstw indywidualnych i zespołowych, warunkującej wzrost produkcji rolnej”. Ubocze, podobnie jak w przypadku Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej  ponownie było oporne przed systemowymi nowinkami, zebranie założycielskie zwołane na dzień 3 marca 1962 r. było nieudane. Istniało już kilkanaście kółek w powiecie, po sąsiedzku w Rząsinach zawiązano organizację rok wcześniej z prezesem Wiktorem Stolarzem na czele... Dopiero późną jesienią 1962 roku odbyło się owocne posiedzenie założycieli, pierwszym prezesem został Karol Matus, wkrótce Kółko Rolnicze w Uboczu dołączyło do struktury powiatowej. W nagrodę organizacja otrzymała przydział na pierwszy z demobilu ciągnik Ursus C-25 i kilka podstawowych maszyn, przez dwa miesiące kółko wypracowało zysk 255 złotych i 89 groszy. Z każdym rokiem gromadzono większe ilości sprzętu maszyn rolniczych, pierwszymi magazynami były pomieszczenia byłej fabryki Motoren Argus i zabudowania gospodarcze Władysława Marcinkiewicza.  Kółko Rolnicze tworzyli członkowie (mieli oni prawo do zniżek cen usług), spośród których wybierano zarząd odpowiadający za jego rozwój i działalność - stan posiadania i niektóre wskaźniki ekonomiczne. Dyspozytorami byli Adolf Buca i Edward Stepecki, z racji sołtysowania długoletnim skarbnikiem Mikołaj Waniowski. Funkcje prezesów sprawowali Karol Matus, Władysław Butwiłowski, Jan Żejmo, Władysław Szostak, Władysław Szymonowicz, Władysław Szostak, Stefan Szostak, Jan Wydrzyński. Przywódców kółka wspomagali także  Daniela Juszkiewicz, Stanisława Ślusarz, Marian Kłodnicki. 

                                     Rolnicy początkowo widzieli w kółku nową formę kolektywizacji rolnictwa.  Sformułowane na początku dekady Gomółki cele ogólne kółek rolniczych (budowa zaplecza technicznego, zakup maszyn rolniczych, prowadzenie racjonalnej gospodarki nasiennej, walka z chorobami roślin i zwierząt, powiększanie bazy paszowej) były mgliste i tajemnicze. Dopiero pojawienie się na ubockich polach kółkowych kombajnów, kopaczek elewatorowych, kosiarek rotacyjnych, roztrząsaczy obornika i opryskiwaczy łamało opory, znosiło nieufność. Przez dwanaście lat (1962 - 1974), Kółko Rolnicze dokonało wielkiej rzeczy - przez czyny informowało rolnika o czekającym go przełomie cywilizacyjnym w gospodarowaniu na roli (po wojnie osadnicy i repatrianci przejęli sporo maszyn i narzędzi rolniczych, dla których siłą pociągową były woły i konie). Ciągniki i zestawy maszyn stały się początkowo uzupełnieniem poczciwych koników, które wykonywały w dalszym ciągu gro prac rolniczych. W miarę upływu czasu, rolnicy dostrzegali zalety i wady mechanizacji, powoli przekonywali się do usług traktorowych zastępujących ciężkie i czasochłonne oranie, wywóz i roztrząsanie obornika, transport i rozsiewanie wapna. W czasie żniw dostrzeżono mimo ciągłych awarii zalety snopowiązałek WC3 i WC5, gołym okiem widoczne były efekty usług chemicznych.  Początkowo niewielu rolników korzystało z usług maszyn kółkowych, zwłaszcza starsi wiekiem byli uprzedzeni do obecności traktora na polu. Bano się zadeptania gleby, przerwania czynnych gdzieniegdzie urządzeń melioracyjnych, strat - niebagatelną też rolę odgrywała tradycja i przyzwyczajenia. Zysk i sprawność finansową kółko utrzymywało dzięki świadczeniu usług transportowych - zleceniodawcami była Gromadzka i Powiatowa Rada Narodowa, refundujące przewóz wapna, nawozów sztucznych, zboża. Pracę w okresie zimy zapewniał lwówecki Rejon Dróg Publicznych, zawiadujący zimową przejezdnością dróg i zlecający przewóz ogromnych ilości piasku i tłucznia na remont dróg. W 1972 roku wykonano usługi za kwotę 380 tys. złotych, prac uprawowych wykonano na kwotę 85 tys. - tylko 1/4 wpływów z usług miało związek z rolnictwem.

