Pierwszą próbą uzyskania zezwolenia na budowę zboru był wniosek mieszkańców Ubocza skierowany do władz wrocławskich. Skuteczną próbę ponowił właściciel majątku Hans Friedrich Tschirnhaus. Efektem starań była zgoda z 1 grudnia 1742 roku, podpisana przez króla Fryderyka II. Z zastrzeżeniem: zgoda na budowę bez wieży. 

Budowa ruszyła wiosną 1743 roku. Wielkiej pomocy materialnej w budulcu i delegowaniu poddanych udzielili właściciele majątków dolnego i średniego: Schaffgotsch i Tschinrnhaus.  Plac pod dom modlitwy wydzierżawił za opłatą 20 srebrnych groszy rocznie  Georg Thamm, czynsz w 1777 roku został zniesiony w zamian za 2 miejsca siedzące w kościele na zawsze. Ściany budowano z drewna i gliny i 7.10.1743 roku świętowano zakończenie budowy. Lekka budowa wymagała ciągłych remontów, w 1750 roku murarze przepracowali 38 dni a stolarze 13,5 dnia. W tymże roku zakupiono używane organy zbudowane przez J. Gottlieba Meinert, budowniczego organów z Lähn (1745) - za ich transport przez Gryfów Śląski musiano zapłacić 2 talary i 6 srebrnych groszy cła. Edykt królewski z 1764 przemianował dom modlitwy na kościół, cztery lata później zakupiono organy. W 1775 roku dobudowano do kościoła wieżę, w której umieszczono dwa dzwony wykonane w Jeleniej Górze o wadze 400 i 700 kg i napisem: "Słuchaj słuchaczu mój dźwięk, powiedz Bogu chwałę i honor i podziękowanie" (duży dzwon) i "Pan Christian Schäffer pastor dla wszystkich Anno 1775 odlał mnie M. Johann Ehrenfied Siefert w Jeleniej Górze". W 1778 pokryto dach nowym gontem, w następnych latach wyremontowano wieżę kościelną, pozłocono (1845) hełm z chorągiewką. Największy remont a właściwie postawienie kościoła na nowo nastąpiło w latach 1862 - 1863. Usunięto drewno i glinę, mury zbudowano z kamienia, wbudowano dwie empory, zainstalowano loże dla ziemiaństwa (oszklone). Dorobiono ławki (łącznie 750 miejsc siedzących),  wnętrze wzbogacono o obraz na ołtarzu, dwa żelazne i pozłacane lichtarze, żelazny pozłacany krzyż, ozdobne okrycie  na ambonę, dywan przed ołtarz. Podłogę wyłożono brukowcami, zamontowano piorunochrony. W 1865 roku wbudowano zegar do wieży kościelnej z fundacji Karla von Hoffmana.. Dziewięć lat później, 26 lipca 1874 r. wbudowano tablice upamiętniające poległych z lat 1864 - 1870. Wkrótce rozebrane zostały stare organy i wmontowane nowe (2 klawiatury, 1 pedał, 18 głosów, napędzane przez dwa dmuchane balony (1879). W 1882 roku pokryto na nowo dach kościoła, plebani i wieży płytkami z łupka, w następnym roku wstawiono 7 dużych nowych okien i 3 drzwi, podłogi wyłożone zostały płytami z piaskowca z fundacji Roesslera, fabrykanta z Ubocza.  Pod koniec XIX wieku wbudowano tablice z nazwiskami 13 uboczan poległych w wojnie napoleońskiej, w 1925  umieszczono w kościele tabliczki z nazwiskami 400 poległych mieszkańców Ubocza na frontach I wojny światowej.   

  

                  Do dziś w społeczności wiejskiej Ubocza funkcjonuje legenda dotycząca obrócenia w ruinę kościoła ewangelickiego. Wyrażana jest w skrócie: "Myśmy chcieli, ale komuna nie dała". Spora część starszych uboczan  była odmiennego zdania, potrafiła spojrzeć krytycznie na siebie. Jeszcze inni winnych szukali wśród księży gryfowskich, jako odpowiedzialnych za pozostawienie wsi samej sobie, z jej problemem. Nie brakowało też i takich, którzy serce zostawili na kresach a swój pobyt w Uboczu traktowali jako tymczasowy.  Wielu zmarnowanej szansy pięciolecia (1946-1951) upatrywało w braku przywódców wsi, w jej małym skonsolidowaniu. Odpowiedzi zapewne dałaby lektura materiałów źródłowych, być może w Archiwum Archidiecezjalnym we Wrocławiu zachowały się dokumenty świadczące o próbach odzyskania kościoła ewangelickiego i przystosowania go na potrzeby kościoła katolickiego, o istnieniu takowych w Archiwum Państwowym w Jeleniej Górze nic nie wiadomo.

