Jak na prawdziwą babcię przystało, Krystyna Feldman kocha podróże. Mało kto pamięta, że aktorka urodziła się we Lwowie, jako dziecko powędrowała z rodzicami do Krakowa, przez pewien czas mieszkała w Rakowej. Był potem Lwów, krótko po wojnie Katowice, Opole i Jelenia Góra, Szczecin, Łódź i ostatnio Poznań. Jako trzynastoletni podlotek rozpoczęła naukę w lwowskiej szkole handlowej, niezbyt ją kochała, bo pewnego październikowego dnia, 1933 roku........

Miałam już trzynaście lat i szło mi na czternasty rok. Nie wiem, jak by się to wszystko potoczyło, aliści jak mówił Waldorff, nadszedł ów sądny dzień, czyli podwójne święta: Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny. Przed wojną z tego powodu były krótkie ferie w szkołach. Oczywiście, myślałam, że pojadę do domu, ale mama napisała mi, że nie dysponuje, niestety gotówką i że spędzę ten czas w internacie, bo ojczym stwierdził, iż byłby to zbyt krótki pobyt, by dziewczynka taki szmat drogi jechała.

   Żal w moim sercu zrodził się okrutny, zaciekłość jeszcze większa. W ostatni dzień przed tymi feriami jak zwykle ruszyłam do tej mojej szkoły handlowej, gdzie same dwóje nade mną wisiały, i przezornie zabrałam ze sobą wszyściuśkie podręczniki, w które ojczym mnie wyposażył. Na dużej przerwie wzięłam teczuszkę i po prostu wyszłam ze szkoły. Mimo, że byłam rodzoną lwowianką, Lwowa nie znałam jeszcze....

   Wsiadłam do pociągu, który jechał do Sambora. Gdy przybyłam do miejsca przesiadki, było już stosunkowo późno, bo przecież była głęboka jesień i wcześnie robiło się ciemno. W Samborze zapytałam się, czy są pociągi do Nadyb – Wojutycz? Chodziły tam jakieś ciuchcie. Przyjechałam do Nadyb-Wojutycz gdzieś nad ranem i myślę sobie, no dobrze, ale co dalej?... Po pierwsze bałam się, że mnie rozpozna naczelnik stacji, wszak się tam nieraz przyjeżdżało. Poza tym do Rakowej było jeszcze jakieś dobre siedem kilometrów. Ale myślę sobie, jakoś to będzie, ja chcę do mamy.

   Ciemno było, nikogo nie widziałam i żadnych drogowskazów sobie nie przypominam. W każdym razie dla dodania sobie ducha śpiewałam Pierwszą brygadę i maszerowałam po ciemku do domu. Chyba anioł stróź mnie prowadził i doprowadził. Wchodzę do rodzinnego domu, a tam ...”

Wspomnienie pochodzi z książki Tadeusza Żukowskiego "Krystyna Feldman albo festiwal tysiąca i jednego epizodu" wydanej przez Księgarnię Świętego Wojciecha w 2001 roku.