                                       Problemem kółkowców była bylejakość pracy, nieumiejętna obsługa maszyn przez pracowników, wady konstrukcyjne i chroniczny brak części zamiennych, które razem wzięte były przyczynami zwielokrotnionych awarii na polach. Mimo tych niedogodności, ciągniki z maszynami z każdą wiosną były witane z radością. Ceny usług wówczas były dostosowane do możliwości kieszeni rolnika, zarząd kółka miał prawo do obniżki lub podwyżki cen na niektóre usługi do 20% w stosunku do wzorcowych cen ustalanych przez Centralny Związek Kółek Rolniczych. Kondycja finansowa w zasadzie była średnią krajową. Problemem było wypracowanie zysku pozwalającego na rozwój i inwestycje. Działacze kółka zdawali sobie sprawę, że nawet spory zysk nie dawał gwarancji powodzenia - kwitło wówczas rozdzielnictwo ciągników i maszyn rolniczych, ich ceny w wielu wypadkach były cenami zaporowymi. Środki na zakup maszyn i narzędzi rolniczych pochodziły z Funduszu Rozwoju Rolnictwa, wspierającego i pozwalającego na zakup  ciągników, snopowiązałek i innych maszyn rolniczych.- czyli ze złotówek wynikających z różnicy cen (wolnorynkowymi a stosowanymi przy obowiązkowych dostawach). Z rzadka korzystano z kredytu bankowego, prawie nieznane było pojęcie zysku jako ewentualnego źródła dochodów. Po 1974 roku, rozpoczęto w kraju przekształcanie kółek z organizacji społeczno-samorządowych w organizacje społeczno - gospodarcze (korzystając z reformy administracyjnej kraju - likwidacja powiatów). Zanikła podstawowa funkcja  tj. reprezentowanie i obrona interesów zawodowych rolników indywidualnych oraz działalność usługowo-gospodarcza prowadzona samodzielnie przez kółka rolnicze. W powiecie lwóweckim zaczęto tworzyć spółdzielnie kółek rolniczych, na które nałożono obowiązek organizowania usług produkcyjnych dla rolnictwa indywidualnego i bezpośredniego zagospodarowania w zespołowych gospodarstwach rolnych ziemi wypadającej z gospodarstw indywidualnych. 

                                 Na kilka lat losy dwóch wsi – Ubocza i Rząsin  połączyła oprócz wspólnej parafii Międzykółkowa Baza Maszynowa w Rzasinach, która w 1975 roku  przejęła sprzęt Kółka Rolniczego w Uboczu. Od tej pory zarząd kółka był zapraszany na zebrania i zjazdy, aby swoją obecnością legitymizować nie zawsze przemyślane do końca decyzje władz jeleniogórskich. Wkrótce Spółdzielnia Kółek Rolniczych w Lubomierzu z siedzibą w Chmieleniu, zmieniła nazwę rząsińskiej "bazy" na Zakład Usług Mechanizacyjnych i Transportu Rolnego, którego zadaniem było świadczenie usług mechanizacyjnych. Do SKR Lubomierz z siedzibą w Chmieleniu kierowanej przez dyrektora Jana Czarnika, oprócz ZUM Rząsiny, należały ZGR Chmieleń, ZUM Pasiecznik, ZUM Pławna oraz ZUR Ubocze. Z rzadka wspomagały rolników ubockich ciągniki i maszyny Państwowego Gospodarstwa Rolnego w Olszynie i Kombinatu Rolno - Przemysłowego w Lubomierzu.  Rząsiński ZUM od  drugiego lutego 1976 r. pod wodzą Witolda Mikosa (kontynuujący dobre tradycje MBM - u zarządzanego do 1975 roku przez Michała Chorzępę i Andrzeja Szuniewicza), stał się wzorem dla większości podobnych zakładów na ziemi jeleniogórskiej. I mimo faktu pojawiania się na polach ubockich większej ilości traktorów prywatnych, rząsiński ZUM oferował w ówczesnych czasach szerszy zakres usług - niejednokrotnie w cenach dużo niższych niż w transakcjach międzysąsiedzkich. Niskie ceny usług, a także rosnąca w drugiej połowie lat siedemdziesiątych koniunktura w rolnictwie powodowała coraz większe zainteresowanie usługami. Stan posiadania rzasińskiego ZUM-u w 1976 roku:  