 

   1946 - 1951  

                 W posierpniowych miesiącach 1945 roku coraz to więcej osadników wojskowych, przesiedleńców, repatriantów osiedlało się w Uboczu. Jedni na tydzień, inni na miesiąc, inni pozostali do dziś. Byli oni w absolutnej większości praktykującymi katolikami, wiara ich łączyła a odległość kościoła od zajętego domu też była brana pod uwagę. Parafią wówczas był Gryfów Śląski (od Gryfowa do „Lotnika”), drugą część wsi "zagospodarowała" parafia olszyńska. Było to wówczas nieszczęście, duża wieś podzielona na dwie parafie! Ten stan administracji kościelnej utrzymywany był przez długie lata (do 1959 roku) i nie sprzyjał integracji społeczeństwa wsi. Po lipcu 1946 roku, gdy absolutna większość domów była zamieszkana przez Polaków,  pojawiła się możliwość przeniesienia kościoła katolickiego do ewangelickiego. Tak postąpili parafianie w Olszynie (lipiec 1946), kilka lat później w ich ślady poszli rząsinianie (Rzasiny należały do parafii w Olszynie). A w Uboczu wszystko zostało po staremu. Wieś jednolita administracyjnie, podzielona na dwie parafie, podzielona miejscem pochodzenia swoich mieszkańców.  Księża z Gryfowa Śląskiego i Olszyny nie stali się motorem działań a i sami uboczanie zbytnio nie walczyli o kościół ewangelicki. Zabrakło troski, może wyobraźni. Jedynym opiekunem opuszczonej świątyni stał się kościelny Jan Baszak. Jego walka z amatorami cudzej własności (wówczas się mówiło niemieckiej) była bezowocna. W tym czasie zdemontowano ławki dla potrzeb szkoły, wywieziono w kierunku krakowskim organy i dzwony. Piękne żyrandole znalazły się w pobliskim kościele św. Jadwigi.

                          Sam kościół, którego ściany zbudowane były z kamienia łamanego z dodatkiem cegły na zaprawie wapiennej (ściany drugiej kondygnacji, powyżej odsadzki wewnętrznej zbudowane były z cegły z dodatkiem kamieni), posiadał  dwurzędowe empory boczne i emporę organową opartą na dwóch rzędach słupów drewnianych (na nich też opierała się konstrukcja dachu).  

 

  1952 - 1958  

                          Mieszkańcy Ubocza, przygnębieni sytuacją polityczną i gospodarczą kraju, nie mieli odwagi do dyskusji na temat kościoła ewangelickiego. 

                          Był to potężny kościół o dużych rozmiarach, długość zachodniej ściany szczytowej wynosiła 13,2 m a wysokość 11,8 m, wysokość ścian bocznych 9,4 m. Wieża posiadała solidną podstawę murowaną, powyżej nawy konstrukcja  drewniana (szkielet słupowo - ryglowy). Obita była deskami i gontem a wyżej płytami z łupka. Jej zwieńczeniem był ozdobny, kopulasty hełm barokowy z latarnią, blaszana kula na szczycie i chorągiewka z datą budowy (1775).

 

1959 - 1970  

                           Nadzieje odżyły wraz z erygowaniem nowej parafii w Rzasinach. Jej pierwszy administrator, ks.  Jan Szutkowski podjął próbę dialogu z władzami powiatowymi i mieszkańcami Ubocza   na rzecz przejęcia zboru protestanckiego przez parafię katolicką.  Jego działania nie znalazły dostatecznego zrozumienia w Prezydium Powiatowej Rady Narodowej we Lwówku Śląskim, nie cieszyły się też pełnym poparciem wsi (wówczas kościół ewangelicki był do uratowania sporym nakładem środków finansowych, możliwym jednak do udźwignięcia przez parafian). Status prawny kościoła w tamtym okresie można określić jako mienie niczyje, formalnie grunt i budowla znajdowała się w zarządzie Prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej w Uboczu. Były jej Przewodniczący w latach 1963 - 1966 Tadeusz Horak,  nie przypomina sobie, aby ktokolwiek zwracał się do samorządu gminnego w sprawie kościoła ewangelickiego – budowle sakralne objęte były opieką władz i służb szczebla powiatowego i wojewódzkiego. Jego zdaniem, koszt kapitalnego remontu był wysoki, zbyt wysoki w stosunku do majętności uboczan.

 

Jak wspomina ksiądz Eryk Roch Hober (w latach 1965 - 1980 proboszcz w Rząsinach), władze lwóweckie i wrocławskie były przeciwne przekazaniu kościoła ewangelickiego z jeszcze jednego powodu – kto zajmie się opieką nad zabytkowym kościołem w Uboczu (wówczas już wpisanym do rejestru zabytków) i powoływały się na przykład Rząsin (opuszczony kościół katolicki popadał w ruinę i w końcu został spalony). Argument proboszcza o strategicznej roli wieży kościelnej też niewiele wskórał, kolejne wnioski o przekazanie kościoła pozostawały najczęściej bez odpowiedzi.