-         18 ciągników - w większości Ursus C-355

-         dwa kombajny Bizon

-         trzy kombajny Vistula.

-         5 snopowiązałek

-         6 opryskiwaczy typu „ORZ – 300”

-         20 przyczep

-         1 kosiarka rotacyjna

-         5 kosiarek listwowych „Osa”,

-         pługi, rozsiewacze i inny drobny sprzęt

                            Wydawać by się mogło, że przy takim potencjale usługi były świadczone od ręki. Jeżeli jednak weźmie się pod uwagę zakres zadań jakie nałożono na zakład, to sprawa wyglądała zupełnie inaczej. ZUM Rząsiny miał obsługiwać teren całej gminy Gryfów oraz Gradówek i Niwnice z gminy Lwówek, przed reformą administracji należące do Gromadzkiej Rady w Gradówku. Ponadto ZUM Rząsiny prowadziło własne gospodarstwo na ponad 150 hektarach z hodowlą ponad 600 owiec, które w 1976 roku wstawiono w nieprzygotowane obiekty dawnego folwarku w Rząsinach. Tak więc terminowe wykonywanie prac polowych, mimo pracy w soboty i niedziele nie było możliwe, mimo wsparcia filii ZUM w Młyńsku  z brygadzistą Szczepanem Wilasem, czterema traktorzystami niezbędnym sprzętem i  ciągnikami. W dodatku świadczenie usług rolniczych (poza kombajnowaniem) było nieopłacalne, podejmowano więc dochodowe usługi transportowe dla innych zakładów, głównie Rejonu Dróg Publicznych we Lwówku Śląskim, GZPO "Gryfex" w Gryfowie Śląskim, Zakładów Lniarskich w Skarbkowie, czy Nadleśnictwa w Lwówku Śląskim. W tej sytuacji tylko część pracowników i sprzętu pracowała na rzecz rolników. To z kolei powodowało coraz dłuższe kolejki po usługi. W okresie zbioru traw, czy zbóż, codziennie pojawiało się po usługi ponad 50 rolników, nie pomagała nawet pomoc kombajnów z terenów, na których zakończyły się już żniwa. Kolejka rosła, a wraz z nią niezadowolenie rolników. Każdy chciał usługę „od ręki” a rzadko było to możliwe, Trzeba było ustalać kolejność, mając na uwadze również własne gospodarstwo. Mimo, że pracowano również w niedzielą (głównie na swoich polach), to problemu nie udawało się rozwiązać.  Zmorą była awaryjność ciągników i maszyn, brak części zamiennych - wówczas obowiązywały normy zużycia i przydziały. Części zamienne raczej załatwiano niż  kupowano, jeżdżąc po nie Syreną R-20 (kierowcą był Jan Masłowski a następnie Jan Sosnowski). Wiele też do życzenia miała obsługa. Brak rąk do pracy powodował, że kierownicy zakładów przyjmowali każdego i „przymykali oko” na łamanie dyscypliny pracy. Od początku naprawami ciągników i maszyn zajmowano się we własnym zakresie, po 1975 roku przejął je Zakład Usług Remontowych w Uboczu łącząc swą funkcję z magazynem części zamiennych (teren byłej fabryki Argus). Jednak tam również były kolejki a oczekiwanie na naprawę trwało zbyt długo, na co nie można było sobie pozwolić. Najczęściej więc naprawy prowadzili sami traktorzyści wsparci jedynym zatrudnionym w ZUM mechanikiem. Funkcje tę pełnili kolejno Jan Zańko, Jan Stachów, Walerian Mickiewicz, Leon Trościanko i Jan Sokołowski. Warto też wspomnieć o kadrze kierowniczej spółdzielni. Na czele SKR stał dyrektor (później prezes), który miał nad sobą radę nadzorczą wybieraną spośród delegatów na walne zgromadzenie. Szefami SKR w latach 1975 – 1982 byli kolejno Jan Czarnik, Jan Zbroja i Stanisław Lejczak. a przewodniczącym Rady Nadzorczej od początku był Jan Pikul z Popielówka. Poszczególnymi zakładami zarządzali kierownicy mający do dyspozycji księgową i magazyniera. Po powstaniu SKR-u w Rząsinach funkcje księgowej pełnili: Teresa Sus, Krystyna Chorzepa, Czesława Rębisz, Halina Nowicka, Alina Dziuba i Grażyna Górka. Magazynierem zaś był niezastąpiony Józef Rakowski. W Rząsinach była jeszcze zatrudniona zootechniczka Ewa Hołownia oraz brygadzista odpowiedzialny za produkcje zwierzęcą Klemens Terlecki.  Wpływy za usługi i sprzedaż produktów rolnych trafiały do wspólnej kasy SKR. Taki system nie był przejrzysty i nigdy do końca nie wiadomo było który zakład przynosi straty a który  zyski. Próba wewnętrznych rozliczeń nie przyniosła efektów. Ogólnie SKR co roku był na stratach a to ograniczało inwestycje, w tym zakup nowego sprzętu. 

                                 O powstaniu samodzielnej spółdzielni kółkowców dla gminy gryfowskiej marzył ówczesny I sekretarz KM-G PZPR Bogdan Nowakowski. Po dwóch latach (1980) na zebraniach wiejskich pojawiły się głosy idące w kierunku usamodzielnienia  się ubockich i rząsińskich kółkowców od SKR w Lubomierzu. Spory zakończono drugiego stycznia 1983 roku, zakłady w Rząsinach i Uboczu odłączyły się od SKR Lubomierz tworząc Spółdzielnię Usług Rolniczych Ubocze. Początkowo prezesem miał być Jan Więckowski, ale w ostatniej chwili wycofał się z prowadzenia procedury odłączeniowej. Wobec zdecydowanej odmowy Witolda Mikosa i Andrzeja Szuniewicza na propozycję ludowców z gminy gryfowskiej, na prezesa spółdzielni został powołany Tomasz Szafert z pobliskiego Lubomierza, posiadający poparcie Komitetu Miejsko - Gminnego PZPR. Przewodniczącym Rady Nadzorczej SUR został Marek Polesiak. Początkowo wydawało się, że na „własnym garnuszku” uda się rozbudować firmę. Jednak  polityka rolna w Polsce obrała już  inny kierunek.  W latach osiemdziesiątych w kraju postawiono na rolnictwo indywidualne i dano rolnikom możliwość zakupu nowego sprzętu. Przy Urzędzie Miasta i Gminy w Gryfowie Śląskim powołano komisję, która w oparciu o kryteria mniej lub bardziej zrozumiałe dokonywała przydziału ciągników, dojarek, przyczep, kosiarek, dojarek itp. W ciągu kilku lat prawie w każdym większym gospodarstwie pojawił się ciągnik, maszyny a w niektórych gospodarstwach nawet kombajn. Była to niewątpliwie najlepsza dla rolnictwa dekada XX wieku. Gwałtownie rozwijały się gospodarstwa i rosła produkcja rolna. Korzystne były relacje cenowe i opłacalność produkcji, w owym czasie rolnik z 5 krowami dobrze sobie radził finansowo, a z 10 uznawany był za  specjalistę w tej produkcji. Powoli malało zapotrzebowanie na usługi rolnicze, -  chociaż nadal powodzeniem  cieszyły się kombajny, kosiarki rotacyjne, prasy do słomy, kopaczki elewatorowe i roztrząsacze obornika. Rolnicy stawali się powoli samowystarczalni. Malało też zapotrzebowanie na usługi dla innych podmiotów gospodarczych, spółdzielnia pozostała niestety tylko z nierentownymi usługami. Z odgórnego polecenia odebrano też spółdzielcom grunty rolne i sprzedano je rolnikom indywidualnym. Próbowano poszukiwać nowych rozwiązań, jednak bez efektu, przykładem może być chociażby przejęcie kamieniołomu w Wieży. Niestety nie była to dobra decyzja, kamieniołom miał wyczerpane zasoby a resztki bazaltu były kiepskiej jakości, w dodatku na SUR spadł obowiązek kosztownej rekultywacji wyrobiska.  W 1987 roku po blisko 12 latach pracy, odchodzi kierujący zakładem w Rząsinach Witold Mikos, powodem była różnica zdań pomiędzy nim a prezesem na temat zarządzania spółdzielnią. Wkrótce Rada Nadzorcza odwołała Tomasza Szaferta a przewodniczący Rady Nadzorczej Marek Polesiak zgłasił w 1989 roku Spółdzielnię do likwidacji - na likwidatora został powołany Andrzej Szuniewicz. Dwa lata później spółdzielnia przestała istnieć, wkrótce upadają lub są likwidowane inne zakłady w gminie. Zaczyna się nowy okres w historii Polski.