 

 Ostatnią (przełom lat 60/70) próbą ratowania kościoła ewangelickiego przez proboszcza Eryka, była prośba o pomoc skierowana do kurii wrocławskiej. Wkrótce pojawiła się komisja kurialna, obejrzała kościół ewangelicki i poinformowała proboszcza o braku środków finansowych. Wspomnieć też należy o jednym: wówczas kwitła gospodarka planowa, materiały budowlane były przydzielane a potrzeby kościołów i innych budowli sakralnych były załatwiane na samym końcu.  

                     Z każdym rokiem więźba dachowa wymagała większego remontu (przecieki), łupek nadawał się do wymiany na dachówkę lub blachę (dach był pokryty łupkiem niszczonym przez dzieci i młodzież). Remontu kapitalnego wymagały dwie kondygnacje empor, całość stolarki okiennej i drzwiowej i całe wnetrze kościoła. Wieża (44 m) wymagała uzupełnień belkowania w okolicach przyziemia. Brak dzwonów. Brak organów. Brak wystroju wewnętrznego kościoła. Co prawda można było wejść na górny balkon, jednakże drobna pomyłka mogła zakończyć się   poważnym urazem. Najzdrowszym elementem kościoła były mury z kamienia, cegły i piaskowca oraz drewniana wieża.

 

  1971 - 1979 

                        I gdy zdawało się, że wszyscy odwrócili się od ratowania kościoła, pojawiła się iskierka nadziei, dała ją nowa "gierkowska" ekipa władz lwóweckich. Kościół został potraktowany jako zabytek (mimo, że oficjalnie nie figurował w rejestrze zabytków), ustanowiono społecznego opiekuna zabytków (1973). 

Władze powiatowe we Lwówku Śląskim oprócz chęci przekazania go parafii, nie posiadały żadnych środków finansowych na cele kościelne a twierdzenie, że władza państwowa chciała uratować kościół za pieniądze parafian wcale nie mija się z prawdą.  Posadowienie dachu na nowo, remont wnętrza i najbliższego otoczenia zarośniętego krzakami wymagało niewyobrażalnego w tamtych czasach nakładu środków finansowych i robocizny mieszkańców Ubocza.

                        A kościół ewangelicki marniał. Był ciągle dewastowany, dla dzieci i dorastającej młodzieży stał się miejscem zabaw. Apele ks. Eryka o uszanowanie świątyni ewangelickiej przynosiły tylko częściowo skutek. Przebywanie wewnątrz kościoła podczas słoty lub silnego wiatru groziło w najlepszym razie kalectwem. Pomiędzy 1974 a 1977 rokiem runął dach, wkrótce całkowicie zostały wywiezione poza obręb kościoła wszelkie konstrukcje drewniane (nie naruszając wieży). Można było jeszcze uratować kościół a właściwie mury i wieżę. 

 

Ekspertyza wykonana w 1978 roku przez Stanisława Wojdona na użytek Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Jeleniej Górze stwierdzała - jeżeli są możliwości naprawcze, ocalałe dotychczas ściany i wieża nadają się do dalszego utrzymania po remoncie zabezpieczającym. W bardzo dobrym stanie zachowane były mury o grubości 85 cm i murowany trzon wieży. W średnim zaś wieża ze zniszczoną podstawą ( przegniłe belki podstawy ułożone na koronie ścian murowanych). Notowany był odchył wieży od pionu. Pokrycie łupkiem zachowało się głównie od strony południowej i wschodniej. Ściany nawy i szczyt na ścianie zachodniej posiadały potrzebną stateczność obliczeniową - obliczeniowa stateczność wieży nie była obliczona ze względu na brak dokładnej inwentaryzacji. W 1978 roku zostały umieszczone tablice ostrzegawcze z uwagi na grożące niebezpieczeństwo spadających z korony ścian cegieł lub wręcz runięcia wieży.     

              

 1980 - 1981  

                            Historyczny rok osiemdziesiąty, rok narodzin "Solidarności" wyzwolił niespotykaną energię ludzką. Do działania, do zmian wszystkiego na lepsze. Niestety, euforia, wiara w możliwość zmian przyszła za późno. 

 

Nie mogła pomóc kościołowi, który zagrażał życiu ludzi przebywających w jego sąsiedztwie. Podjęto decyzję o rozbiórce, którą zakończono w 1981 roku. 

Puste rumowisko z czasem zaadaptowano na parking. Po kościele ewangelickim pozostały widokówki, zdjęcia i wspomnienia...