                        W okresie funkcjonowania najpierw SKR a potem SUR, przez zakłady przewinęły się setki ludzi, firma dawała zatrudnienie wielu okolicznym mieszkańcom. Oddziaływała pozytywnie na okoliczne miejscowości, wykonując liczne prace na rzecz społeczności Ubocza i Rząsin. Mało kto dziś pamięta, że przez dwa sezony skonstruowana przez pracowników (na podwoziu rozsiewacza nawozów), ciągnikowa przyczepa osobowa woziła elzetesowców z Ubocza na mecze wyjazdowe, a nawet dzieci do szkoły. Zabierała do pracy i odwoziła robotników z Niwnic, Wolbromowa, Rząsin i Ubocza. Corocznie odbywały się karnawałowe zabawy choinkowe dla dzieci z Mikołajem i paczkami a wieczorem dla dorosłych - pracowników i ich rodzin.  W okresie Świąt Bożonarodzeniowych na terenie zakładów stawały choinki ze światełkami a w wigilię odbywały się spotkania załogi z kierownictwem i łamanie się opłatkiem. Do czasu sprzedaży pałacu w Rząsinach prywatnemu właścicielowi, organizowano w nim dożynki i zabawy.  

                                  Osobne zagadnienie stanowi działalność związkowa kółkowców po 1975 roku. Po pięciu latach pustki, na fali protestu społecznego 1980 roku, powstał Gminny Związek Kółek i Organizacji Rolniczych z Janem Paliwodą na czele - próba powołania Solidarności Rolniczej w Uboczu przez Witolda Juszkiewicza i Edwarda Stepeckiego zakończyła się niepowodzeniem. Związek począł pełnić funkcje kontrolne i zajął się działalnością związkową.  Tradycje GZKRiOR w XXI wieku próbował kontynuować Marek Polesiak, jednak wobec braku chętnych i odmowy jej zarejestrowania, od 2001 roku organizacja przestała istnieć. 

                             

Panom, Witoldowi Mikosowi i Markowi Polesiakowi dziękuję za udostępnienie materiałów źródłowych i pomoc przy redakcji tekstu. Dziękuję  p. Danieli Juszkiewicz za wspomnienia z okresu działalności Koła Gospodyń Wiejskich.